Wyślij
Udostępnij:
 
 
Zakorkowane SOR-y: czy likwidować pomoc wieczorową
 
Działy: Aktualności
Niby wszędzie jest pomoc doraźna, a jednak… Polacy omijają ją i maszerują prosto do szpitali. Czy temu przeciwdziałać, czy przyjąć trend do wiadomości, zlikwidować pomoc wieczorową a SOR-y rozbudować?
W szpitalnych Izbach Przyjęć: non stop kolejki, czasem nawet kilkunastogodzinne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że powodem takiego oblężenia SOR są fatalne niedomogi modelu pomocy doraźnej i wieczorowej. Niby ona funkcjonuje. Ale na ogół jej działanie sprowadza się do funkcjonowania kilku gabinetów lekarskich, ze słabym zapleczem sprzętowym.

Potrzebna pilna konsultacja ze specjalistą? Specjalisty na pomocy doraźnej nie ma. Trzeba odesłać na SOR. Potrzebna bardziej skomplikowana diagnostyka? Sprzętu nie ma. Trzeba odesłać na SOR. W ten sposób pomoc doraźna zamiast rozwiązywać problemy na miejscu – generuje nowych pacjentów SOR. Nie trzeba dodawać, że taka praktyka zrodziła w pacjentach głębokie przekonanie, że w wizyta w przychodni pomocy doraźnej czy wieczorowej to zwykła strata czasu, bo i tak trzeba będzie pojechać do szpitala i odstać swoje na Izbie Przyjęć.

Co z tym fantem zrobić? O opinie poprosiliśmy ekspertów:

Jerzy Gryglewicz, ekspert Uczelni Łazarskiego
Skoro szpitalne oddziały ratunkowe cieszą się tak dużą popularnością, trzeba wyciągnąć z tego wnioski. Można by je po prostu wzmocnić, zrezygnować z pomocy wieczorowej czy doraźnej i przenieść ją na oddziały ratunkowe. Przemawia za tym kilka argumentów. Po pierwsze, pacjenci wiedzą, gdzie jest szpital, a nie zawsze wiedzą, gdzie jest punkt pomocy wieczorowej. Kolejne argumenty: szpitale mają sprzęt diagnostyczny, a przychodnie niekoniecznie, więc w wypadku potrzeby pilnej diagnostyki i tak odsyłają pacjentów do szpitali. Na dodatek nasz system pozostaje niewydolny, do specjalistów ustawiają się wielotygodniowe kolejki. Sposobem na ich ominięcie jest więc właśnie wizyta w SOR. I nie sposób pacjentom tych wizyt zabronić, mało: lekarz SOR nie ma prawa odmówić skierowania na takie badania, jakie są konieczne. Reasumując: skoro już mamy określoną praktykę i nawyki, może pora oddziały ratunkowe wzmocnić o ambulatoria. Bo budowa od podstaw alternatywnych rozwiązań będzie kosztowna i potrwa długo.

Krzysztof Kuszewski, niezależny ekspert zdrowia publicznego

Mocno broniłbym szpitalnych oddziałów ratunkowych przed nadmiarem pacjentów. Szpitale powinny się zająć ratowaniem życia, najcięższymi przypadkami. Izby przyjęć to nie są miejsca, gdzie pacjenci z wielonarządowymi urazami powinni się mieszać z osobami, które przyszły leczyć katar. Obecna sytuacja SOR wynika m.in. ze słabości podstawowej opieki zdrowotnej. W założeniach reformy placówki POZ powinny być czynne do 21.00 czy nawet do 22.00. Nie są. Dlatego nie dziwię się, że w wypadkach nagłych pacjenci szukają pomocy w szpitalach. To niewydolności innych segmentów ochrony zdrowia pchają ich na SOR. I o te inne segmenty powinniśmy lepiej zadbać, wtedy rozładują się kolejki do szpitalnych izb przyjęć. I jeszcze jeden aspekt – brak empatii pacjentów. Szpitalne oddziały ratunkowe nie są jedynymi instytucjami, które cierpią na skutek nadużywania przez pacjentów swych praw. Podam przykład pogotowia ratunkowego, które też często jest wzywane w przypadkach, w których wzywane być nie powinno.

Maciej Murkowski, ekspert rynku ochrony zdrowia
Odpowiedzią na oblężenia SOR powinien być model brytyjski. W całej Anglii praktyki lekarzy rodzinnych się integrują. I mniej więcej na 50 tys. osób przypada ośrodek czynny całą dobę. Jest tam i lekarz, i odpowiedni personel, i sprzęt. Nadto – jest odpowiednia dokumentacja pacjenta. Lekarz, udzielając pomocy w stanach nagłych, nie musi zatem od podstaw przeprowadzać wywiadu i diagnostyki, wiele może wyczytać z dokumentacji. Zachowana jest też ciągłość opieki. Szpitalne oddziały ratunkowe nie powinny być wykorzystywane do zajmowania się banalnymi przypadkami, lecz tymi najcięższymi. W Polsce potrzebna jest zatem odbudowa sprawności i zaufania do pomocy wieczorowej i doraźnej.

Krzysztof Czerkas, członek Rady Nadzorczej Polskiej Federacji Szpitali

Nie przesądzałbym, który model pomocy jest lepszy: wzmocnienie szpitalnych oddziałów ratunkowych czy wzmocnienie pomocy wieczorowej i doraźnej. Wiele zależy od specyfiki regionu, lokalnych potrzeb. O ile w dużych miastach pomoc wieczorowa i doraźna są niezwykle potrzebne w celu odciążenia szpitalnych izb przyjęć, o tyle w małych miejscowościach, gdzieś w Polsce powiatowej, być może bardziej opłaca się zainwestować w porządnie działający SOR z ambulatorium. Wszystko zostawiłbym decyzji czynników lokalnych. Jedno jest pewne – działać w tej sprawie trzeba szybko.


Pełny tekst ukaże się w najnowszym numerze Menedżera Zdrowia. W nim także: jak sobie z problemem radzą inne kraje europejskie - obszerne fragmenty raportu Europejskiej Federacji Szpitali HOPE
 
© 2018 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe