Wyślij
Udostępnij:
 
 
Prof. Sławek: Grozi nam wzrost zachorowań na choroby mózgu
Źródło: Kurier Medyczny/Marta Koblańska
Autor: Marta Koblańska |Data: 02.09.2019
 
 
- Naszym celem jest przygotowanie narodowej strategii postępowania z chorobami mózgu. To ważne, bo przyrost chorych podwoi się w ciągu najbliższych 15–20 lat - mów prof. dr. hab. n. med. Jarosław Sławek z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Czy jesteśmy gotowi na rosnącą falę zachorowań na choroby mózgu?
- Brakuje lekarzy i pielęgniarek, a liczba chorych w perspektywie 15–20 lat będzie wzrastać w związku ze starzejącym się społeczeństwem, co czyni niedobory kadrowe jeszcze bardziej dotkliwymi. Brakuje lekarzy do pracy na oddziałach szpitalnych. Dodatkowo wszystkie realizowane programy lekowe są prowadzone na oddziałach szpitalnych, a to wymaga zatrudnienia wykwalifikowanych specjalistów. Problemem jest też zła wycena programów lekowych. Szpitale na nich praktycznie nie zarabiają, co powoduje zniechęcenie do ich wprowadzania. Niedobra jest również struktura wizyt ambulatoryjnych. Zleca się niepotrzebne badania, aby zwiększyć wpływy, przez co obniża się jakość świadczeń.

Mimo to wciąż pojawiają się nowe możliwości leczenia chorych neurologicznie.
- Nowe technologie znajdują obecnie zastosowanie w terapii osób młodszych, głownie chorych na stwardnienie rozsiane. Pojawiły się nowe leki, nadal czekamy na refundację bardzo obiecujących farmaceutyków, takich jak okrelizumab, kladrybina czy siponimod. Nowe leki stosuje się m.in. w postaci pierwotnie i wtórnie postępującej stwardnienia rozsianego, w której dotąd nie było skutecznych form terapii. Są też wytyczne, aby w związku z nowymi lekami w stwardnieniu rozsianym wizyty lekarskie mogły się odbywać co trzy miesiące, a nie jak obecnie co miesiąc. I ten postulat udało się spełnić – tak przynajmniej czytamy w projekcie rozporządzenia NFZ. Nadal jednak standardem leczenia odbiegamy od krajów zachodnich, w których nowe technologie stosuje się u ponad połowy chorych, podczas gdy w Polsce u ok. 20–30 proc. Ale odsetek ten będzie niewątpliwie wzrastał. Jest coraz więcej leków, które stosuje się w rożnych stadiach tej choroby, choć jeszcze niedawno większość była przeznaczona dla chorych z postacią rzutowo-remisyjną. Toczą się również badania nad substancjami, które pomogłyby chorym w stadium najbardziej zaawansowanym, kiedy już pewne obszary układu nerwowego zostały zniszczone. Chodzi o leki remielinizujące, mogące zniwelować, a nawet zlikwidować pewne deficyty i dzięki temu poprawić funkcjonowanie chorego. Nadzieje są duże i dotyczą rożnych obszarów. Kryteria NFZ włączania do programów lekowych zostaną najpewniej rozszerzone. To musi się stać, gdyż obecne pochodzą z 2010 r., a już pojawiły się nowe wytyczne. To wszystko spowoduje poszerzenie tzw. okna terapeutycznego i przyspieszenie procesu leczenia. Oznacza to konieczność rozpoznawania choroby na wcześniejszym etapie oraz skrócenia ścieżki pacjenta od wystąpienia pierwszych objawów do wdrożenia leczenia. Obecnie ta ścieżka w Polsce jest zdecydowanie za długa.

