Streszczenie
10/2010
Dziękujemy, odchodzimy
Data publikacji online: 2011/01/19
Czegoś takiego nie wymyśliłby ani Mrożek, ani Hašek: czescy lekarze gremialnie popierają ministra zdrowia Leosza Hegera, a jednocześnie grożą wypowiedzeniami umów o pracę i emigracją, stawiając go pod ścianą: – Jeśli wypowiedzenie złoży sześć lub siedem tysięcy lekarzy, będę musiał najprawdopodobniej ustąpić i będzie musiał znaleźć się ktoś inny – mówi minister w rozmowie z dziennikiem „Hospodářské noviny”. – Musiałbym ratować honor i mówiąc obrazowo, iść się zastrzelić – dodaje.
Mniej więcej od końca listopada czeskie gazety pełne są historii o lekarzach, którzy rzucili posady w kraju i wyjechali do Wielkiej Brytanii czy Niemiec, gdzie zarabiają pięć, sześć razy więcej niż w ojczyźnie – i do tego w ustawowym czasie pracy, bez nadgodzin. Jak anestezjolog Vladislav Rogozov, o którym „Hospodářské noviny” pisały już dwa razy. Cztery lata temu dr Rogozov opuścił praski Instytut Medycyny Klinicznej i Eksperymentalnej, gdzie wyrabiając ponad sto nadgodzin miesięcznie, dostawał na rękę 30 tys. koron. Dziś w Sheffield zarabia kilkanaście razy więcej bez nadgodzin. Jak 31-letni dr David Major z Pragi, który przed półtora rokiem przeniósł się ze szpitala w Blansku na Morawach do kliniki radiologicznej w Wolfsburgu. Wyemigrował „z powodu chaosu w czeskiej służbie zdrowia” i – jak powiedział czeskiemu dziennikowi „Právo” – o powrocie nie myśli. Jak małżeństwo Eva i Jan Szkorpíkowie z Trzebicza, którzy postanowili wyjechać do Nowej Zelandii. Mają tam znajomego, który zajmuje się zbieraniem czereśni. – Może będziemy zbierać kiwi, morele lub winogrona– mówi dr Jan Szkorpík dziennikarzowi z gazety „Mladá fronta DNES”. To plan na pierwsze trzy czwarte roku. Czy wrócą? Chcieliby, ale to będzie zależało od stanu rodzimej służby zdrowia. – Ale kto wie? Może zostaniemy i założymy tam farmę? – dodają.
Mniej więcej od końca listopada czeskie gazety pełne są historii o lekarzach, którzy rzucili posady w kraju i wyjechali do Wielkiej Brytanii czy Niemiec, gdzie zarabiają pięć, sześć razy więcej niż w ojczyźnie – i do tego w ustawowym czasie pracy, bez nadgodzin. Jak anestezjolog Vladislav Rogozov, o którym „Hospodářské noviny” pisały już dwa razy. Cztery lata temu dr Rogozov opuścił praski Instytut Medycyny Klinicznej i Eksperymentalnej, gdzie wyrabiając ponad sto nadgodzin miesięcznie, dostawał na rękę 30 tys. koron. Dziś w Sheffield zarabia kilkanaście razy więcej bez nadgodzin. Jak 31-letni dr David Major z Pragi, który przed półtora rokiem przeniósł się ze szpitala w Blansku na Morawach do kliniki radiologicznej w Wolfsburgu. Wyemigrował „z powodu chaosu w czeskiej służbie zdrowia” i – jak powiedział czeskiemu dziennikowi „Právo” – o powrocie nie myśli. Jak małżeństwo Eva i Jan Szkorpíkowie z Trzebicza, którzy postanowili wyjechać do Nowej Zelandii. Mają tam znajomego, który zajmuje się zbieraniem czereśni. – Może będziemy zbierać kiwi, morele lub winogrona– mówi dr Jan Szkorpík dziennikarzowi z gazety „Mladá fronta DNES”. To plan na pierwsze trzy czwarte roku. Czy wrócą? Chcieliby, ale to będzie zależało od stanu rodzimej służby zdrowia. – Ale kto wie? Może zostaniemy i założymy tam farmę? – dodają.
Polecamy
-
Czasopisma
- Kurier Medyczny