Pacjent ze zmianami skórnymi czuje się stygmatyzowany
Z prof. dr. hab. Jackiem Szepietowskim z Katedry i Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Akademii Medycznej we Wrocławiu, prezesem Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, przewodniczącym Sekcji Psychodermatologii PTD rozmawia Ewa Gosiewska
Jest pan jednym z prekursorów psychodermatologii w Polsce. To chyba nadal nowa gałąź medycyny?
-Psychodermatologia narodziła się w latach osiemdziesiątych XX w. Wówczas to zaczęły powstawać na świecie stowarzyszenia zajmujące się tą problematyką. Zagraniczne trendy przenikały również do Polski. Coraz więcej dermatologów zwracało uwagę na te zagadnienia. Sekcja Psychodermatologii Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego powstała w 2008 r. Organizujemy warsztaty, sympozja, zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane problemami szeroko pojętej psychodermatologii, aby do nas dołączyły.
Czy problemy dermatologiczne rzeczywiście aż tak odbijają się na psychice pacjenta?
-Choroby skóry mają ogromny wpływ na psychikę przede wszystkim dlatego, że są widoczne dla otoczenia. Pacjent ma obniżoną jakość życia, czuje się stygmatyzowany – ma poczucie odrzucenia społecznego. Przewlekłe dermatozy, takie jak łuszczyca czy atopowe zapalenie skóry, trwają latami, czasem do końca życia. Zmiany pojawiają się niejednokrotnie na odsłoniętych częściach ciała, w tym na twarzy. Do tego występuje intensywny świąd skóry, dodatkowo obarczający psychikę pacjenta. Dlatego powstała gałąź psychodermatologii, która ma oczywiście różne działy. Jednym z nich są pierwotne zaburzenia psychiczne manifestujące się zmianami lub domniemanymi zmianami na skórze. Takim schorzeniem jest tychotylomania, czyli przymus wyrywania sobie włosów, czy choćby obłęd pasożytniczy – chory jest przeświadczony, że atakują go insekty. Często nawet małe defekty skórne powodują, że pacjent nie jest w stanie zaakceptować swojego wyglądu i nie może normalnie funkcjonować.
Jak rozumiem, tym właśnie zajmuje się psychodermatologia. A czy nie wystarczyłoby leczyć takiego pacjenta dwutorowo, czyli choroby skóry u dermatologa, a psychiczne u psychiatry?
-To byłby idealny układ, jednak problem polega na tym, że taki pacjent nigdy do psychiatry nie pójdzie. Przychodzi do dermatologa i to jemu opisuje wszystkie objawy, oczekując pomocy. Jeśli dermatolog odeśle go do psychiatry, to jedno jest pewne – straci tego pacjenta i nie będzie mógł go dalej leczyć. Dlatego rolą dermatologa jest, aby był dobrze zorientowany i właściwie poprowadził chorego. My – dermatolodzy – mamy przecież często do czynienia z osobami z wtórnymi zaburzeniami psychicznymi. Objawiają się one reakcjami depresyjnymi i lękowymi. Leczymy ich, często konsultując poszczególne przypadki z psychiatrami czy psychologami. A przecież przyjmujemy także pacjentów, u których ogromną rolę odgrywa stres. Stres może być bezpośrednią przyczyną zmian skórnych albo nasilać objawy schorzeń dermatologicznych. Nie możemy także zapominać o dermatozach, które przebiegają z bardzo uporczywymi objawami subiektywnymi, takim jak np. pieczenie skóry. To dodatkowo obciąża psychikę pacjenta. Właśnie dlatego ta holistyczna opieka nad osobami ze schorzeniami dermatologicznymi, z uwzględnieniem stanu psychologiczno-psychiatrycznego, jest bardzo istotna.
Czy problemy psychiczne spowodowane zmianami skórnymi często dotyczą kobiet w ciąży? Jaką rolę powinien odegrać w takiej sytuacji ginekolog? To on jest przecież dla ciężarnej, przez te 9 miesięcy, niemal lekarzem pierwszego kontaktu, najczęściej odwiedzanym specjalistą.
