Archiwum

Wypłaty uwierają rządzących

Wyślij:
Udostępnij:
Redaktor: Krystian Lurka
|
Źródło: Krzysztof Bukiel
– Propozycja posła Bolesława Piechy, czyli sugestia, że dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie odgórnych ograniczeń płac w publicznych szpitalach, wcale mnie nie oburzyła jak wielu innych lekarzy. W pewnym sensie jestem z niej nawet zadowolony, bo oznacza to, że problem wynagrodzeń lekarzy stale „uwiera” rządzących – pisze w „Menedżerze Zdrowia” Krzysztof Bukiel.
Komentarz przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy dr. Krzysztofa Bukiela:
Kwestia wypłat pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych „uwiera” rządzących – dowodzi tego to, o czym pan poseł Piecha mówił w wywiadzie dla „Menedżera Zdrowia” pod tytułem „Należałoby ustalić górną granicę zarobków lekarzy”. Wynagrodzenia, oczywiście, „uwierają” polityków partii rządzącej inaczej niż nas – medyków.

Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości uważają bowiem, że problemem jest to, iż lekarze potrafią sobie wynegocjować w szpitalach zbyt wysokie wynagrodzenia, które ich zdaniem „rujnują” budżety szpitali. My natomiast uważamy, że kłopotem jest zbyt niska – ustawowo gwarantowana – pensja minimalna dla lekarzy.

To prawda, że lekarze w wielu publicznych szpitalach korzystają z możliwości wymuszenia wyższych płac niż pensje minimalne przewidziane w ustawie przez rządzących. Jeśli jednak te płace „rujnują” budżety szpitali, to nie dlatego, że są one tak wysokie, ale dlatego, że budżety szpitali są tak niskie, „skrojone” na ustawowe płace minimalne, a nawet – jak widać ostatnio – jeszcze skromniej.

Nie uważam – w przeciwieństwie do wielu lekarzy – że jest coś niedozwolonego w takim pomyśle, aby w publicznych szpitalach, obok gwarantowanej pensji minimalnej, była też określona pensja maksymalna. Rozumiem oczekiwania dyrektorów szpitali, że w takim systemie finansowania szpitali, jaki jest – administracyjnym, a nie rynkowym – chcieliby oni wiedzieć, że nie wydadzą na płace więcej niż określona kwota. Jeśli będzie to wynikiem porozumienia zawartego na drodze równoprawnych negocjacji zainteresowanych stron, to rzeczą naturalną jest, że obie strony będą chciały coś z tego mieć – lekarze odpowiednie gwarantowane wynagrodzenia, a państwo stabilizację wydatków na pensje lekarskie. Nie będzie to złamaniem zasady wolności zawodu, jeśli nie będzie przymusu pracy w publicznych zakładach ochrony zdrowia. Takiego przymusu nie można jednak wprowadzić przy obowiązującej obecnie konstytucji.

Oczywiście, publiczna ochrona zdrowia mogłaby działać na zasadach rynkowych, bez siatki płac, a nawet bez gwarantowanych płac minimalnych. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy przez ostatnie 30 lat zabiegał o wprowadzenie takich zasad do publicznej ochrony zdrowia, ale politycy konsekwentnie od systemu rynkowego odchodzą i starają się ręcznie sterować rynkiem. W takiej sytuacji płace minimalne są konieczne, aby nie dochodziło do nieograniczonego wyzysku pracowników przez dyrektorów szpitali. Płace maksymalne są podobnym „bezpiecznikiem” – działającym w odwrotnym kierunku – dla dyrektorów.

Pytaniem jest jednak, czy wypowiedź pana posła Piechy ma w ogóle jakiekolwiek znaczenie, czy jest tylko luźno rzuconą myślą, jaka akurat przyszła mu do głowy albo jakąś „wrzutką” propagandową, która ma stworzyć wrażenie, że kłopoty finansowe szpitali nie wynikają z ich niedofinansowania, lecz z pazerności lekarzy.

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński – podczas spotkania z mieszkańcami Konina, które zorganizowano 24 lipca – stwierdził, że jego ugrupowanie chce, aby lekarze zatrudnieni w publicznej ochronie zdrowia pracowali tam „na wyłączność” i za to byli bardzo dobrze wynagradzani – najlepsi nawet kwotą 60–80 tys. złotych miesięcznie. Można by to odczytać jako propozycję właśnie owych maksymalnych wynagrodzeń. W odpowiedzi na tę wypowiedź prezesa Kaczyńskiego OZZL skierował pisma do niego i do ministra zdrowia, wyrażając poparcie dla tej propozycji i wnioskując o podjęcie konkretnych rozmów w tej sprawie między resortem a związkiem. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi od obu panów. Można by zatem pomyśleć, że nie potraktowali oni słów prezesa PiS poważnie.

Jak zatem mamy potraktować wypowiedź pana posła Piechy?

Gdyby jednak uznać, że propozycja posła jest złożona na poważnie, to kilka spraw jest szczególnie ważnych.

Ewentualne porozumienie musi być zawarte między przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia a reprezentacją zawodową lekarzy – medyków z OZZL i ewentualnie z Naczelnej Rady Lekarskiej, a nie z Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia, który lekarzy nie reprezentuje, a z którym minister Niedzielski usilnie negocjuje płace lekarskie.

Rządzący muszą sobie uświadomić, że żadne porozumienie nie będzie działać, jeżeli nie będzie na nie faktycznej zgody osób zainteresowanych, czyli lekarzy. Siatka płac wprowadzona na siłę da co najwyżej taki skutek, że medycy w jeszcze większej liczbie przestaną pracować w publicznej ochronie zdrowia.

Ważna jest tak samo wysokość pensji maksymalnej, jak i minimalnej. Dla niektórych istotna będzie ta pierwsza, dla – chyba – większości ta druga. Trzeba też ustalić, czy wiąże się z tym praca „na wyłączność” w publicznym zakładzie, czy nie.

Podsumowując – wynagrodzenia lekarskie, ich wysokość, sposób kształtowania w publicznej ochronie zdrowia jest nadal nierozwiązanym problemem, zwłaszcza w sytuacji, gdy rządzący postanowili, że publiczną ochroną zdrowia będą zarządzać ręcznie. Można by spróbować coś z tym zrobić, można by nawet znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące obie strony – lekarzy i państwo. Do tego jednak potrzebna jest dobra wola ze strony rządzących, uznanie przez nich zawodowej reprezentacji lekarzy, uznanie podmiotowości lekarzy jako odrębnej grupy zawodowej oraz wiarygodność rządzących. Nasze dotychczasowe doświadczenia w każdym z wyżej wymienionych elementów są złe.

Przeczytaj także: „Nadregulacja szkodzi”, „Należałoby ustalić górną granicę zarobków lekarzy”, „Konkurencja jest dobra” i „Centralny planista nie potrafi kalkulować”.

 
© 2023 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.