Czy jest szansa, że opieka koordynowana w chorobie Parkinsona zmieni perspektywy chorych?
- Stosowny projekt rozporządzenia regulującego zasady tej opieki jest w resorcie zdrowia i czeka na podpis ministra. Zakłada on m.in. szybką ścieżkę diagnostyczną oraz powołanie ośrodków referencyjnych, które będą odpowiedzialne za prowadzenie najbardziej zaawansowanych terapii, czyli głębokiej stymulacji mózgu lub terapii infuzyjnych – duodopa, apomorfina. Wszystko jak zawsze rozbija się o kwestie finansowe, gdyż wiadomo, że poprawa standardu leczenia wiąże się z wyższymi nakładami i przeorganizowaniem pracy w szpitalach. Być może dlatego minister czeka z podpisaniem rozporządzenia. Jednak wprowadzenie programu i uruchomienie centrów referencyjnych oznacza bardziej racjonalne wydawanie pieniędzy i skierowanie ich do grupy najbardziej potrzebujących. Ostatnie trzy lata to również nowe możliwości leczenia choroby Parkinsona, głownie infuzyjnego. Zabiegi głębokiej stymulacji mózgu są bardzo skuteczne, jednak wydaje się, że powinny zostać zmienione kryteria kwalifikacji do tej operacji. Wielu chorych operowanych jest niepotrzebnie: albo za wcześnie, albo za późno, albo nawet z niewłaściwym wskazaniem. Powodem jest niewprowadzenie obowiązujących kryteriów kwalifikacji i podziału kompetencji – znowu brak opisu ścieżki pacjenta. Jest to świadczenie gwarantowane, które wykonuje neurochirurg, ale problemem pozostaje programowanie stymulatorów, co już należy do neurologa. Ten proces nie jest opisany i odpowiednio wyceniony jako procedura medyczna. Chorzy jeżdżą od ośrodka do ośrodka w poszukiwaniu kogoś, kto włączy stymulację, a potem ustawi jej parametry. To nieracjonalne szastanie publicznymi pieniędzmi, a zmiana tego systemu wydaje się taka prosta. Zresztą jej propozycja wielokrotnie już była składana jako projekt do Ministerstwa Zdrowia – niestety bezskutecznie. Podobnie wygląda sprawa wymiany stymulatorów. Narodowy Fundusz Zdrowia powinien przeznaczyć na to specjalny budżet. Obecnie chorzy błąkają się po całym kraju, szukając miejsca reimplantacji.

Coraz większe uznanie zdobywa trombektomia mechaniczna w leczeniu udarów. Jednak po pierwszym poszerzeniu listy ośrodków, które ją wykonują, nie pojawia się kolejna. Dlaczego?
- Nie wiadomo dlaczego, choć oczywiście pozytywne jest to, że już pewne placówki mogą przeprowadzać ten zabieg. Na razie żaden dialog na ten temat między Polskim Towarzystwem Neurologicznym a ministerstwem się nie toczy.

Czy pana zdaniem neurologia powinna się znaleźć na liście specjalizacji priorytetowych Ministerstwa Zdrowia?
- Zabiegamy o to. Miejsc rezydenckich dla młodych neurologów jest trzy razy mniej niż dla kardiologów, co przy wspomnianych niedoborach kadrowych budzi niepokój. Chcemy to zmienić wzorem kardiologii, która funkcjonuje już na europejskim poziomie. W neurologii takie korzystne zmiany również są potrzebne, a najważniejsze wydają się zachęty dla młodych do wybierania tej specjalizacji, czyli po prostu lepsza wycena pracy. Wiele procedur można wykonać szybciej, ale uniemożliwiają to sztywne zapisy dotyczące czasu hospitalizacji. Polskie Towarzystwo Neurologiczne czynnie przekonuje studentów do wyboru neurologii, organizując spotkania informacyjne. Przybliżamy zagadnienia związane z chorobami mózgu i staramy się rozbudzić zainteresowanie. To ma znaczenie, bo w programie studiów medycznych nauka neurologii trwa zaledwie dwa tygodnie, a na egzaminie lekarskim podsumowującym studia nie ma pytań z tej dziedziny. Nie do uwierzenia, że tak powszechne choroby, jak padaczka, migrena, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane czy udar mózgu nie znalazły się w pytaniach. Osób z tymi chorobami będzie przybywać i lekarz każdej specjalności kiedyś się z nimi zetknie. A sama neurologia jest niezwykle ciekawa, bo w diagnostyce i leczeniu wykorzystuje się [...].

Wywiad w całości opublikowano w "Kurierze Medycznym" 2/2019.

Przeczytaj także: "Cieszyński: Rejestracja w zeszycie? Konieczna zmiana zarządzającego placówką".
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe