Wyślij
Udostępnij:
 
 
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta
Bukiel: Akcja Zdrowa Praca nie jest dziwna, to apel o normalną i bezpieczną pracę
Źródło: Krzysztof Bukiel
Autor: Krystian Lurka |Data: 13.08.2019
 
 
- Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia publicznie dziwią się, że lekarze rozpoczęli Akcję Zdrowa Praca. Twierdzą, że to troszkę dziwne. Ironizują, mówią, że w lutym 2018 roku rezydenci żądali wzrostu nakładów na zdrowie do 6 proc. PKB, w tej chwili chcą 6,8, a być może wkrótce poproszą o 7. Wmawiają opinii publicznej, że medycy sami nie wiedzą, czego chcą i zachowują się jak rozkapryszone dzieci, które, kiedy otrzymają jedną zabawkę, szybko nudzą się i chcą następną. Reprezentanci resortu robią tak, bo merytoryczna dyskusja postawiłaby rząd w kłopotliwej sytuacji i podważyłaby jego wiarygodność – twierdzi Krzysztof Bukiel, przewodniczący OZZL.
Komentarz Krzysztofa Bukiela, przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy:
- Rozpoczęła się Akcja Zdrowa Praca. Polega na dostosowaniu czasu pracy lekarzy (nie tylko rezydentów, ale także specjalistów) do obowiązujących przepisów. Oznacza to pracę na jednym etacie i w wymiarze nie większym niż 48 godzin tygodniowo z dyżurami i innym zatrudnieniem dodatkowym. OZZL i Porozumienie Rezydentów z poparciem Naczelnej Rady Lekarskiej wzywają lekarzy do rezygnacji z dodatkowego zatrudnienia oraz z wypowiadania klauzul opt-out. Rezygnacja z klauzuli powinna nastąpić do końca sierpnia. Ponieważ ustawowy okres wypowiedzenia klauzuli opt-out wynosi miesiąc – wypowiedzenie jej do końca sierpnia spowoduje, że od października lekarze powinni pracować tylko do 48 godzin tygodniowo (z dyżurami). Podobnie rezygnacja z dodatkowego zatrudnienia powinna nastąpić ze skutkiem na październik 2019 roku. Jeżeli jednak ktoś z różnych powodów nie zdąży wypowiedzieć opt-out w podanym terminie, powinien to zrobić jak najszybciej, akcja nie ma bowiem doraźnego charakteru, ale ma na stałe zmienić postawę lekarzy.

Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia – ostatnio wiceminister Waldemar Kraska - wyrażali publicznie zdziwienie, że lekarze, w tym rezydenci, podejmują taką akcję, a ich postulaty określili jako - cytuję – „troszkę może dziwne”. W ocenie resortu nie ma podstaw do protestu, bo postanowienia porozumienia zawartego między Ministerstwem Zdrowia a Porozumieniem Rezydentów z 8 lutego 2018 r. są realizowane, zwłaszcza najważniejsze z nich, czyli przeznaczenie 6 proc. PKB na ochronę zdrowia w roku 2024. Ministerstwo chce stworzyć wrażenie, że rezydenci sami nie wiedzą, czego chcą i zachowują się jak rozkapryszone dzieci, które gdy tylko otrzymają jedną zabawkę, nudzą się i po chwili chcą następną. Rządzący chcą usprawiedliwić to, że nie podejmują merytorycznej dyskusji na temat zgłaszanych postulatów i funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia w ogóle. Robią tak, bo podjęcie tej dyskusji postawiłoby rząd w bardzo kłopotliwej sytuacji i podważyłoby znacznie jego wiarygodność. Warto zatem przypomnieć, jakie są cele Akcji Zdrowa Praca i co jest jej powodem.

Przedstawię to w formie pytań i odpowiedzi.

Czy Akcja Zdrowa Praca jest protestem?

I tak, i nie. Nie jest protestem w tym sensie, że nie jest to jednorazowe, epizodyczne działanie, ale akcja, która ma doprowadzić do trwałych zmian: zmniejszenia przez lekarzy nadmiernie długiego czasu pracy, powodującego permanentne zmęczenie, stanowiące zagrożenie zarówno dla zdrowia lekarzy, jak i pacjentów, którzy pozostają pod ich opieką.

Zgodnie z wynikami licznych badań lekarz po całonocnym dyżurze ma ograniczone zdolności psychoruchowe w takim stopniu, jak człowiek nietrzeźwy. Skoro piętnowana i ścigana przez prawo jest praca lekarza pod wpływem alkoholu – dlaczego toleruje się, a nawet wspiera pracę lekarzy po całodobowym dyżurze, a nawet przez kilka dni z kolei?

