Wyślij
Udostępnij:
 
 
iStock

Pomaganie męczy

Redaktor: Krystian Lurka |Data: 22.09.2022
 
 
Z szacunków wynika, że odsetek osób z tzw. syndromem wypalenia zawodowego wśród lekarzy sięga od 5 proc. do nawet 25 proc. Dokładne oszacowanie skali zjawiska nie jest możliwe, gdyż specjaliści zwykle maskują swój stan.
Tekst Piotra Burszewskiego, specjalisty chirurgii plastycznej, ordynatora Oddziału Chirurgii Plastycznej 109. Szpitala Wojskowego w Szczecinie:
Temat wypalenia zawodowego lekarzy, a także całego personelu medycznego, jest coraz częściej zauważanym i komentowanym społecznie problemem. Został już nawet nazwany chorobą cywilizacyjną XXI wieku, obok otyłości, cukrzycy i depresji. Niemniej świadomość społeczna wypalenia w Polsce oraz wiedza na temat jego konsekwencji jest wciąż mała. Jak przyznaje prof. dr hab. Tadeusz Marek ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie: „Z szacunków wynika, że odsetek osób z tzw. syndromem wypalenia zawodowego wśród lekarzy sięga od 5 proc. do nawet 25 proc. Dokładne oszacowanie skali zjawiska nie jest możliwe, gdyż specjaliści zwykle maskują swój stan”. Jako osoba, która doznała w pewnym momencie życia tzw. burnout syndrom, byłbym skłonny wdać się w delikatną polemikę z tym stwierdzeniem, ale o tym później. Tymczasem problem ten rokrocznie przybiera na sile. Przypisywany kiedyś powszechnie tylko osobom z długim stażem pracy, obecnie dotyka także ludzi młodych, nierzadko młodych. Dodatkowo, obecny model życia, pęd ku doskonałości, wciąż rosnące wymagania względem pracowników i nieustannie uświadamiana waga konsekwencji prawnych własnej odpowiedzialności jeszcze to zjawisko potęguje. Skutki dla środowiska lekarskiego oraz pacjentów mogą być bardzo poważne, gdyż niosą bowiem ze sobą potencjalnie ciężkie konsekwencje.

Wypalenie zawodowe – występuje wtedy, gdy praca przestaje dawać satysfakcję, a pracownik przestaje rozwijać się zawodowo, czuje się przepracowany i niezadowolony z wykonywanego zajęcia, które niegdyś sprawiało mu przyjemność i dostarczało satysfakcji. Przyczyna jest prosta do wskazania. Jest to przewlekły, nieustannie obecny, niczym niezbalansowany stres pojawiający się w następstwie przepracowania.

Narastaniu problemu wypalenia wspaniale sprzyjają obecne czasy. Wzrastające wymagania zarówno przełożonych, jak i pacjentów, sam charakter pracy, coraz częstsze i „modne” wnoszenie pozwów sądowych to tylko wierzchołek góry lodowej. Niebagatelne znaczenie mają też problemy strukturalne służby zdrowia, często niemożliwe do spełnienia warunki wykonywania zawodu, jak choćby branie kilkudziesięciu dyżurów w miesiącu, czy piętno naszych czasów, jakim jest chociażby ciągły pęd za rozwojem dziedzin medycznych i zwykły wyścig zawodowy, któremu jesteśmy nieustannie poddawani.

Obecnie łatwo wpaść w wir zarobkowania i utracić kontrolę nad proporcjami – praca-wypoczynek. To prosta droga do wypalenia zawodowego. W mojej opinii główny problem polega na powolnym, niemal niezauważalnym, popadaniu w apatię. Najpierw jest to zmęczenie, uczucie przepracowania i zwykły brak chęci do działania. Uświadomienie przychodzi późno, zazwyczaj dopiero w momencie pełnego rozkwitu symptomów wypalenia. I tu pojawia się moja polemika z rzekomym maskowaniem swojego stanu przez lekarzy. Mają oni bowiem większą trudność w prawidłowym rozpoznaniu swojego stanu, gdyż symptomy wypalenia nie są ani jednoznaczne, ani swoiste.

Definicja wypalenia zawodowego, mimo że relatywnie dość precyzyjna, nie jest jednak intuicyjnie łatwo uchwytna. Zwłaszcza dla kogoś, kto nie miał do czynienia z tym problemem wcześniej. Tym bardziej gdy dopada lekarza, którego historia zawodowa sięga czasów, gdy problem ten niespecjalnie znany i podnoszony w środowisku. Wypalenie traktuje się jako chwilową słabość, rodzaj kontuzji, którą można rozchodzić. Skutkuje to mniejszym „wyczuciem” problemu, i co za tym idzie, nieumiejętnością dostrzeżenia innych osób dotkniętych tą „chorobą”. Opóźnia to często diagnostykę i możliwość udzielenia pomocy, co także jest szkodliwe z powodu ustawicznie postępującego charakteru wypalenia zawodowego.

