Stłuszczeniowa choroba woli
Z prof. dr. hab. n. med. Krzysztofem Linke, kierownikiem Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Żywienia Człowieka i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu rozmawia Bartłomiej Leśniewski
-Ilu pacjentów zagrożonych jest chorobą stłuszczeniową wątroby
-Znamy wyniki badań amerykańskich, mamy pierwsze polskie badania przeprowadzone w Warszawie. Możemy przyjąć, że zagrożenie chorobą obejmuje ok. 20 proc. Polaków. To ściśle powiązane jest ze zjawiskiem nadwagi i otyłości. Istnieje prosta zależność: im więcej otyłych, tym większa liczba pacjentów z chorobą stłuszczeniową wątroby. Dlatego problem jest większy w USA, w krajach Europy Zachodniej. Ale jak widać z danych i trendów, w Polsce zagrożenie będzie narastać.
-Do czego doprowadzić może zaniedbanie tej choroby?
-Ryzyko jest ogromne, zaniedbania, złe leczenie doprowadzić może do przewlekłych chorób wątroby, łącznie z powstaniem niewydolności. I co chcę podkreślić: leczenie wcale nie jest proste. Problemy zaczynają się już na poziomie diagnostyki. W zasadzie najskuteczniejszą metodą jest biopsja. Jednakże jest to metoda, która grozić może wystąpieniem powikłań, dlatego nie jest to metoda zalecana, trzeba diagnozować na podstawie przesłanek pośrednich, co rodzi szereg trudności i komplikacji. O szczegółach chciałbym opowiedzieć podczas wykładu. Jednak na diagnostyce problemy się kończą, skomplikowane jest leczenie.
-Na czym polegają komplikacje w leczeniu?
-Na tym, że zalecaną metodą jest proste postępowanie, przestrzeganie zaleceń dietetycznych. Mówiąc: proste postępowanie, zdaję sobie jednak sprawę z ogromu komplikacji, które to z pozoru proste postępowanie niesie. Chodzi o zdyscyplinowanie, chęć współpracy pacjenta, jego silną wolę i odpowiednią motywację do leczenia. W leczeniu choroby stłuszczeniowej wątroby trzeba położyć na te sprawy ogromny nacisk. Pojawiły się też metody farmakologiczne. Ich szczegółami zajmę się podczas wykładu. Tyle, że nadal nie są to metody pierwszego wyboru.
-Znamy wyniki badań amerykańskich, mamy pierwsze polskie badania przeprowadzone w Warszawie. Możemy przyjąć, że zagrożenie chorobą obejmuje ok. 20 proc. Polaków. To ściśle powiązane jest ze zjawiskiem nadwagi i otyłości. Istnieje prosta zależność: im więcej otyłych, tym większa liczba pacjentów z chorobą stłuszczeniową wątroby. Dlatego problem jest większy w USA, w krajach Europy Zachodniej. Ale jak widać z danych i trendów, w Polsce zagrożenie będzie narastać.
-Do czego doprowadzić może zaniedbanie tej choroby?
-Ryzyko jest ogromne, zaniedbania, złe leczenie doprowadzić może do przewlekłych chorób wątroby, łącznie z powstaniem niewydolności. I co chcę podkreślić: leczenie wcale nie jest proste. Problemy zaczynają się już na poziomie diagnostyki. W zasadzie najskuteczniejszą metodą jest biopsja. Jednakże jest to metoda, która grozić może wystąpieniem powikłań, dlatego nie jest to metoda zalecana, trzeba diagnozować na podstawie przesłanek pośrednich, co rodzi szereg trudności i komplikacji. O szczegółach chciałbym opowiedzieć podczas wykładu. Jednak na diagnostyce problemy się kończą, skomplikowane jest leczenie.
-Na czym polegają komplikacje w leczeniu?
-Na tym, że zalecaną metodą jest proste postępowanie, przestrzeganie zaleceń dietetycznych. Mówiąc: proste postępowanie, zdaję sobie jednak sprawę z ogromu komplikacji, które to z pozoru proste postępowanie niesie. Chodzi o zdyscyplinowanie, chęć współpracy pacjenta, jego silną wolę i odpowiednią motywację do leczenia. W leczeniu choroby stłuszczeniowej wątroby trzeba położyć na te sprawy ogromny nacisk. Pojawiły się też metody farmakologiczne. Ich szczegółami zajmę się podczas wykładu. Tyle, że nadal nie są to metody pierwszego wyboru.