Co zawierają kosmetyki?
Alarmujące dane dotyczące zawartości kosmetyków przedstawili naukowcy z Cape Town.
Afrykańscy badacze chcieli sprawdzić, co zawierają i skąd pochodzą popularne produkty kosmetyczne dostępne w Republice Południowej Afryki. Wyniki okazują się zaskakujące i dosyć niekorzystne, nawet dla teoretycznie oddalonych od tego problemu Europejczyków.
Łącznie sprawdzano 29 produktów. Spośród nich 22 były kupowane "w sposób nieformalny" a dwa można było nabyć bez recepty. Wśród badanych kosmetyków aż 22 (75,9%), wszystkie importowane i kupowane od nieformalnych sprzedawców, zawierały nielegalne lub zabronione składniki. Blisko połowa (13, 44,8%) miała w swoim składzie steroidy (propionian klobetazou i betametazon). Nieco mniej, choć również dużo - 12, 41,4% miało zawierać rtęć (30–2300 ppm) i hydrochinon (11 - 37,9%). Najwięcej produktów pochodziło z Włoch (27.3%, n = 6) oraz Indii (22.7%, n = 5) i Demokratycznej Republiki Kongo (22.7%, n = 5). Część produktów była zaś wytwarzana na Wybrzeżu Kości Słoniowej (9.1%, n = 2), USA (9.1%, n = 2) oraz w Wielkiej Brytanii i Francji ( po 4.5%, n = 1). Dwa produkty z Indii i Kongo zawierały wszystkie badane szkodliwe substancje. Spośród 12 kosmetyków z rtęcią, 10 miało także w składzie hydrochinon i/lub steroid, mimo że przy żadnym z tych produktów w oficjalnym składzie nie była wykazana rtęć. Warto wreszcie zauważyć, że większa część badanych kosmetyków zawierała steroidy (76,9%).
W końcu artykułu jego autorzy podkreślają, że mimo zakazu nałożonego na rozjaśniacze skóry w Unii Europejskiej, aż jedna trzecia tego typu testowanych kosmetyków pochodziła z Europy. Apelują oni także o wzmocnienie prawa międzynarodowego tak, by mogło ono skuteczniej chronić konsumentów.
Wyniki tego badania mogą być także ostrzeżeniem dla polskich klientów kupujących kosmetyki z niepewnych źródeł. Szczegóły dotyczące badania można znaleźć w Clinical and Experimental Dermatology.
Łącznie sprawdzano 29 produktów. Spośród nich 22 były kupowane "w sposób nieformalny" a dwa można było nabyć bez recepty. Wśród badanych kosmetyków aż 22 (75,9%), wszystkie importowane i kupowane od nieformalnych sprzedawców, zawierały nielegalne lub zabronione składniki. Blisko połowa (13, 44,8%) miała w swoim składzie steroidy (propionian klobetazou i betametazon). Nieco mniej, choć również dużo - 12, 41,4% miało zawierać rtęć (30–2300 ppm) i hydrochinon (11 - 37,9%). Najwięcej produktów pochodziło z Włoch (27.3%, n = 6) oraz Indii (22.7%, n = 5) i Demokratycznej Republiki Kongo (22.7%, n = 5). Część produktów była zaś wytwarzana na Wybrzeżu Kości Słoniowej (9.1%, n = 2), USA (9.1%, n = 2) oraz w Wielkiej Brytanii i Francji ( po 4.5%, n = 1). Dwa produkty z Indii i Kongo zawierały wszystkie badane szkodliwe substancje. Spośród 12 kosmetyków z rtęcią, 10 miało także w składzie hydrochinon i/lub steroid, mimo że przy żadnym z tych produktów w oficjalnym składzie nie była wykazana rtęć. Warto wreszcie zauważyć, że większa część badanych kosmetyków zawierała steroidy (76,9%).
W końcu artykułu jego autorzy podkreślają, że mimo zakazu nałożonego na rozjaśniacze skóry w Unii Europejskiej, aż jedna trzecia tego typu testowanych kosmetyków pochodziła z Europy. Apelują oni także o wzmocnienie prawa międzynarodowego tak, by mogło ono skuteczniej chronić konsumentów.
Wyniki tego badania mogą być także ostrzeżeniem dla polskich klientów kupujących kosmetyki z niepewnych źródeł. Szczegóły dotyczące badania można znaleźć w Clinical and Experimental Dermatology.
Źródło:
Źródło M. H. Maneli1, L. Wiesner2, C. Tinguely3, L. M. Davids4, Z. Spengane1, P. Smith2, J. C. van Wyk1, A. Jardine5 andN. P. Khumalo1,* Clinical and Experimental Dermatology Combinations of potent topical steroids, mercury and hydroquinone are common in
Źródło M. H. Maneli1, L. Wiesner2, C. Tinguely3, L. M. Davids4, Z. Spengane1, P. Smith2, J. C. van Wyk1, A. Jardine5 andN. P. Khumalo1,* Clinical and Experimental Dermatology Combinations of potent topical steroids, mercury and hydroquinone are common in
Kategorie:
Inne