Akcja Zdrowa Praca nie jest protestem również w tym sensie, że nie przewidziano podejmowania nadzwyczajnych działań (jak strajk czy ograniczenie wykonywania pewnych procedur), ale to wezwanie o prowadzenie normalnej, bezpiecznej pracy, która nie zagrozi ani lekarzowi, ani pacjentowi.

Akcja Zdrowa Praca jest protestem w tym sensie, że jest niezgodą na nienormalne, niszczące warunki pracy lekarzy i nienormalne warunki funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia, która opiera się – w znacznej części przypadków – na nadmiernej pracy lekarzy. Jest protestem także w tym sensie, że sprzeciwia się niepodejmowaniu odpowiednich działań naprawczych przez rządzących, którzy wykorzystują nadmierną pracę lekarzy jako bufor mający zneutralizować głębokie niedofinansowanie systemu i jego dysfunkcjonalność.

Czy rozpoczęcie Akcji Zdrowa Praca jest reakcją na niedotrzymanie warunków porozumienia resortu z rezydentami z 8 lutego 2018 r.?

Akcja Zdrowa Praca w dużej mierze jest związana ze wszystkim tym, co działo się z realizacją porozumienia z 8 lutego 2018 roku, ale nie tylko, bo także z innymi działaniami rządu w 2019 roku.

Zasadniczym postulatem środowiska lekarzy, w tym PR i OZZL jako całości, zawsze było i jest stworzenie wydolnego systemu publicznej ochrony zdrowia, stabilnego finansowo, bezpiecznego dla chorych i pracowników. Mówiąc skrótowo i w nawiązaniu do akcji billboardowej prowadzonej przez OZZL przed paru miesiącami, powinien to być taki system, w którym chorzy nie umierają w kolejkach do lekarza, a lekarze nie umierają na dyżurach. Dzisiaj bowiem jest odwrotnie. Wysokość nakładów jest tylko jednym z wielu czynników, które pozwalają na stworzenie takiego systemu, chociaż niezwykle ważnym. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy przedstawiciele rządu (między innymi wiceminister Waldemar Kraska podczas wizyty w Katowicach), nie było postulatem PR i OZZL zwiększenie nakładów na publiczne lecznictwo do kwoty równej 6 proc. PKB w roku 2024, ale do kwoty 6,8 proc. PKB to natychmiast albo – ostatecznie - przez 2, 3 lata. Wysokość 6 proc. PKB w roku 2024 została przez PR przyjęta do wiadomości tylko z powodu kategorycznego stwierdzenia przez przedstawicieli rządu, że państwo nie ma takich środków, aby natychmiast zwiększyć finansowanie publicznej ochrony zdrowia do 6,8 proc. PKB (trzeba by na to wydać ok. 40 mld zł). W niedługim czasie po tym okazało się jednak, że rząd ma takie pieniądze, ale przeznaczy je na cele inne niż zdrowie Polaków. Rząd udowodnił w ten sposób, że lekceważy problemy publicznej ochrony zdrowia, która stała się najbardziej zaniedbaną dziedziną spośród wszystkich bezpośrednio zależnych od rządu. Nic dziwnego zatem, że w porozumieniu z PR rząd ustalił, iż poziom nakładów deklarowany jako 6 proc. PKB w roku 2024 w rzeczywistości nigdy nie zostanie osiągnięty (przy trwałym wzroście PKB), bo wskaźnik odnosi się do wartości PKB sprzed dwóch lat. Rząd „przechytrzył” rezydentów i pacjentów, aby zaoszczędzić środki na inne cele niż ratowanie zdrowia i życia Polaków.

Czy przeznaczanie 6,8 proc. PKB na publiczną ochronę zdrowia jest postulatem „ostatecznym”, czy będzie tak, jak ironizował wiceminister Kraska, że „w tej chwili słyszymy, że to ma być 6,8, za chwilę usłyszymy, że 7 itd.”?

Najważniejszym postulatem rezydentów i OZZL, jest i zawsze było stworzenie systemu publicznej ochrony zdrowia, który będzie wydolny i bezpieczny dla chorych i pracowników. Wysokość nakładów ma największe znaczenie, ale nie jedyne. Nie chodzi przy tym o konkretną kwotę nakładów, ale oto, aby były one wystarczające w stosunku do potrzeb (do zakresu bezpłatnych świadczeń gwarantowanych). Postulat przeznaczenia 6,8 proc. PKB na publiczną ochronę zdrowia został sformułowany, gdyż według opinii wielu ekspertów jest to najniższa kwota, jaka może zapewnić prawidłowe funkcjonowanie publicznej ochrony zdrowia. Z czasem jednak i ona może okazać się niewystarczająca, bo stale rośnie zapotrzebowanie na świadczenia zdrowotne wskutek starzenia się społeczeństwa oraz wzrastają koszty świadczeń z powodu postępów nauki i technologii (każdy chce być leczony i diagnozowany jak najlepszymi metodami). Ten wzrost kosztów można ograniczyć, jeśli wybierze się racjonalny model publicznej ochrony zdrowia – tak, aby pacjenci nie nadużywali pomocy medycznej, a świadczeniodawcy nie mnożyli świadczeń bez uzasadnienia. Rząd nie przedstawił jednak żadnej propozycji uwzględniającej taki postulat. Nakłady w wysokości 6 proc. PKB byłyby – prawdopodobnie – wystarczające jeszcze około 10 lat temu lub wcześniej, np. w roku 2007, kiedy ówczesny premier Jarosław Kaczyński i ówczesny minister zdrowia Zbigniew Religa zapowiadali wzrost składki na NFZ do 13 proc. i wzrost ogólnych nakładów na publiczne lecznictwo do 6 proc. PKB w roku 2011. Na marginesie: jest rzeczą dziwną, że ministrowie odpowiedzialni za ochronę zdrowia z taką determinacją bronią się przed postulatem lepszego finansowania lecznictwa i zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego dla Polaków oraz bezpiecznych warunków pracy dla lekarzy. Dziwne jest też, że próbują zdyskredytować, a nawet wykpić tych (w tym przypadku rezydentów), którzy takie postulaty formułują. Czy ktoś słyszał, aby np. minister obrony narodowej wyśmiewał postulat lepszego finansowania armii i zapewnienia większego bezpieczeństwa polskich granic?

Dlaczego akcja odbywa się w okresie okołowyborczym?

Akcja została zaplanowana w okresie okołowyborczym, bo jest to czas, kiedy rządzący i politycy bardziej wsłuchują się w głos obywateli. Jest zatem większa nadzieja, że postulaty formułowane przy okazji tej akcji trafią do polityków, w tym do rządu, i zechcą oni na nie odpowiedzieć. Nie oznacza to jednak, że po wyborach sprawa ucichnie, a sytuacja wróci do normy. Lepiej, żeby rządzący się nie łudzili. Akcja bowiem nie ma charakteru epizodycznego, lecz ma na trwale zmienić zachowania lekarzy – tak, aby niemożliwe było dalsze łatanie dziur w systemie nadmierną ich pracą. Ta zmiana zachowania jest zresztą widoczna już teraz. Braki lekarzy w różnych miejscach np. na SOR-ach wynikają właśnie z tego, że wielu lekarzy ograniczyło czas pracy. W wielu miejscach lekarze są jeszcze zmuszani (w taki czy inny sposób) do nadmiernie długiej pracy, ale powoli ulega to zmianie. OZZL powołał komisję, której zadaniem jest śledzenie takich przypadków i odpowiednia interwencja.

Dlaczego lekarze zamiast prowadzić dialog z rządem próbują wywierać na rząd presję?

OZZL od lat zabiegał o rozmowę z rządzącymi dotyczącą systemu publicznej ochrony zdrowia, w tym zasad wynagradzania lekarzy. Dotyczy to również obecnego rządu. W ostatnich latach (od lutego 2016 r.) OZZL – samodzielnie lub z innymi związkami zawodowymi, skupionymi w tzw. Porozumieniu Zawodów Medycznych, wysłał 17 pism do kolejnych premierów albo do prezesa PiS (w jednym przypadku do marszałka senatu) z wnioskiem o podjęcie dialogu w sprawie kształtu systemu publicznej ochrony zdrowia, w tym zasad wynagradzania lekarzy oraz o spotkanie w tej sprawie z przedstawicielami OZZL. Wszystkie te pisma zostały zlekceważone i nie doczekały się merytorycznej odpowiedzi. Te działania podważają tezę chętnie głoszoną przez przedstawicieli rządu, że „rząd słucha Polaków”.

Jakie są i czy w ogóle zgłaszane są postulaty płacowe rezydentów i lekarzy specjalistów?

