Wyślij
Udostępnij:
 
 
Renata Dąbrowska/www.gdansk.pl

O obrotach sfer medycznych

Źródło: Tadeusz Jędrzejczyk
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 18.05.2022
 
 
– Doceniając determinację ministra zdrowia w dyskusjach o systemie no fault na poziomie rządu, proponowałbym jednak inną ścieżkę. Zorganizowanie w każdym województwie dwóch, trzech konferencji dla środowisk akademickich – nie tylko z dziedzin medycznych, lecz także ekonomii, zarządzania, prawa, administracji i psychologii – pisze w „Menedżerze Zdrowia” Tadeusz Jędrzejczyk.
Komentarz Tadeusza Jędrzejczyka, dyrektora Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, byłego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia:
Od czasu, gdy Mikołaj Kopernik wykazał, że to nie Ziemia jest środkiem, lecz sama krąży dookoła Słońca, do zaakceptowania tego faktu przez zdecydowaną większą część ludzkości pojawiło się na świecie kilka, a może nawet kilkanaście pokoleń. Trudno nam to określić – nie było wtedy badań opinii publicznej.

Specjaliści od prawa karnego od dawna udowadniali, że związek między potencjalną karą a prewencją czynów kryminalnych jest niezwykle złożony – z tej prostej przyczyny, że zachowania ludzkie są uwarunkowane wieloma czynnikami. Także w tym przypadku udało się dokonać niesamowitych postępów. Jednym z przełomów w rozumieniu mechanizmów podejmowania decyzji – podobnie jak w przypadku ustanowienia teorii heliocentrycznej – było przetłumaczenie opisów i zjawisk, dotyczących zachowań ludzkich na stosowne formuły matematyczne i wykresy. Wypracowanie rozwiązań i weryfikacja oczywiście nie zakończyły problemu i nadal teorie są rozwijane – niemniej już osiągalnie przybliżone rozwiązania wypracowanych równań są wystarczająco dokładne, żeby przewidzieć, jak zmieniając środowisko prawne, możemy wpłynąć na bezpieczeństwo pacjenta.

Negatywny wpływ na bezpieczeństwo świadczeń zdrowotnych w Polsce wywierają oczywiście w pierwszej kolejności te czynniki, które stymulują produktywność kosztem efektywności i bezpieczeństwa. Pierwotnie takim bezpiecznikiem, który wskazywał na przekroczenie uprawnień, była nadzorowana przez samorząd instytucja odpowiedzialności zawodowej. Z wielu powodów nie jest to obecnie efektywny element. System odpowiedzialności cywilnej ma nieco szerszy wpływ, wciąż jednak tylko w nieznacznym stopniu oddziałuje na kształtowanie procesu. Niemniej choćby przykład USA dowodzi, że jest to element generujący wzrost cen jednostkowych. Wpływ na samą organizację leczenia pozostaje umiarkowany, chociaż bez wątpienia wymusza dokładniejsze dokumentowanie, a zatem zwiększa biurokratyzację medycyny. Obecnie proponowana regulacja wpłynie bez wątpienia na dalszą ekspansję „papierologii”, ale nie gwarantuje skutecznego mechanizmu zwrotnego.

Dlaczego?

Z jednej strony motywuje do zgłaszania w pierwszej kolejności zdarzeń niepożądanych o mniejszym ciężarze gatunkowym, a z drugiej obliczanie wskaźników i tworzenie benchmarkingów spowoduje jedynie „niewielki dryf” we wzorze realizowanych świadczeń – na przykład rezygnację z interwencji w przypadkach najbardziej ryzykownych dla lekarzy. Wreszcie, zaproponowane rozwiązania wymagają dużych nakładów pracy specjalistów, co pozostaje wyzwaniem dla większości podmiotów borykających się już obecnie z niedoborami kadrowymi coraz bardziej napinanymi przez wskazany wcześniej paradygmat produktywności.

Nie ma oczywiście potrzeby powtarzania racjonalnych argumentów na rzecz odejścia od rozwiązań traktowania błędów medycznych na podstawie przepisów rodem z Kodeksu Hammurabiego. Istotniejsze jest zadanie pytania, jak najszybciej dojść do systemu, w którym ukształtowana w procesie ewolucji żądza odwetu byłaby deprawowana, jednak w zamian uzyskalibyśmy znaczącą poprawę bezpieczeństwa diagnostyki i leczenia?

Warto znowu cofnąć się do sposobu przezwyciężenia rozpowszechnienia fałszywych twierdzeń, od przedkopernikańskiego „Słońce krąży wokół Ziemi” po relatywnie świeży „kara śmierci zapobiega popełnianiu zbrodni”. Tą metodą okazała się edukacja. Doceniając determinację ministra zdrowia Adam Niedzielskiego w dyskusjach o systemie no fault na poziomie rządu, proponowałbym jednak inną ścieżkę. Zorganizowanie w każdym województwie dwóch, trzech konferencji adresowanych do środowisk akademickich, uczelni publicznych i prywatnych – nie tylko z dziedzin medycznych, lecz także ekonomii, zarządzania, prawa, administracji i psychologii. Ufundowanie grantów i stypendiów na badania w tym zakresie. Zainteresowanie tematem także samorządów lokalnych i organizacji pozarządowych. Na samym zaś końcu sugerowałbym otwartą debatę publiczną z udziałem polityków niekoniecznie z pierwszych ław poselskich, lecz w pełni pluralistyczną, opartą na argumentach, a nie atakach personalnych. Wystarczyłoby zrobić serię spotkań z kilkunastoma zespołami parlamentarnymi i niezależnie od barw politycznych zaproponować rzetelny dialog. Jakość i bezpieczeństwo powinny stać się racjonalnym wyborem, a nie przedmiotem gry na emocjach. Jest to trudne, jednak tylko ministerstwo ma zasoby, żeby taki proces przeprowadzić.

Przeczytaj także: „Unikajmy błędów, a nie szukajmy winnych”, „System no fault fundamentem”, „Spór między ministrami”, „Chcemy systemu no fault” i „System no fault trudny politycznie”.

 
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.