Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:

Marzę o lepszym przepływie informacji

Z prof. dr. hab. med. Witoldem Szyfterem, kierownikiem Katedry Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi oraz Onkologii Laryngologicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu rozmawia Ewa Gosiewska
-Program Powszechnych Przesiewowych Badań Słuchu u Noworodków istnieje już od niemal 10 lat. Jest pan jego koordynatorem i jednym z inicjatorów… Czy dużo zmieniło się w ciągu tej dekady?
-Czy zmieniło się dużo? To wręcz rewolucja! Kiedy program ruszył w pełni w roku 2003, średni czas wykrycia niedosłuchu u dziecka i zakwalifikowania go do wszczepienia implantu ślimakowego wynosił 3,5 roku. W tej chwili jest to możliwe już w 2. dniu życia. Wtedy najczęściej pojawia się podejrzenie, a do 6. miesiąca życia dziecko jest w pełni zdiagnozowane. Dzisiaj maluch z niedosłuchem może mieć zaimplantowany wszczep ślimakowy w wieku 12 miesięcy i już wtedy rozpocząć rehabilitację. Jego szanse pójścia do szkoły powszechnej wynoszą 90%. Wcześniej, kiedy implanty wszczepiano dzieciom powyżej 3. roku życia, prawdopodobieństwo ich edukacji w takiej szkole było nikłe – niecałe 40%. To ogromny postęp.
-Czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy bardzo przyczyniła się do tego sukcesu?
-Kiedy ponad 10 lat temu wśród liderów polskiej otolaryngologii i neonatologii powstała koncepcja stworzenia tego programu, wszystkie rozmowy w Ministerstwie Zdrowia kończyły się stwierdzeniem: brak funduszy! Finanse były przeszkodą dla wdrożenia tego przedsięwzięcia. Tylko dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, a właściwie dzięki społeczeństwu, udało się te pieniądze zebrać. To dlatego program mógł ruszyć pełną parą. Co jednak ważne – do dziś Orkiestra utrzymuje, wymienia zużyty sprzęt, serwer, dokonuje wszelkich napraw. Całkowicie też prowadzi i opłaca ten program. Powiedzmy to jasno: program istnieje dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. W ciągu tych wszystkich lat zebrane pieniądze pozwoliły dostarczyć sprzęt służący do przesiewowych badań słuchu wszystkim już istniejącym oddziałom neonatologicznym w Polsce. Obecnie jest ich 428 i każdy taką aparaturę otrzymał.
-Badanie przesiewowe słuchu od kilku lat jest w Polsce obowiązkowe. Na czym dokładnie ono polega?
-To jest proste badanie, które trwa najdłużej 10 sekund. Przeprowadza się je u każdego dziecka w pierwszych 3 dniach życia, chyba że stan jego zdrowia to uniemożliwia. Dzięki użyciu otoemisji akustycznej rejestruje się potencjały słuchowe. Brak takiej rejestracji nasuwa podejrzenie uszkodzenia słuchu. Minister zdrowia – i chwała mu za to – wydał w 2004 r. zarządzenie wprowadzające obowiązek tego badania u każdego dziecka. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy przygotowała charakterystyczne, kolorowe naklejki, które teraz każdy noworodek ma w swojej książeczce zdrowia. To specjalne pole, w którym określa się wynik badania. Jeśli pojawia się zapis: kontrola, to znaczy, że rodzice muszą liczyć się z dalszą diagnostyką dziecka. To ważny sygnał wychodzący z oddziału neonatologicznego, który jest tzw. pierwszym poziomem. Stąd matka dostaje informację, jakie dalsze kroki powinna podjąć na tzw. poziomie drugim, czyli laryngologicznym. W większości przypadków dalsze badania nie wykazują nieprawidłowości, jednak te dzieci, które takiego szczęścia nie mają, są diagnozowane dalej, aby w wieku 6 miesięcy można już było jasno określić rodzaj koniecznej pomocy. Wykrywamy niedosłuch u trzech noworodków na tysiąc. Częstość głębokich niedosłuchów, wymagających implantu ślimakowego, to wielkość rzędu 0,3 promila.
-O tym programie i jego implikacjach klinicznych będzie pan mówił podczas Kongresu Top Medical Trends. To jednak temat rzeka, na co zwróci pan szczególną uwagę?
-W trakcie mojego wykładu na Top Medical Trends będę mówił głównie o tzw. czynnikach ryzyka, które mogą mieć wpływ na uszkodzenie słuchu u dziecka. A jest ich naprawdę wiele. Chociażby niska masa urodzeniowa mogąca być przyczyną wad rozwojowych czy hiperbilirubinemia. Takimi czynnikami mogą być także zaburzenia okresu okołoporodowego, np. zielone wody płodowe, palenie papierosów przez matkę w czasie ciąży czy cukrzyca.
-Program okazał się strzałem w dziesiątkę. Czy można jednak zrobić jeszcze więcej?
-Oczywiście, że można! Ja bym chciał, żeby ten przepływ informacji w Polsce między poziomem pierwszym, czyli 428 oddziałami neonatologicznymi, a poziomem drugim, czyli 80 oddziałami laryngologicznymi, był zdecydowanie lepszy. Marzę, żeby udało się stworzyć taki system komputerowy, który po wykryciu nieprawidłowości w badaniu przesiewowym będzie wysyłał sygnał do poziomu drugiego. Chciałbym, żebyśmy mieli dokładną wiedzę, jak wiele dzieci z wpisem „kontrola” w książeczce zdrowia faktycznie jest kontrolowanych. Na razie niestety to nie działa. W tej chwili wszystko zależy od inicjatywy rodziców. Jeśli rodzic zbagatelizuje nieprawidłowy wynik badania przesiewowego, jego dziecko może stracić szansę na normalne życie. Wiem, że stworzenie takiego wymarzonego systemu to trudne zadanie, m.in. z uwagi na ogromne koszty. Gdyby to się jednak udało, byłbym szczęśliwy.