-Kobiety w ciąży są narażone na różne problemy dermatologiczne. Mogą to być typowe dermatozy ciążowe, jak choćby cholestaza objawiająca się uporczywym świądem. To oczywiście dla pacjentki jest szczególnym obciążeniem psychicznym, ponieważ nie dosyć, że martwi się ona o siebie, to dodatkowo martwi się o dziecko. Do tego dochodzą problemy fizjologiczne: przebarwienie linii białej, czyli od pępka do wzgórka łonowego, przebarwienie brodawek sutkowych, zmiany o charakterze naczyniowym. Wszystkie te zjawiska są związane z reakcją organizmu kobiety w czasie ciąży i najczęściej po porodzie ustępują, ale mogą powodować niepokój pacjentki. Powinni o tym wiedzieć nie tylko dermatolodzy, ale także lekarze prowadzący ciążę, czyli właśnie ginekolodzy. Często ginekolodzy konsultują z nami poszczególne przypadki. To dobry trend.
Czy lekarz nie ma częściowo związanych rąk, jeśli chce zastosować leczenie farmakologiczne u kobiety ciężarnej z problemami skórnymi? Większość leków ma jednak wpływ na dziecko.
-Są już preparaty, które zostały dopuszczone do stosowania u kobiet w ciąży i można w tych dermatozach dobrać odpowiednie, bardzo pomocne leczenie. Obecnie toczy się dyskusja na temat bezpieczeństwa nowych preparatów przeciwhistaminowych, jednak zarówno dermatolodzy, ginekolodzy, jak i alergolodzy uważają, że można – zwłaszcza w zaawansowanej ciąży – stosować je z tzw. dużym wentylem bezpieczeństwa. Więcej kontrowersji budzi klasyfikacja dermatoz ciążowych. Próbuje się je inaczej grupować, co znajduje uznanie części autorytetów, ale oczywiście nie wszystkich. Są to kwestie dyskusyjne, zwłaszcza jeśli dotyczą jednostek rzadkich. Na razie nie ma jeszcze konsensusu w tej sprawie.
Podczas Kongresu Top Medical Trends dokładnie omówi pan te problemy?
-Będę mówił o zmianach skórnych u kobiet w ciąży, nie tylko o tych fizjologicznych – przedstawię wszystkie dermatozy występujące u ciężarnych. Chciałbym je scharakteryzować i pogrupować w poszczególne działy, sugerując jednocześnie określone procedury diagnostyczne i terapię. Oczywiście nie uniknę także odpowiedzi na pytania o ryzyko wybranych schorzeń i ich wpływ na płód i kobietę ciężarną. Często przecież choroby skóry mogą być przyczyną porodów przedwczesnych, a czasami – choć rzadko – także poronień. O tym m.in. powiem podczas Kongresu.
-Psychodermatologia narodziła się w latach osiemdziesiątych XX w. Wówczas to zaczęły powstawać na świecie stowarzyszenia zajmujące się tą problematyką. Zagraniczne trendy przenikały również do Polski. Coraz więcej dermatologów zwracało uwagę na te zagadnienia. Sekcja Psychodermatologii Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego powstała w 2008 r. Organizujemy warsztaty, sympozja, zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane problemami szeroko pojętej psychodermatologii, aby do nas dołączyły.
Czy problemy dermatologiczne rzeczywiście aż tak odbijają się na psychice pacjenta?
-Choroby skóry mają ogromny wpływ na psychikę przede wszystkim dlatego, że są widoczne dla otoczenia. Pacjent ma obniżoną jakość życia, czuje się stygmatyzowany – ma poczucie odrzucenia społecznego. Przewlekłe dermatozy, takie jak łuszczyca czy atopowe zapalenie skóry, trwają latami, czasem do końca życia. Zmiany pojawiają się niejednokrotnie na odsłoniętych częściach ciała, w tym na twarzy. Do tego występuje intensywny świąd skóry, dodatkowo obarczający psychikę pacjenta. Dlatego powstała gałąź psychodermatologii, która ma oczywiście różne działy. Jednym z nich są pierwotne zaburzenia psychiczne manifestujące się zmianami lub domniemanymi zmianami na skórze. Takim schorzeniem jest tychotylomania, czyli przymus wyrywania sobie włosów, czy choćby obłęd pasożytniczy – chory jest przeświadczony, że atakują go insekty. Często nawet małe defekty skórne powodują, że pacjent nie jest w stanie zaakceptować swojego wyglądu i nie może normalnie funkcjonować.
Jak rozumiem, tym właśnie zajmuje się psychodermatologia. A czy nie wystarczyłoby leczyć takiego pacjenta dwutorowo, czyli choroby skóry u dermatologa, a psychiczne u psychiatry?
-To byłby idealny układ, jednak problem polega na tym, że taki pacjent nigdy do psychiatry nie pójdzie. Przychodzi do dermatologa i to jemu opisuje wszystkie objawy, oczekując pomocy. Jeśli dermatolog odeśle go do psychiatry, to jedno jest pewne – straci tego pacjenta i nie będzie mógł go dalej leczyć. Dlatego rolą dermatologa jest, aby był dobrze zorientowany i właściwie poprowadził chorego. My – dermatolodzy – mamy przecież często do czynienia z osobami z wtórnymi zaburzeniami psychicznymi. Objawiają się one reakcjami depresyjnymi i lękowymi. Leczymy ich, często konsultując poszczególne przypadki z psychiatrami czy psychologami. A przecież przyjmujemy także pacjentów, u których ogromną rolę odgrywa stres. Stres może być bezpośrednią przyczyną zmian skórnych albo nasilać objawy schorzeń dermatologicznych. Nie możemy także zapominać o dermatozach, które przebiegają z bardzo uporczywymi objawami subiektywnymi, takim jak np. pieczenie skóry. To dodatkowo obciąża psychikę pacjenta. Właśnie dlatego ta holistyczna opieka nad osobami ze schorzeniami dermatologicznymi, z uwzględnieniem stanu psychologiczno-psychiatrycznego, jest bardzo istotna.
Czy problemy psychiczne spowodowane zmianami skórnymi często dotyczą kobiet w ciąży? Jaką rolę powinien odegrać w takiej sytuacji ginekolog? To on jest przecież dla ciężarnej, przez te 9 miesięcy, niemal lekarzem pierwszego kontaktu, najczęściej odwiedzanym specjalistą.
-Kobiety w ciąży są narażone na różne problemy dermatologiczne. Mogą to być typowe dermatozy ciążowe, jak choćby cholestaza objawiająca się uporczywym świądem. To oczywiście dla pacjentki jest szczególnym obciążeniem psychicznym, ponieważ nie dosyć, że martwi się ona o siebie, to dodatkowo martwi się o dziecko. Do tego dochodzą problemy fizjologiczne: przebarwienie linii białej, czyli od pępka do wzgórka łonowego, przebarwienie brodawek sutkowych, zmiany o charakterze naczyniowym. Wszystkie te zjawiska są związane z reakcją organizmu kobiety w czasie ciąży i najczęściej po porodzie ustępują, ale mogą powodować niepokój pacjentki. Powinni o tym wiedzieć nie tylko dermatolodzy, ale także lekarze prowadzący ciążę, czyli właśnie ginekolodzy. Często ginekolodzy konsultują z nami poszczególne przypadki. To dobry trend.
Czy lekarz nie ma częściowo związanych rąk, jeśli chce zastosować leczenie farmakologiczne u kobiety ciężarnej z problemami skórnymi? Większość leków ma jednak wpływ na dziecko.
-Są już preparaty, które zostały dopuszczone do stosowania u kobiet w ciąży i można w tych dermatozach dobrać odpowiednie, bardzo pomocne leczenie. Obecnie toczy się dyskusja na temat bezpieczeństwa nowych preparatów przeciwhistaminowych, jednak zarówno dermatolodzy, ginekolodzy, jak i alergolodzy uważają, że można – zwłaszcza w zaawansowanej ciąży – stosować je z tzw. dużym wentylem bezpieczeństwa. Więcej kontrowersji budzi klasyfikacja dermatoz ciążowych. Próbuje się je inaczej grupować, co znajduje uznanie części autorytetów, ale oczywiście nie wszystkich. Są to kwestie dyskusyjne, zwłaszcza jeśli dotyczą jednostek rzadkich. Na razie nie ma jeszcze konsensusu w tej sprawie.
Podczas Kongresu Top Medical Trends dokładnie omówi pan te problemy?
-Będę mówił o zmianach skórnych u kobiet w ciąży, nie tylko o tych fizjologicznych – przedstawię wszystkie dermatozy występujące u ciężarnych. Chciałbym je scharakteryzować i pogrupować w poszczególne działy, sugerując jednocześnie określone procedury diagnostyczne i terapię. Oczywiście nie uniknę także odpowiedzi na pytania o ryzyko wybranych schorzeń i ich wpływ na płód i kobietę ciężarną. Często przecież choroby skóry mogą być przyczyną porodów przedwczesnych, a czasami – choć rzadko – także poronień. O tym m.in. powiem podczas Kongresu.