OZZL stał zawsze na stanowisku, że właściwe wynagrodzenie pracowników ochrony zdrowia, w tym lekarzy, powinno być elementem racjonalnego systemu publicznej ochrony zdrowia. W tym zakresie panuje chaos. Część pieniędzy na płace pochodzi ze środków otrzymywanych przez placówki medyczne za wykonane świadczenia zdrowotne, część w postaci dopłat z budżetu państwa do wynagrodzeń, przy czym dopłaty są różne dla różnych grup zawodowych, miejsc pracy i dotychczasowych wynagrodzeń. Nie ma żadnych mechanizmów waloryzacji płac. Jedynym sposobem na podwyżkę jest strajk lub inna forma aktywnego protestu. Dlatego można powiedzieć, że w publicznej ochronie zdrowia funkcjonuje „strajkowy system kształtowania płac”. OZZL oraz Porozumienie Zawodów Medycznych, skupiające największe ogólnopolskie związki zawodowe pracowników ochrony zdrowia, zwracały się wielokrotnie do premiera RP z wnioskiem o podjęcie negocjacji w sprawie „umowy społecznej”, która by uregulowała w sposób trwały - np. w formie układu zbiorowego - sposób wynagradzania i inne warunki pracy w publicznej ochronie zdrowia. Nigdy nie uzyskaliśmy jakiejkolwiek merytorycznej odpowiedzi na nasz wniosek. Nie odegrała swojej roli ustawa o płacach minimalnych w ochronie zdrowia, bo poziom wynagrodzeń tam ustalonych jest tak niski, że nie poprawia to sytuacji finansowej pracowników medycznych, a jedynie stabilizuje ich biedę. Podwyżki przyznane lekarzom przez ministra zdrowia na mocy porozumienia między MZ a PR OZZL z 8 lutego 2018 roku mają jedynie epizodyczny i czasowy charakter. Podwyżki dla lekarzy specjalistów obowiązują tylko do roku 2020. Podwyżki dla lekarzy rezydentów ustalone w odpowiednim rozporządzeniu MZ nie znalazły potwierdzenia w rządowym projekcie zmian ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, gdzie pozostawiono zapis, iż wynagrodzenie lekarza rezydenta nie może być niższe niż 70 proc. przeciętnej płacy krajowej (sprzed dwóch lat). Podtrzymujemy zatem nasz wniosek o trwały system kształtowania i waloryzacji płac w publicznej ochronie zdrowia. Jesteśmy otwarci na różne propozycje, które jednak muszą uwzględniać status zawodu lekarza i wynagrodzenia osiągane w innych porównywalnych zawodach.

Dlaczego lekarze nie chcą poczekać na pozytywne efekty programu naprawy publicznej ochrony zdrowia realizowanego przez rząd?

Problemem jest, że nie ma takiego programu. Nie wiadomo np. czy obowiązuje oficjalny program PiS przewidujący likwidację NFZ i wprowadzenie budżetowej służby zdrowia. Nigdy nie wycofano się z niego, a jedynie zawieszono realizację (po wprowadzeniu pierwszego etapu w postaci tzw. sieci szpitali). Równocześnie w końcowym dokumencie debaty „Wspólnie dla zdrowia”, która miała wskazać kierunek zmian w publicznej ochronie zdrowia, uznano, że obecny system publicznej ochrony zdrowia jest – w zasadzie - dobry i należy go jedynie nieco zmodyfikować. Warto zaznaczyć, że w debacie tej nie przewidziano udziału umocowanych przedstawicieli OZZL ani samorządu lekarskiego. Jest to kolejny dowód na to, że rząd nie chce prowadzić dialogu z lekarzami w sprawach dotyczących kształtu systemu publicznej ochrony zdrowia.

Podsumowując, akcja to nie jest jednorazowy zryw, ale działania mające na celu trwałą zmianę zachowań lekarzy. Naszym celem jest ochrona zdrowia lekarzy, uniknięcie stwarzania niebezpieczeństw dla pacjenta z powodu błędów popełnianych przez przepracowanych lekarzy, skłonienie rządzących do naprawy publicznego systemu opieki zdrowotnej w sytuacji, gdy nie będzie już możliwości ukrywania niewydolności systemu poprzez zmuszanie lekarzy do nadmiernej pracy.

Liczymy na to, że rządzący przedstawią program reformy ochrony zdrowia, który będzie przewidywał powstanie wydolnego, „bezkolejkowego” systemu, bezpiecznego dla pacjentów i pracowników ochrony zdrowia, stabilnego finansowo. Elementem tego programu musi być też trwały system kształtowania warunków pracy i płacy pracowników medycznych, w tym lekarzy, przewidujący nie tylko odpowiednie wynagrodzenia, ale i mechanizmy ich waloryzacji, aby podwyżki nie dokonywały się tylko „od strajku do strajku”.

Przeczytaj także: "Zakaz pracy powyżej 48 godzin tygodniowo!", "Kraska: Postulaty rezydentów z Akcji Zdrowa Praca są dla mnie troszeczkę dziwne" i "Niedofinansowanie systemu przyczyną śmierci pacjentów?".

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania kont na Twitterze i LinkedInie: www.twitter.com/MenedzerZdrowia i www.linkedin.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe