Wyślij
Udostępnij:
 
 
Archiwum autora

Szczepienia przeciw COVID-19 – co dzięki nim udało się osiągnąć?

Źródło: Biuletyn Wielkopolskiej Izby Lekarskiej/Piotr Rzymski
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 26.05.2022
 
 
Na tytułowe pytanie odpowiada dr hab. Piotr Rzymski z Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.
Artykuł dr. hab. Piotra Rzymskiego z Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu:
Pierwsze szczepionki przeciw COVID-19 doczekały się autoryzacji na przełomie 2020 i 2021 r. Początkowo problemem była ich ograniczona dostępność i wyzwania logistyczne. Z biegiem czasu programy szczepień ruszyły na dobre. Do końca 2021 r. ze szczepienia mógł skorzystać każdy obywatel kraju rozwiniętego.

Podczas gdy większość szczepionek podajemy w sytuacji niskiej częstości występowania patogenu w populacji, szczepienia przeciw COVID-19 realizowane były w oku cyklonu, pośrodku rozszalałej pandemii. A duża liczba infekcji, zwłaszcza wśród osób pozbawionych mechanizmów nabytej odporności, to podwyższone ryzyko pojawiania się przystosowawczych mutacji wirusa. Dlatego przez cały 2021 r. walczyliśmy szczepieniami z kolejnymi wariantami SARS-CoV-2, które, jeden po drugim, przejmowały pałeczkę na koronawirusowej scenie.

O ile bazowy współczynnik reprodukcji wirusa (R0), określający, ile osób może zostać zainfekowanych przez jednego zakażonego, dla wariantów SARS-CoV-2, dominujących w pierwszym roku pandemii, wynosił 2,5, o tyle dla wariantu alfa, dominującego w wielu miejscach na świecie w pierwszym kwartale 2021 r., wynosił on już 4. Wszyscy jednak pamiętamy, jak w spektakularny sposób wyparł go wariant delta, pierwszy raz wykryty w grudniu 2020 r. w Indiach. Pół roku później był już globalnym dominantem, bo jego R0 plasował się pomiędzy 7 a 8. W krótkim czasie, na skutek kumulowania przystosowawczych mutacji, koronawirus istotnie przyspieszył, zwiększając aż trzykrotnie zdolność do transmisji. Na domiar złego wariant delta okazał się też bardziej zjadliwy w porównaniu z pozostałymi. Wszystko to spowodowało, że poprzeczka, którą wirus postawił nam na drodze do zapanowania nad pandemią, została znacząco podniesiona.

Szczepienia spowalniają mutowanie SARS-CoV-2
Priorytetem szczepień jest przede wszystkim ograniczanie skutków klinicznych zakażenia. W drugiej kolejności – przeciwdziałanie samym infekcjom. Całkowita eradykacja patogenu jest natomiast celem często nieosiągalnym. W przeszłości szczepienia całkowicie wyeliminowały jedynie wirusa ospy prawdziwej. Nie miejmy złudzeń – SARS-CoV-2 zostanie z nami, ale to nie powód do zmartwień. Dobra wiadomość jest taka, że dysponujemy metodami, które koronawirusa mogą sprowadzać do poziomu mało istotnego patogenu. Takiego, który nie powoduje gwałtownego wzrostu hospitalizacji i zgonów. Oczywiście w tym celu musimy wciąż śledzić jego zmienność genetyczną, której całkowicie zatrzymać nie możemy. Z dotychczasowych analiz wynika jednak wprost: im mniejszy odsetek populacji jest zaszczepiony przeciw COVID-19, tym większe jest tempo mutowania SARS-CoV-2. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest pojawienie się linii rozwojowej wariantu omikron, pierwszy raz wykrytego w listopadzie 2021 r. w Afryce. Czy to przypadek, że rekordowa pod względem mutacji wersja SARS-CoV-2 wyewoluowała w najsłabiej wyszczepionej na całym świecie populacji? Jeszcze zanim świat usłyszał o omikronie, przestrzegaliśmy na łamach czasopisma „Vaccines”, iż biedniejsze regiony potrzebują większej pomocy w realizacji programów szczepień ze strony krajów rozwiniętych. Tymczasem szczepionkowy program humanitarny COVAX do końca listopada 2021 r. zrealizował zaledwie ok. 25 proc. swojego tegorocznego założenia opiewającego na 2 mld dawek. W odpowiedzi na pojawienie się wysoce transmisyjnego wariantu omikron program otrzymał duże wsparcie finansowe i tylko w grudniu 2021 r. dostarczył dodatkowe 0,5 mld dawek szczepionek przeciw COVID-19 do krajów o niższym rozwoju gospodarczym. Zapał bogatszych był jednak chwilowy, bo i omikron okazał się klinicznie łagodniejszą (co nie znaczy, że niegroźną!) wersją SARS-CoV-2. W rezultacie do końca marca zaszczepiono przeciw COVID-19 zaledwie 15 proc. populacji Afryki. Oby nie zemściło się to pojawieniem się wariantów jeszcze bardziej transmisyjnych niż omikron, a bardziej niż on zjadliwych.

