Antybiotyki: czerpać nie tylko w źródłach zza Wielkiej Wody
Z prof. Tadeuszem Płusą, kierownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego - Centralny Szpital Kliniczny MON rozmawia Bartłomiej Leśniewski
Większości odkryć medycznych dokonuje się poza Polską. Nie mamy zbyt mocnej nauki, w wielu wypadkach trzeba zaglądać do anglojęzycznych źródeł, by być na bieżąco.
-Oczywiście trzeba. Ale mój wykład na Top Medical Trends poświęcony będzie racjonalnej antybiotykoterapii. I tu z pewnością zaglądanie do źródeł zza Wielkiej Wody nie wystarczy. Prezentowane tam odkrycia, zalecane wytyczne, procedury, guide – line: dostosowane są do tamtejszych zagrożeń epidemiologicznych. My mamy zupełnie inne, każdy – jeśli nie kraj – to przynajmniej region ma swoją specyfikę, inne zagrożenia epidemiologiczne, inne możliwości terapeutyczne. I dostosowane do nich sposoby reagowania, procedury lecznicze. Czytanie wyłącznie amerykańskich wskazań polecam lekarzom, którzy zamierzają leczyć wyłącznie Amerykanów. Nie zawsze się to sprawdza w polskich warunkach.
-Jaka na to rada?
-Trzeba czytać polskie wytyczne, wskazania, konsensusy. One pisane są z uwzględnieniem naszych specyficznych zagrożeń, naszej epidemiologii. Oczywiście nie są tak często aktualizowane, jak anglojęzyczne. Źródeł też jest mniej. Ale mają one ogromną przewagę nad zagranicznymi: uwzględniają naszą lokalną odmienność. Trzeba więc czytać, stosować jedno i drugie. Być na bieżąco z piśmiennictwem zagranicznym, ale podwójnie uważnie czytać krajowe. Można to robić z pełnym zaufaniem. To co jest w piśmiennictwie krajowym uwzględnia przecież ostatnie odkrycia zza granicy.
-Jak to przełoży się na racjonalne stosowanie antybiotyków? Tego dotyczyć ma pański wykład.
-Posłuży bardziej racjonalnemu podejmowaniu decyzji: czy antybiotyk wybrać w pierwszym rzucie? A jeśli tak, który wybrać, a który na tym etapie odłożyć. Nasze piśmiennictwo co do joty pokrywa się zagranicznym gdy chodzi o konkretne decyzje każdego pacjenta należy traktować pacjenta indywidualnie. Ale przy podejmowaniu decyzji nie zgadywać, nie eksperymentować. Przed podaniem leku, o ile tylko sytuacja na to pozwala, przeprowadzić badania, zrobić posiew.
-Oczywiście trzeba. Ale mój wykład na Top Medical Trends poświęcony będzie racjonalnej antybiotykoterapii. I tu z pewnością zaglądanie do źródeł zza Wielkiej Wody nie wystarczy. Prezentowane tam odkrycia, zalecane wytyczne, procedury, guide – line: dostosowane są do tamtejszych zagrożeń epidemiologicznych. My mamy zupełnie inne, każdy – jeśli nie kraj – to przynajmniej region ma swoją specyfikę, inne zagrożenia epidemiologiczne, inne możliwości terapeutyczne. I dostosowane do nich sposoby reagowania, procedury lecznicze. Czytanie wyłącznie amerykańskich wskazań polecam lekarzom, którzy zamierzają leczyć wyłącznie Amerykanów. Nie zawsze się to sprawdza w polskich warunkach.
-Jaka na to rada?
-Trzeba czytać polskie wytyczne, wskazania, konsensusy. One pisane są z uwzględnieniem naszych specyficznych zagrożeń, naszej epidemiologii. Oczywiście nie są tak często aktualizowane, jak anglojęzyczne. Źródeł też jest mniej. Ale mają one ogromną przewagę nad zagranicznymi: uwzględniają naszą lokalną odmienność. Trzeba więc czytać, stosować jedno i drugie. Być na bieżąco z piśmiennictwem zagranicznym, ale podwójnie uważnie czytać krajowe. Można to robić z pełnym zaufaniem. To co jest w piśmiennictwie krajowym uwzględnia przecież ostatnie odkrycia zza granicy.
-Jak to przełoży się na racjonalne stosowanie antybiotyków? Tego dotyczyć ma pański wykład.
-Posłuży bardziej racjonalnemu podejmowaniu decyzji: czy antybiotyk wybrać w pierwszym rzucie? A jeśli tak, który wybrać, a który na tym etapie odłożyć. Nasze piśmiennictwo co do joty pokrywa się zagranicznym gdy chodzi o konkretne decyzje każdego pacjenta należy traktować pacjenta indywidualnie. Ale przy podejmowaniu decyzji nie zgadywać, nie eksperymentować. Przed podaniem leku, o ile tylko sytuacja na to pozwala, przeprowadzić badania, zrobić posiew.