facebook linkedin twitter
 
ISSN: 1505-8409
Przewodnik Lekarza/Guide for GPs
Bieżący numer Archiwum O czasopiśmie Suplementy Kontakt Zasady publikacji prac
3/2000
vol. 3
 
Poleć ten artykuł:
Udostępnij:
więcej
 
 
streszczenie artykułu:

Mała chirurgia w praktyce lekarza rodzinnego

Włodzimierz Bołtruczuk

Przew Lek 2000, 3, 105-106
Data publikacji online: 2004/01/20
Pełna treść artykułu
Pobierz cytowanie
ENW
EndNote
BIB
JabRef, Mendeley
RIS
Papers, Reference Manager, RefWorks, Zotero
AMA
APA
Chicago
Harvard
MLA
Vancouver
 


Od trzech miesięcy redaktor naczelny Adam Wojciechowski usiłował pokonać moje opory i zachęcić do napisania kilku słów o małej chirurgii w praktyce lekarza rodzinnego. Opór stawiałem skuteczny i trwałbym w tym stanie rzeczy jeszcze długo, gdyby nie przypadek – wypadek.







Trafił do mojej praktyki kilka dni temu pacjent – mężczyzna w wieku 41 lat, rolnik, który uległ wypadkowi przy pracy. Tak to można ująć w kilku suchych słowach, nie oddających dramatyzmu sytuacji.

Po pierwsze, nie trafił pacjent, lecz przyprowadziła go, a właściwie przyniosła na własnych rękach jego żona, z wielkim płaczem i krzykiem, iż traci męża, który uległ strasznemu wypadkowi. Pacjent krwawił i to mocno. Krew, tętniąc, uchodziła z rany krocza. Blady pacjent chwiał się na nogach, jego życie niewątpliwie było zagrożone. Cichym, słabym głosem wyjawił straszliwą prawdę, iż dyszel dwukołowej przyczepy ciągnika, wysunąwszy się nieszczęśliwie z zaczepu, uderzył go w krocze i urwał przyrodzenie. Zrozumiałem, skąd żona znalazła w sobie tyle siły, by na własnych rękach przynieść męża do praktyki. Zrozumiałem jej rozpacz i żal.

Moje postępowanie było odruchowe. Powiedziałem pacjentowi i jego żonie, że wszystko będzie dobrze – co ich uspokoiło. Następnie przenieśliśmy pacjenta do gabinetu zabiegowego i ułożyliśmy na stole zabiegowym (poprosiłem żonę pacjenta o opuszczenie gabinetu zabiegowego, gdyż jej pomoc nie jest już potrzebna). Zdjąłem założony wcześniej prowizoryczny opatrunek i kleszczykami hemostatycznymi Peana połapałem trzy krwawiące tętniczki. Po osuszeniu pola z wynaczynionej krwi, odetchnąłem z ulgą i przekazałem pacjentowi dobrą nowinę, iż miał szczęście w nieszczęściu: dyszel zerwał skórę i tkankę podskórną aż do odsłonięcia ciał jamistych prącia do 1/3 części proksymalnej, ale tychże ciał nie naruszył. Pacjent z radości omal nie podskoczył i krzyknął głośno (siłę głosu odzyskał błyskawicznie) do żony czekającej za drzwiami, że z niego chłop w dalszym ciągu (nie cytuję dosłownie).

Gdy okazało się, że uszkodzone są tylko drobne tętniczki przeszywające, a pole jest czyste i przestało krwawić, znieczuliłem nasiękowo pacjenta, założyłem podwiązki naczyniowe, a następnie szwy warstwowe tkanki podskórnej z nici wchłanialnych. Powłoki skórne zszyłem szwami węzełkowymi przy użyciu materiału niewchłanialnego i założyłem sączki.
Pacjent...


Pełna treść artykułu...
facebook linkedin twitter
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.