Wyślij
Udostępnij:
 
 
iStock

Szycie systemu na miarę

Źródło: Menedżer Zdrowia/Marcin Pakulski
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 16.10.2021
 
 
– Medycy są zmęczeni. Wielu nie ma już siły pracować w skrajnym obciążeniu w szpitalach, ale nie rezygnuje z zawodu – przechodzi do AOS. Sposobem, by z jednej strony zatrzymać kadry w systemie publicznym, a z drugiej zapewnić pacjentom dostęp do świadczeń, jest uszycie systemu na miarę naszych możliwości – pisze Marcin Pakulski w „Menedżerze Zdrowia”.
Tekst byłego prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Marcina Pakulskiego:
– Analiza Jarosława Kozery – z której wynika, że „60–70 proc. usług szpitalnych można by realizować gdzie indziej” – pokazała rzeczywisty obraz systemu opieki zdrowotnej w zakresie leczenia szpitalnego. Rzeczywisty, bo stworzony na podstawie prawdziwych danych – z tym nie ma co dyskutować. Nie zamierzam również komentować generalnego wniosku, że jest to nieoptymalne wykorzystanie zasobów systemu opieki zdrowotnej w Polsce – to oczywistość.

Pytanie, które mnie nurtuje, dotyczy przyczyn takiego stanu rzeczy. Co sprawia, że z jednej strony tak „napędzane” są hospitalizacje, które teoretycznie mogłyby być zastąpione świadczeniami ambulatoryjnymi, a z drugiej mamy pogarszające się negatywne mierniki zdrowia?

Na początek fakty. W Polsce jest za mało lekarzy, zwłaszcza POZ, i pielęgniarek, wykonujemy za mało badań diagnostycznych, ale wbrew utartej opinii łóżek szpitalnych mamy tyle co Czechy w przeliczeniu na liczbę mieszkańców i nie wyróżniamy się liczbą hospitalizacji w stosunku do średniej europejskiej. No właśnie. Podsumowując – mamy podobną liczbę hospitalizacji, ale dzięki analizie Jarosława i Magdaleny Kozerów wiemy, że dotyczą one procedur być może niewymagających leczenia szpitalnego. Jeżeli spojrzymy na system całościowo, to widać, że największe deficyty są w lecznictwie ambulatoryjnym, zwłaszcza w POZ. Czy zatem nie jest tak, że szpitale niejako kompensują brak dostępu do diagnostyki i leczenia w trybie pozaszpitalnym? Jeżeli pacjent wymaga pilnego wykonania badania i konsultacji specjalistycznej, to nie ma innego sposobu niż „położyć” go do szpitala. I nie jest to element nieprawidłowego zachowania lekarzy, ale wręcz przejaw troski. Gdyby chory zgodnie z zasadami był diagnozowany i leczony tylko w trybie ambulatoryjnym, to czas diagnostyki mógłby się wydłużyć o kilka tygodni. Co mam na potwierdzenie mojej tezy? Otóż lockdown, który zamroził działalność głównie szpitali, spowodował niewyobrażalną „pandemię” zaawansowanych postaci nowotworów i chorób przewlekłych.

System opieki zdrowotnej potrzebuje zmian, ale nie takich, nie kompulsywno-emocjonalnych. Proste cięcie liczby szpitali może wprowadzić chaos i jeszcze bardziej zachwiać zdrowiem Polaków. Najpierw trzeba zacząć budować alternatywną bazę wobec lecznictwa szpitalnego.

Paradoksalnie obecny kryzys sprzyja takim działaniom. Medycy po ostatniej fali pandemii są piekielnie zmęczeni psychicznie i fizycznie. Są też w dużej mierze w wieku przedemerytalnym lub wręcz emerytalnym. Wielu z nich nie ma już siły pracować w skrajnym obciążeniu w obecnych realiach polskich szpitali, ale nie rezygnuje z zawodu – przechodzi do lecznictwa ambulatoryjnego. Sposobem, by z jednej strony zatrzymać kadry w publicznym systemie opieki zdrowotnej, a z drugiej zapewnić pacjentom dostęp do świadczeń, jest uszycie systemu na miarę naszych możliwości. By poprawić efektywność leczenia szpitalnego, trzeba dokonać zmian w całym systemie, a w zasadzie wymyślić go od nowa.

Tekst opublikowano w „Menedżerze Zdrowia” 7–8/2021. Czasopismo można zamówić na stronie: www.termedia.pl/mz/prenumerata.

Wkrótce opublikujemy więcej komentarzy na ten temat.

Przeczytaj także: „Za dużo leczymy w szpitalach”.

 
© 2021 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.