Na problem wypalenia można spojrzeć jeszcze z innej strony, definiując wypalenie zawodowe lekarzy, jako formę obrony organizmu i umysłu przed przebywaniem w szkodliwych warunkach. Jest to sygnał, porównywany niekiedy z bólem, który ma zadanie informować nas, że zdolności adaptacyjne, które w pewnym stopniu oczywiście można modulować, są na granicy bezpieczeństwa i wytrzymałości. Zgodnie z tą definicją, wypalenie zawodowe nie jest czymś, co jest stanem odległym od normy, ale raczej formą nie do końca uświadomionej potrzeby powrotu do stabilizacji. Oczywiście nie zmienia to nic w sposobie postępowania i konieczności niesienia pomocy ludziom z wypaleniem, gdyż postrzegać je należy jako ostatni moment przed wysoce prawdopodobnym wystąpieniem prawdziwie ciężkiej patologii.

Obecnie problem wypalenia zawodowego jest, jeśli niemarginalizowany, to przynajmniej na pewno niedoceniany w naszym środowisku. Przyczyny i skutki są różnorodne, ale można spróbować pokusić się o wyodrębnienie pewnych wspólnych cech, które uzupełniają definicję problemu.

Wspomniany już wcześniej stres, nieodłączny towarzysz dzisiejszych czasów i naszego zawodu, dotyka obecnie wielu sfer życia człowieka. Wielokrotnie badano i przytaczano negatywne skutki jego działania na nasz organizm i psychikę. Mimo ciągłego, równoległego rozwoju psychologii, psychoneurologii i nauk pokrewnych, wydajemy się być wciąż krok za problemem. Głównie na skutek braku wiedzy, wyczucia, czy ulegania stereotypom społeczeństwa odnośnie do zaburzeń psychicznych w XXI wieku, a także „oddalenia się” od siebie ludzi w dzisiejszym społeczeństwie, skutkującym większym zobojętnieniem na drugą osobę.

Choroba ta, bo tak jest nazywane wypalenie zawodowe na Zachodzie, wpływa na bardzo wiele aspektów życia, niekoniecznie związanych tylko z miejscem pracy. Z powodu wypalenia zawodowego cierpią rodziny, znajomi, czyli ludzie z otoczenia dotkniętych nią osób. W przypadku lekarzy są to również pacjenci. Postępująca niechęć, apatia, poczucie zobojętnienia czy wycofania są świadomie odczuwane, ale niezwykle trudne do zwalczenia. Trudność diagnostyki wynika m.in. z niełatwego powiązania satysfakcjonującej w wymiarze finansowym czy prestiżowym czynności zawodowej z wypaleniem zawodowym, które ona niesie. Wydawać by się mogło, że skoro praca wykonywana jest od wielu lat, to już sam staż pracy i doświadczenie zawodowe ochronią nas przed apatią czy znużeniem. A jeśli nawet takie się pojawią, to są one raczej związane z ogólnym zmęczeniem czy obniżeniem nastroju. Mylimy skutki z przyczyną. Pracownik dotknięty wypaleniem zawodowym staje się obciążeniem dla firmy. Nie możemy liczyć na jego pełne zaangażowanie czy chęć rozwoju.

W służbie zdrowia wypalenie zawodowe powiązane jest nieodłącznie z negatywnym wpływem na relacje z pacjentami. Są oni przecież immanentną częścią tego zawodu i są jego treścią. Inną grupą są oczywiście współpracownicy, którzy negatywnie odbierają osoby wypalone zawodowo, co jest skądinąd naturalne w tej sytuacji, gdyż są zmuszeni niejednokrotnie do znoszenia złych humorów czy wykonywania dodatkowej ilości pracy, zaniedbanej przez osobę z wypaleniem. Domyka to poniekąd samonakręcającą się spiralę problemów w pracy i idącego za nim dalszego pogłębiania wypalenia zawodowego. W pewnym momencie nie ma już prostej drogi wyrwania się z tego klinczu, a stan wypalenia nieustannie się pogłębia. W konsekwencji przeistoczyć się to może nawet w depresję, a to już sytuacja niezwykle poważna.

Wspólnym mianownikiem łączącym szczególnie predysponowane do „wypalenia” zawody są wymagania dotyczące intensywnych kontaktów z ludźmi. Trafnie ujął to Jorg Fengler w tytule swojej książki z 2001 roku „Pomaganie męczy – wypalenie w pracy zawodowej”. Wyróżnia w niej zawody o szczególnych predyspozycjach do wystąpienia syndromu, w tym takich, jak psychologów, pedagogów, lekarzy, kierowców autobusowych, nauczycieli, pielęgniarek i innych. Wzajemne pomaganie jest cechą społecznie niezbędną, stanowiącą fundament rozwoju cywilizacji. Bywa jednak, że ciągła konieczność inwestowania w drugiego człowieka, często w otoczeniu stresu, presji czy też zmęczenia, przeradza się wpierw w zmęczenie, a później w cały szereg zaburzeń osobowych.

Oznakami wypalenia, obok objawów fizycznych, są silne przeżycia określane, jako wyczerpanie emocjonalne czy nawet uczucie pozbawienia energii życiowej. Według tezy postawionej w książce Richarda K. Jamesa i Burla E. Gillilanda „Strategie interwencji kryzysowej” (rozdział „Pracownicy służb społecznych: wypalenie w kryzysie”), być wypalonym to zużywać całą energię psychiczną, próbując podtrzymać swój zapał życiowy. I nie chodzi tu o jednostkowy epizod czy ciężki dzień w pracy. Uczucie zobojętnienia (brak zainteresowania, apatia), brak odczuwania przyjemności, bezradność, przygnębienie i smutek są permanentne i nie opuszczają ani na chwilę człowieka, którego dotknęły. Według Władysława Traczyka, autora „Fizjologii człowieka”, najczęstszym objawem zmęczenia psychicznego czy umysłowego jest zmęczenie fizyczne. I o ile jest to satysfakcjonujące po nauce czy intensywnym skupieniu, o tyle przy wypaleniu zawodowym przekłada się to na ciągłe zmęczenie również fizyczne.

Skutki wypalenia zawodowego lekarzy mogą, oprócz nich samych, wpłynąć negatywnie na zdrowie i życie pacjentów. Lekarz dotknięty wypaleniem ma mniejszą motywację do działania i łatwiej ulega pokusie zaniechania czynności. Zaniechanie w medycynie to jeden z najcięższych „grzechów”, stanowi bowiem główne źródło pozwów oraz orzeczeń skazujących wymierzanych tej grupie zawodowej. Wypalenie jest ogromną siłą ciągnącą lekarza w kierunku apatii i braku empatii. Czyli cech, na fundamencie których stoi ten zawód. A co gorsza, potrafi dotknąć nawet najlepszych specjalistów z dużym doświadczeniem.

Żyjemy w epoce, w której nacisk kładzie się zarówno na sukces, jak i na zadowolenie zawodowe. Nie ma miejsca na zwątpienia, a już na pewno nie na zmianę, tak przecież prestiżowej drogi zawodowej, jak bycie lekarzem. Tym bardziej należy zwracać szczególną uwagę na wypalenie zawodowe, które podstępnie potrafi zawładnąć człowiekiem i z kompetentnego oraz dobrego pracownika stworzyć jednostkę szkodliwą dla pracodawcy.

Reakcją obronną ratującą przed beznadziejnością, bywa wykonywanie pracy automatycznie, przestrzeganie drobiazgowo procedur, koncentracja na zadaniach, sposobie organizacji pracy, stronie ekonomicznej. Jest to forma samoobrony, która upośledza jednak funkcjonowanie zawodowe pracownika. Obecnie bycie lekarzem to już nie tylko leczenie pacjentów, ale w większości również działalność naukowa, nauczycielska, administracyjna, zarządcza itd. Zakres zadań wyznaczanych tej grupie zawodowej ma pewien punkt odcięcia „u dołu”, tzn. w miejscu, w którym kompetencje zaczynają się pokrywać z kompetencjami personelu niższego – pielęgniarskiego, fizjoterapeutycznego, administracji. Kompetencje i wynikające z nich zadania „w górę” – czyli wymagające podejmowania decyzji niekoniecznie związanych z leczeniem, które nie są przypisanymi do poszczególnych grup, są przekazywane głównie lekarzom i bywają w zasadzie nieograniczone. Lekarzom zleca się obecnie również wszystko to, co wymaga kompetencji i odpowiedzialności ,i również nie zostało nikomu przypisane lub brakuje środków na ich poprawną realizację. Mowa tu np. o bardzo obciążających psychicznie rozmowach z bliskimi ludzi umierających. To dość częste zadanie, które spada na niektórych oddziałach właśnie na lekarzy, z powodów finansowych nie zostało przekazane fachowcom, np. psychologom. Również coraz bardziej uciążliwe działania administracyjne – wypełnianie historii chorób (zamiast samej epikryzy), pisanie podań, wniosków, pism, które można by zlecić sekretarkom, referentkom czy asystentkom medycznym. A w końcu decyzje lecznicze, które powinny być podejmowane w multidyscplinarnym zespole, a są podejmowane w pojedynkę z powodu złej organizacji pracy lekarzy. Stanowi to bardzo obciążający aspekt ich pracy, niestety konieczny do prawidłowego funkcjonowania zawodowego, ale jednocześnie tak zaniedbywany w praktyce. Reakcja na przeciążenie skutkuje samoograniczeniu działalności lekarza, stanowiącym pewną swoistą analogię strajku włoskiego, co jest czynnikiem bardzo niekorzystnym z punktu widzenia działania oddziału i świadczonych usług medycznych. Samodzielne ujęcie sobie zadań z zakresu swoich obowiązków czy koncentracja tylko na jednym aspekcie pracy jest siłą rzeczy przerzuceniem większej ilości pracy na kogoś innego. Jest to kolejny czynnik pogłębiający izolację i generujący konflikty.