Szczepienia ratują życie
Kiedyś, jadąc samochodem przez Polskę, zauważyłem duży, mający wywołać lęk plakat z pytaniem: „Szczepienia czy ludobójstwo?”. Na myśl o nim wzruszam ramionami, bo wybór jest oczywisty – wybieram szczepienia, bo one ratują życie. Szczepionki przeciw COVID-19 nie są pod tym względem żadnym wyjątkiem. Jak wynika z przeprowadzonych analiz, w samych tylko Stanach Zjednoczonych w pierwszym roku podawania szczepienia zapobiegły ok. 11,3 mln hospitalizacji i 1,1 mln zgonów z powodu zakażenia SARS-CoV-2. Dzięki temu udało się również zmniejszyć liczbę osób umierających z innych przyczyn na skutek przeciążenia amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej. Jak wynika ze wspólnych obliczeń WHO Europe i Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, w niespełna rok szczepienia przeciw COVID-19 zapobiegły w 33 europejskich krajach niemal 500 tys. zgonów osób w wieku 60+.

Efekt szczepień ujawnił się również w analizach przeprowadzonych przez Zakład Medycyny Środowiskowej UM w Poznaniu, których wyniki opublikowane zostały w czasopiśmie „Vaccines”. Prowadziliśmy je w okresie od września do grudnia 2021 r., czyli w czasie dominacji wysoce patogennego wariantu delta. Obserwacją objęliśmy cały region Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Nasza analiza wykazała, że wyższy stopień wyszczepienia populacji istotnie przekładał się na niższą częstość przyjęć do szpitala z powodu COVID-19, hospitalizacji na oddziałach intensywnej terapii i zgonów w okresie od września do grudnia 2021 r. Co więcej, ów ochronny efekt zwiększał się pomimo coraz bardziej sprzyjających rozprzestrzenianiu się SARS-CoV-2 warunków pogodowych. We wrześniu, październiku i listopadzie poziom wyszczepienia populacji był również związany z niższą częstością infekcji SARS-CoV-2. Efektu tego nie obserwowaliśmy natomiast w grudniu 2021 r., najprawdopodobniej z powodu pojawienia się wariantu omikron, który pod koniec roku dominował już w dobrze wyszczepionych populacjach. Jednak liczba hospitalizacji na oddziałach intensywnej terapii i zgonów z powodu COVID-19 również w grudniu pozostawała niższa w lepiej wyszczepionych społecznościach. Przeprowadzona analiza była kolejną cegiełką wskazującą, że szczepienia są skuteczną metodą minimalizowania skutków klinicznych COVID-19 i odciążania systemu opieki zdrowotnej.

Efekt szczepień w Polsce
Spójrzmy wreszcie lokalnie. W okresie od września do listopada 2020 r., gdy szczepionki nie były jeszcze dostępne, z powodu COVID-19 zmarło w Polsce 15 541 osób. W tych samych miesiącach 2021 r. odnotowano natomiast 8225 zgonów. To nie oddaje w żaden sposób pełni ochronnego efektu szczepień. Po pierwsze, jesienią 2020 r. z powodu pogarszającej się sytuacji wprowadzano strefowe ograniczenia, istotnie zmniejszające mobilność społeczną. Pod koniec października uczniowie klas IV–VIII szkoły podstawowej i szkół ponadpodstawowych przeszli na nauczanie zdalne, a w pierwszej połowie listopada dołączyły do nich najmłodsze roczniki. W 2021 r. o żadnej strefowości nie było mowy, a dzieci chodziły do szkoły. Po drugie, jesienią 2020 r. większość Polaków zrozumiała, że problem COVID-19 jest faktycznie poważny i zaczęła stosować się do zaleceń sanitarnych. Rok później obserwowaliśmy już postępujące rozluźnienie, wynikające ze zmęczenia tematem pandemii, a także z penetrujących przestrzeń internetu teorii spiskowych. Po trzecie – i najważniejsze – wariant delta, dominujący jesienią 2021 r. w naszym kraju, był trzykrotnie bardziej zakaźny niż wersje SARS-CoV-2 krążące w polskiej populacji rok wcześniej. Nie uwzględniając nawet jego większej patogenności, bez szczepień moglibyśmy się spodziewać, iż w okresie wrzesień–listopad 2021 r. umrą w Polsce z powodu COVID-19 aż 46 623 osoby. Innymi słowy, na przestrzeni trzech miesięcy szczepienia uratowały życie ponad 38 tys. Polaków, którzy dzięki temu spędzili święta Bożego Narodzenia z bliskimi. Czy choćby z tego powodu nie warto było się zaszczepić?

