Specjalizacje, Kategorie, Działy
Wyślij
Udostępnij:
 
 

Obciążenie stresem chorych na COVID-19 na różnych etapach hospitalizacji

Źródło: Justyna Soroka
Redaktor: Aleksandra Lang |Data: 13.09.2022
 
 
Prezentujemy wyniki przeprowadzonego w Szpitalu Miejskim nr 4 w Gliwicach badania pilotażowego, którym objęto ponad 60 pacjentów z ciężkim przebiegiem COVID-19.
W marcu 2020 roku ogłoszono pandemię COVID-19. Społeczeństwa na całym świecie obudziły się w zupełnie nowej rzeczywistości. Ludzie musieli zmierzyć się z ogromnymi i nagłymi zmianami w codziennym życiu, które wymagały szybkiej adaptacji na każdym szczeblu. Kolejne dni i miesiące pandemii były czasem niepewności, wielu zmian związanych z sytuacją epidemiologiczną oraz zmieniających się restrykcji, którym towarzyszyły czasami sprzeczne przekazy ze strony rządu i mediów. Nie bez znaczenia były pojawiające się lawinowo w przestrzeni publicznej fake newsy dotyczące pandemii koronawirusa. Wiele osób doświadczało (i nadal doświadcza) różnego nasilenia poczucia zagrożenia dla zdrowia i życia własnego oraz najbliższych. Te czynniki mogą się przyczyniać do nasilenia dystresu psychologicznego, w tym objawów depresji i lęku, co potwierdza wiele wyników badań przeprowadzonych w różnych krajach (m.in. Jia i in., 2020; Mazza i in., 2020). Wydaje się, że podwyższone nasilenie symptomów depresji i lęku w czasie epidemii jest naturalną reakcją na ogromne zmiany, wyzwania i niepewność. Poziom dystresu w populacji może zwiększać się, gdy sytuacja epidemiologiczna jest poważniejsza, a obostrzenia bardziej dotkliwe, a obniżać się w okresach wolniejszego rozprzestrzeniania się wirusa, rozluźniania restrykcji i większej nadziei, że nad pandemią uda się zapanować. Jednak u wielu osób epidemia i jej następstwa mogą prowadzić do chronicznego stresu, którego nasilenie przekracza zdolności jednostki do przystosowania i radzenia sobie, prowadząc do długotrwałego utrzymywania się objawów depresyjnych i lękowych o istotnym klinicznie nasileniu.

Sytuacją trudną dla populacji (ku zaskoczeniu wielu), stało się opracowanie szczepionek zmniejszających ryzyko ciężkiego przebiegu i zgonu z powodu COVID-19. Z początkiem pandemii, kiedy w społeczeństwie narastały emocje, pojawiło się istotne społeczne oczekiwanie jak najszybszego opracowania antidotum na COVID-19. Z biegiem czasu, gdy pojawiły się na rynku szczepionki, wielu zaczęło zmieniać zdanie i podważać osiągnięcia naukowców. Zaczęły pojawiać się różne opinie, a zdania coraz bardziej były podzielone. Obawy dotyczyły skutków ubocznych szczepień lub innych przekonań personalnych dotyczących braku skuteczności preparatów. Odsetek osób, które się nie zaszczepiły, jest bardzo duży. Wśród przeciwników szczepienia przeciwko COVID-19 jest więcej kobiet niż mężczyzn oraz osób od 25. do 34. roku życia i z podstawowym wykształceniem. Okazuje się, że najchętniej szczepiły się osoby z najstarszej grupy wiekowej oraz z wyższym wykształceniem. Wielu ludzi (najczęściej tych nieszczepionych) trafiało na oddziały covidowe.

Po przyjęciu do szpitala chorzy zmagali się nie tylko z ciężką chorobą, ale też z ogromnym lękiem i stresem, co często prowadziło do różnorakich zaburzeń, np. depresji. Stany te były spotęgowane również tym, że hospitalizowani niejednokrotnie musieli zmierzyć się ze śmiercią współpacjentów, brakiem możliwości odwiedzin, poczuciem izolacji. Aby bliżej przyjrzeć się problemowi lęku i poziomu stresu wśród pacjentów zostały zrealizowane badania pilotażowe, które odbyły się w Szpitalu Miejskim nr 4 w Gliwicach w oddziale covidowym. Uczestniczyło w nich 60 osób od 18. do 75. roku życia, które reprezentowały populację Polaków pod względem płci, wieku oraz miejsca zamieszkania. Wszyscy zadeklarowali, że Polska jest ich krajem pochodzenia. W grupie było 25 kobiet i 35 mężczyzn. Tylko dwie osoby były zaszczepione.

Wśród badanych byli mieszkańcy dużych miast, jak Gliwice, Zabrze i Rybnik. Wszyscy mieli rodzinę, która była dla nich wsparciem w tym trudnym okresie.

Skala obciążenia stresem i poziom nadziei to narzędzie stworzone przez mgr Justynę Sorokę oraz dr Martę Pawełczak-Szastok. Skala ta zawiera dwa pytania zamknięte oraz dwa otwarte. Cel badania pilotażowego dotyczącego obciążenia stresem oraz poziomu nadziei na różnych etapach leczenia to poznanie dynamiki emocjonalnej wśród pacjentów hospitalizowanych z powodu zakażenia COVID 19. Pierwsze pytanie dotyczy poziomu nadziei w dniu dzisiejszym w skali od 0 do 10. Drugie pytanie jest otwarte: „W oparciu o jaką myśl buduje pan/pani dziś swoją nadzieję?”. Trzecie to termometr stresu – zaznaczenie na osi poziomu stresu w dniu badania. Ostatnie brzmi: „Jaka jest dziś podstawowa pana/-i myśl wiążąca się ze stresem?”. Pacjent odpowiadał na pytania każdego dnia do momentu wypisu ze szpitala lub pogorszenia stanu zdrowia. Pytania zamknięte mają skalę od 0 – 10, tzn. 0 oznacza brak nadziei oraz brak stresu. Im wyższy wynik, tym większe nasilenie odczuwanych trudności. W badaniu wzięli udział pacjenci, którzy przebywali na oddziale przez siedem bądź czternaście dni.

Z przeprowadzonych badań można wywnioskować, że osoby dotknięte COVID-19 po przyjęciu do szpitala w pierwszej fazie odczuwali ulgę i byli przepełnieni pozytywnym myśleniem, co – jak sami mówią – wynikało z tego, że byli przekonani, że otrzymają stosowną pomoc oraz ulgę w przechodzeniu choroby. Często jednak pacjenci podkreślają, że z upływem kolejnych dni ich nastawienie zmieniało się w bardziej negatywne, a poziom stresu wzrastał. Częstym powodem takiego stanu było zniecierpliwienie i sytuacja wokół nich. Niejednokrotnie ankietowani byli świadkami dramatycznej walki o życie współpacjenta, często też oczekiwali większego zainteresowania swoją osobą, nie dostrzegając zaangażowania personelu medycznego, który musiał podejmować walkę o życie wszystkich pacjentów, a nie tylko jednej osoby. Pojawiał się lęk przed śmiercią, chorzy wpisywali w ankiety zdania świadczące o obawie przed umieraniem w samotności. Wszystkie te sytuacje powodowały utratę nadziei na szybki powrót do zdrowia. Były jednak osoby, które potrafiły po jakimś czasie radzić sobie z sytuacjami stresowymi. Jak wynika z ankiet, jedni pacjenci siłę czerpali z tego, że wiedzieli, iż czeka na nich rodzina i mają o co i dla kogo walczyć. Inni siłę czerpali z motywacji religijnych, jeszcze inni wierzyli, że rządzący i międzynarodowa społeczność medyczna znajdą sposób na szybkie zwalczenie pandemii. Te wszystkie pozytywne reakcje były jednak zjawiskiem marginalnym, ponieważ większość odczuwała spadek nadziei i coraz większy lęk o swoje życie. Ulegali rezygnacji, a współczynnik stresu od rozpoczęcia hospitalizacji utrzymywał się praktycznie na jednym poziomie. Można pomyśleć, że opuszczenie placówki medycznej sprawi, że pacjenci poczują się lepiej. Ale nawet w takich chwilach wyrażali obawy związane z tym, czy na pewno są zdrowi, czy będą potrafili funkcjonować bez stałej opieki medycznej, czy sprzęt, który ma im pomóc w swobodnym oddychaniu (koncentrator tlenu), nie ulegnie awarii, a rodzina nie będzie od początku stawiać zbyt wysokich wymagań w codziennym funkcjonowaniu. Czynnikiem, który również stał się powodem niepokoju i stresu, mimo ponaddwutygodniowej obecności w szpitalu, był natłok informacji: pacjenci słuchając różnych przekazów medialnych, zderzali się z hipotezami, teoriami i wypowiedziami, które sugerowały, że pandemia wciąż się rozwija i często występuje nawrót choroby o znacznie zaostrzonym przebiegu nawet wśród tzn. ozdrowieńców. Pacjenci, obawiając się ponownego zachorowania, po wyjściu ze szpitala swoje życie wyobrażali sobie inaczej. Deklarowali, że chcą ograniczyć kontakt z ludźmi, pracować wyłącznie zdalnie, zakupy robić przez internet. Budziły się w nich aspołeczne zachowania. W codziennej pracy psychologa można zaobserwować również różne problemy, z jakimi zmagają się osoby, które wyzdrowiały i opuściły szpital. Nawet po upływie dwóch lat od początku pandemii nie radzą sobie, brakuje im sił, mają trudności w pracy, pamiętają o ciężkich doświadczeniach ze szpitala, niejednokrotnie przez COVID-19 stracili bliskich. To wszystko bywa tak trudne do uniesienia, że mają myśli samobójcze, zaburzenia depresyjne lub lękowe. Choć samotność i brak kontaktu z rodziną to poważny problem dla chorych na oddziałach covidowych, to jeszcze trudniejszym doświadczeniem może być świadomość, że w tym samym szpitalu jest ktoś spokrewniony. Zdarzało się, że trafiały do szpitala osoby z jednej rodziny, np. matka z córką lub mąż z żoną, i nieraz jedna z tych osób była w lepszym stanie, a druga trafiała na oddział intensywnej terapii. Najbardziej narażone na zaburzenia depresyjne i lękowe w związku z zachorowaniem na COVID-19 są osoby, które już wcześniej miały epizody depresyjne, trudne doświadczenia życiowe czy chorowały przewlekle.

Justyna Soroka
Autorka jest absolwentką psychologii na Uniwersytecie SWPS w Katowicach, wieloletnim pracownikiem Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach oraz konsultantką pacjentów na oddziale pediatrii w Szpitalu Miejskim w Rudzie Śląskiej. Pracuje także w Centrum Medycznym GlivClinic, Centrum Medyczno-Terapeutycznym Stamina oraz Centrum Terapii Systemowej i Pomocy Psychologicznej DIADA.
 
facebook linkedin twitter
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.