Widać wyraźnie, że zarówno przyczyny wypalenia zawodowego, jak i jego skutki są szerokim wachlarzem wzajemnie mocno powiązanych ze sobą zależności, wynikających z siebie bezpośrednio lub ujemnie się uzupełniających. Obrazowo mówiąc, jest to tocząca się kula śniegowa, która z każdą kolejną chwilą przyrasta w objętość i ciężar. Wynika stąd, że rozwiązanie tylko jednego problemu, jak na przykład załagodzenie konfliktów czy ograniczenie przypisanych pracownikowi zajęć, może nie przynieść pożądanego skutku. Wielość aspektów zjawiska wymaga złożonego, profesjonalnego podejścia do problemu.

Objawy wypalenia zawodowego
Emocjonalne objawy wyczerpania są dobrze widoczne z perspektywy najbliższej rodziny współpracowników. Zazwyczaj istnieje ogromna przepaść między entuzjazmem oraz zaangażowaniem w pracę, jakie było prezentowane przez lekarza w przeszłości, oraz brakiem sił i jego apatią w teraźniejszości. Z punktu widzenia pracodawcy, zorientowanego w pracy swojego zespołu, bywa to szczególnie widoczne. Bywa też, niestety, mylnie interpretowane, jako celowe i świadome działanie na niekorzyść firmy. Niesie to ryzyko rozwoju konfliktu między zwierzchnikiem i pracownikiem, co prowadzi do dalszego pogłębienia poczucia bezradności tego drugiego. Osoba wypalona zawodowo, niejako z definicji, nie tylko mniej angażuje się w pracę, co można określić, jako pracowanie na niższych obrotach, z niską wydajnością lub skutecznością, ale też wycofuje się z budowania bliskich relacji z innymi pracownikami. W najgorszym przypadku kryzys w pracy przeradza się wręcz w ciężki kryzys życiowy. Nierzadko pojawiają się tu stany z pogranicza zainteresowań takich dziedzin, jak psychologia i psychiatria, czyli dysforie, nerwice czy wręcz zaburzenia depresyjne. W skrajnych wypadkach pojawiają się nawet głębokie zaburzenia depresyjne.

Życie w przypadku ciężkiego wypalenia zawodowego dodatkowo traci dla takich osób sens i staje się obciążające. Obecnie wiadomo, że połączenie stanu ducha i stanu ciała jest nieodłączne i nierozerwalne, tak więc osoby te podupadają na zdrowiu, wpadają w uzależnienia i czują się samotne lub też tę samotność sami prowokują. Objawy psychosomatyczne w ciężkich stanach nie są rzadkością. W konsekwencji efektem wypalenia jest to, że sytuacja pracy odbierana jest jako beznadziejna, przerastająca możliwości radzenia sobie.

