Martwica płac
iStock
Wojciech Kaczor, były urzędnik kilku ministerstw i prezes Fundacji Sprawne Państwo, pisze o „martwicy płac”, czyli chorobie, która toczy zaplecze eksperckie decydujące o systemie ochrony zdrowia. – Za konkretnymi strategicznymi decyzjami stoi nie pojedynczy minister, nie kilku jego doradców, lecz setki anonimowych pracowników, którzy długimi tygodniami przygotowują warianty pod konkretne zmiany. To, w jakich warunkach są zatrudnieni, ma ogromny wpływ na rzetelność tych analiz oraz ostateczny dokument, który trafia na ministerialne biurko – podkreśla.
- 13 października w tekście „Specjalista idealista” opisaliśmy zarobki w publicznych instytucjach zdrowotnych, w których wykwalifikowanym specjalistom proponuje się uposażenia bliskie najniższej krajowej – omówiliśmy oferty pracy z Ministerstwa Zdrowia, Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych oraz Narodowego Funduszu Zdrowia
- Potem głos zabrała Iga Lipska, była dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia – w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” opowiedziała o wstydliwych sytuacjach. W wywiadzie „Zdolna, ale bez zdolności na telewizor” mówiła o głównej specjalistce z Wydziału Refundacji, która zrezygnowała z pracy, bo bank odmówił jej zakupu telewizora na raty. Stwierdził, że kobieta nie ma zdolności kredytowej. To przesądziło o złożeniu wypowiedzenia
- To nie koniec! „Menedżer Zdrowia” kontynuuje ten ważny dla branży temat
- Publikujemy tekst Wojciecha Kaczora, byłego urzędnika kilku ministerstw, a dziś prezesa Fundacji Sprawne Państwo, który dowodzi, jak „martwica płac” toczy zaplecze eksperckie decydujące o systemie ochrony zdrowia
Krótki, ale wstrząsający wywiad, jakiego Iga Lipska udzieliła „Menedżerowi Zdrowia”, to doskonała okazja, aby spojrzeć na kondycję państwowego systemu z innej perspektywy. Czy struktura tak złożona, finansowana przez tak wiele podmiotów i od tak wielu podmiotów zależna, może funkcjonować dobrze, jeśli osoby odpowiedzialne za jej organizację pracują w skrajnie niesprzyjających okolicznościach?
O czym mówiła Iga Lipska? W skrócie – o byłych współpracownikach z Wydziału Refundacji. Wspominała urzędników, fachowców w swoich dziedzinach, którzy początkowo godzili się na stawki znacznie niższe od rynkowych i byli gotowi na wyrzeczenia w imię idei. Z czasem jednak odchodzili. Sektor prywatny oferował im znacznie wyższe pensje i komfort funkcjonowania. Komercja wzbogacała się o świetnych ekspertów, znających się na twardych regulacjach jak nikt inny. Natomiast państwo traciło bezcenną wiedzę oraz doświadczenie, którego nie zastąpi nowy pracownik ściągnięty na ulicę Miodową.
Niekończąca się opowieść
Zanim przejdę do analizy sytuacji kadrowej w Ministerstwie Zdrowia, warto dopisać krótkie postscriptum do wspomnianego wywiadu.
Tekst „Specjalista idealista” opublikowano 13 października, a wywiad „Zdolna, ale bez zdolności na telewizor” – 18 października.
Zestawienie stanowisk w resorcie zdrowia – z tekstu „Menedżera Zdrowia”
Ministerstwo Zdrowia:
- specjalista do spraw refundacyjno-analitycznych w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji – ok. 5100 zł netto,
- specjalista do spraw dostępności i bezpieczeństwa produktów leczniczych w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji – ok. 5100 zł netto,
22 października pojawił się kolejny wakat w Ministerstwie Zdrowia.
Tym razem poszukiwano specjalisty do Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji – do Wydziału Dostępności i Bezpieczeństwa Produktów Leczniczych.
Jakimi zadaniami ma się zajmować poszukiwana osoba?
Z ogłoszenia nr 169306 dowiadujemy się, że do jej głównych obowiązków należy prowadzenie postępowań w zakresie:
- sprowadzania z zagranicy produktów leczniczych (nieposiadających pozwolenia na dopuszczenie do obrotu) oraz środków spożywczych specjalnego przeznaczenia, niezbędnych do ratowania życia lub zdrowia,
- refundacji wymienionych wyżej produktów i środków,
- zapewnienia ich płynnej dostępności dla pacjentów na terytorium Polski.
Oczekuje się też, że nowy pracownik będzie prowadził merytoryczne prace legislacyjne obejmujące mechanizmy importu i refundacji zawarte w Prawie farmaceutycznym.