Znaczenie dawki przypominającej
Oczywiście zdarzały się przypadki osób, które pomimo zaszczepienia trafiały do szpitala z COVID-19, a nawet umierały. Szczepionki, podobnie jak i inne leki, mają określoną skuteczność. Podając je milionom osób, trzeba liczyć się z tym, że układ odporności niektórych z nich zareaguje na nie słabiej bądź w ogóle. W 2021 r., wspólnie ze środowiskiem specjalistów chorób zakaźnych, prowadziliśmy ocenę przypadków hospitalizacji z powodu COVID-19 wśród osób zaszczepionych. Jej najnowsza odsłona, której wyniki zostały już opublikowane, obejmowała obserwacją pacjentów z dziesięciu szpitali w Polsce w okresie od czerwca do grudnia 2021 r. Zaszczepione osoby stanowiły jedynie 20 proc. wszystkich pacjentów z COVID-19, a osoby, które otrzymały dawkę przypominającą – zaledwie 0,5 proc. Zauważyliśmy również, że wśród pacjentów, którzy zwlekali z przyjęciem dawki przypominającej dłużej niż sześć miesięcy, dominowały zdecydowanie częściej osoby powyżej 70. roku życia z chorobami współistniejącymi, głównie sercowo-naczyniowymi. Z kolei wśród osób, które trafiły do szpitala mimo jej przyjęcia, obserwowaliśmy tendencję do niższych stężeń markerów prozapalnych, takich jak interleukina-6, białko C-reaktywne czy prokalcytonina. Ponad 10 proc. zaszczepionych pacjentów stanowiły osoby z pierwotnymi lub wtórnymi deficytami odporności, które słabiej odpowiadają na szczepienie i niejednokrotnie wymagają dodatkowych dawek dla optymalnej immunizacji. Śmiertelność wśród nich wynosiła w naszym badaniu niemal 20 proc. Co dziesiąty zaszczepiony pacjent charakteryzował się w momencie przyjęcia brakiem wykrywalnych stężeń przeciwciał przeciw białku kolca SARS-CoV-2. Przypadki śmiertelne wśród pacjentów zaszczepionych stanowiły 14 proc. wszystkich zgonów z powodu COVID-19 w badanym okresie. Czynnikami ryzyka były: ukończenie pierwotnego schematu szczepienia ponad pół roku wcześniej, bez otrzymania dawki przypominającej, brak odpowiedzi humoralnej na szczepienie, deficyty odporności, choroby współistniejące (zwłaszcza sercowo-naczyniowe), płeć męska, otyłość i wiek powyżej 70 lat. Zgony wśród osób, które otrzymały dawkę przypominającą, były bardzo rzadkie – jedynie 0,5 proc. wszystkich odnotowanych w tym samym okresie. Uzyskane przez nas wyniki wskazują zatem na ochronną rolę, jaką spełniały szczepienia w okresie dominacji wariantu delta w Polsce, a także podkreślają znaczenie dawki przypominającej i podania jej nie później niż sześć miesięcy od ukończenia pierwotnego schematu szczepienia, zwłaszcza seniorom z chorobami współistniejącymi.

Wbrew panującej coraz częściej opinii, w dużej mierze będącej pokłosiem decyzji politycznych, COVID-19 jest problemem, z którym będziemy musieli sobie radzić w kolejnych latach. Przytłaczająca liczba dowodów wskazuje, że posiadamy narzędzia, które skutecznie nam w tym pomagają – musimy tylko chcieć z nich skorzystać. Niektórzy nie chcą. Z innych naszych badań wynika, że negatywny stosunek do szczepień ok. jednej trzeciej niezaszczepionych pacjentów hospitalizowanych z ciężkim COVID-19 nie ulega zmianie. Nie żałują decyzji o nieprzyjęciu szczepionki, nie mają zamiaru nikogo do niej zachęcać ani jej przyjąć po wypisaniu ze szpitala. Taka postawa najczęściej dotyczyła zwolenników teorii spiskowych, którzy swoje decyzje opierali raczej na systemie wierzeń niż racjonalnej ocenie sytuacji.

Przed nami kolejna jesień i pytanie, czy spodziewany w tym okresie wzrost liczby infekcji SARS-CoV-2 będzie przekładał się na istotny wzrost liczby hospitalizacji i zgonów. Los systemu ochrony zdrowia jest w naszych rękach.

Artykuł opublikowano w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej 5/2022.

 
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.