Objawy poznawcze wypalenia zawodowego to koncentracja na negatywach oraz widzenie wszystkiego w czarnych barwach, co w przypadku lekarzy jest szczególnie niebezpieczne, gdyż obniża szanse na wyleczenie chorego. Negatywna, obciążona własnym stanem psychicznym interpretacja stanu zdrowia pacjenta, spotęgowana jeszcze przez apatię i brak wiary we własne siły stanowi zbiór bardzo niebezpiecznych cech, zagrażających zdrowiu i życiu pacjentów. Właśnie te negatywne myśli dotyczące siebie, formułowane, jako: „jestem do niczego”, „nic mi nie wychodzi w pracy”, „na nic nie mam wpływu”, „to, co robię, nie ma sensu”, stanowią bardzo dużą i toksyczną dawkę emocji. Dodatkowo często występuje niesłuszna i nieracjonalna interpretacja otaczającej rzeczywistości: „wszystko jest zbyt skomplikowane”, „nikt mnie nie rozumie”, „dyrektor myśli tylko o własnym interesie”, która z jednej strony pogłębia izolację personalną, a z drugiej zraża do pracownika otoczenie, nakręcając jeszcze bardziej spiralę niechęci. Kolejnym bardzo niekorzystnym aspektem jest postrzeganie przyszłości jako nieprzychylnej, postrzeganej tylko w czarnych barwach: „nic się nie poprawi”, „w szpitalu zawsze będzie źle”, „tego nie ma sensu robić”. Kluczowe jest, że osoba wypalona zawodowo nie dostrzega żadnej szansy na poprawę sytuacji ani w bliższej, ani w dalszej przyszłości. W bolesny i bezpowrotny sposób traci nadzieję, że jej praca ma sens, że ona sama może pomagać, uczyć i pracować dla dobra innych, a także, iż nie ma już większych szans na wdzięczność pacjentów i pracowników ani na pracę za godziwą pensję i w dobrych warunkach. Taki sposób myślenia owocuje niepodejmowaniem nowych prób rozwiązania trudnej sytuacji zawodowej, co w przypadku lekarza jest niezwykle również niebezpieczne. Do szerokiego repertuaru uników należy między innymi powtarzanie zachowań nieskutecznych, unikanie pracy, odpowiedzialności czy nawet zaniechanie niesienia pomocy. W przypadku lekarza stanowi w zasadzie ogromne upośledzenie zdolności do pracy i poddaje w wątpliwość możliwość wykonywania tego zawodu. Najbardziej destrukcyjnym społecznie aspektem wypalenia zawodowego, obok braku wiary we własne kompetencje, jest depersonalizacja innych. Osoby wypalone zawodowo zaczynają traktować innych przedmiotowo, bezosobowo, bezimiennie, czego najczęściej same nie dostrzegają. I to właśnie ludziom, z którymi pracuje człowiek wypalony zawodowo, trudno jest pojąć obojętność wobec ich nieszczęścia czy cierpienia. Pogłębia to izolację jednostki oraz konfliktuje zespół. Zwłaszcza jeśli wypalenie dotknie osoby introwertywnej, niedążącej wcześniej do zacieśniania więzi zawodowych.

Lekarze należą do grupy, która dość często stanowi zbiór indywidualności. Jest to podyktowane wieloma czynnikami, na czele jednak z personalną odpowiedzialnością za pacjenta, leczenie, oddział. Są więc grupą zawodową zagrożoną relatywne ostracyzmem społecznym. Jest to zjawisko, niestety, nierzadkie. Trudno wskazać jednoznaczne przyczyny takiego stanu rzeczy, ale w myśl powiedzenia „pod latarnią najciemniej” – wyczucie problemów somatycznych czasami zaciemnia obraz zaburzeń psychicznych, zwłaszcza tak subtelnych, jakimi mogą być psychiczne aspekty wypalenia zawodowego. Nakłada się też na to ciężar pracy lekarza, w której łatwo o zmęczenie i znużenie. Te aspekty są często ze sobą mylone nawet przez samych zainteresowanych. Stąd tak ważna jest wiedza z tego zakresu wśród osób zarządzających oddziałem, które w nowoczesnej definicji zarządzania oprócz organizacji pracy, muszą również dostrzegać problemy swoich pracowników. Pomijanie tej problematyki lub, co gorsza, niewiedza o problemach z tego zakresu, w każdym aspekcie jest szkodliwe. Zarówno z punktu widzenia administracji oddziału i negatywnych tego skutków, jaki i z czysto ludzkiego aspektu. Dodatkowo wydaje się jeszcze, że od ludzi z wykształceniem medycznym, którym nieobce są również choroby ze spektrum zaburzeń psychicznych, powinno się oczekiwać wyczulenia i zrozumienia powagi i skali problemu wypalenia zawodowego.

Jeśli, drogie koleżanki i koledzy, dostrzegacie u siebie większość z wymienionych wyżej objawów, to w dalszej części spróbuję przedstawić sposoby radzenia sobie z wypaleniem zawodowym.

Tekst opublikowano w Biuletynie Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie „Vox Medici” 8–9/2022.

Wkrótce opublikujemy kolejną część tekstu.

Przeczytaj także: „Jak poradzić sobie z trudnymi konsultacjami”, „O nagrywaniu lekarza słów kilka” i „Będąc matką lekarką”.

 
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.