Wymagania niezbędne (absolutnie konieczne do przejścia do kolejnego etapu rekrutacji) to wyższe wykształcenie magisterskie na kierunku prawo lub administracja oraz znajomość licznych, niezwykle skomplikowanych ustaw. Co ciekawe, wśród warunków dodatkowych wymieniono: umiejętność rozwiązywania problemów pod presją czasu, odporność na stres oraz samodzielność. Stanowi to doskonałą wskazówkę, czego należy się spodziewać po codziennej pracy w resorcie.
Wynagrodzenie zasadnicze proponowane na tym stanowisku to 7107 zł brutto. Gwoli uczciwości należy do tego praktycznie z automatu doliczyć tzw. trzynastkę, wypłacaną w budżetówce niemal bezwarunkowo. Daje to urealnioną wartość pensji podstawowej w wysokości 7700 zł brutto miesięcznie. Po odliczeniu zobowiązań podatkowo-składkowych pracownik otrzymuje na rękę około 5579 zł.
To wciąż pensja zasadnicza. Nie uwzględnia ona innych składników, które w administracji rządowej bywają jednak skrajnie niepewne. Nowy urzędnik może otrzymać nagrodę za szczególne osiągnięcia, ale jest to wyłącznie dobra wola przełożonego uwarunkowana budżetem instytucji. Podobnie wygląda kwestia dodatku stażowego, przysługującego dopiero po przekroczeniu progu pięciu lat udokumentowanego doświadczenia zawodowego (rośnie on od 5 proc. pensji, by po dwudziestu latach osiągnąć maksymalnie 20 proc.). Na pozostałe gratyfikacje finansowe również nie ma żadnej twardej gwarancji.
W skrócie, Ministerstwo Zdrowia, odpowiadające za strategiczne kierunki polityki refundacyjnej, poszukuje merytorycznego fachowca, proponując mu 5579 zł netto miesięcznie.
Pieniądze to nie wszystko? Ktoś powie – dobrze, początkujący pracownicy resortu nie zarabiają wiele, ale państwo rekompensuje to na inne sposoby. I faktycznie, dział kadr dba, by w ogłoszeniu nie zabrakło zachęcających wzmianek o ruchomym czasie pracy, dopłatach do biletów kulturalnych czy preferencyjnym pakiecie ubezpieczeń.
Nagrody przekonują do niezmieniania pracy?
Występując do Departamentu Służby Cywilnej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o zbiory danych, poznałem twarde liczby dotyczące pracy przy ul. Miodowej w 2025 r.
Wnioski:
- Nagrody motywacyjne – im wyżej, tym lepiej. W 2025 r. przyjęto zasadę: im więcej ktoś zarabia ogółem, tym statystycznie wyższe otrzymuje nagrody za szczególne osiągnięcia (tak w służbie cywilnej nazywa się premie uznaniowe). Przeciętna nagroda w ujęciu kwartalnym wyniosła ok. 3438 zł dla stanowisk wyższych, 1906 zł dla koordynujących i zaledwie 764 zł dla stanowisk specjalistycznych. Oczywiście to wartości uśrednione – te pieniądze nie wpływają regularnie na konta. Pokazują jednak jednoznacznie, że system motywuje finansowo przede wszystkim dyrekcję. Zjawisko to zaskakuje, jeśli spojrzymy na wskaźniki rotacji właśnie na tym szczeblu.
- Urząd kadrowej niestabilności. Rotacja na dyrektorskich stanowiskach w ministerstwie utrzymuje się na gigantycznym poziomie (w 2024 r. wynosiła 35,5 proc., a w 2025 r. już 41,7 proc.). Takie zmiany absolutnie nie sprzyjają ciągłości funkcjonowania urzędu, a to przecież na tych osobach spoczywa odpowiedzialność za zarządzanie całymi zespołami fachowców. Fluktuacja na stanowiskach wykonawczych prezentuje się nieco stabilniej, choć wciąż przekracza 10 proc. – w 2025 r. ze stanowisk samodzielnych i specjalistycznych odeszły łącznie 72 osoby.
Co z tą „martwicą płac”?
Powyższe dane i informacje nie dają pełnego obrazu administracji w Ministerstwie Zdrowia, pozwalają jednak zajrzeć za szczelnie zamknięte drzwi. Uświadamiają, że system to znacznie więcej niż lepszej czy gorszej jakości przepis prawa.
Analizując stan polskiej ochrony zdrowia, zbyt często ślizgamy się po powierzchni, a rozmowy skupiają się wokół personaliów i wzniosłych liczb: nakładów na konkretne świadczenia zdrowotne, przeliczników medyków na 100 tys. czy zestawień ze średnią unijną. W tym wszystkim gubimy jednak to, że za konkretnymi decyzjami strategicznymi stoi nie jeden ten, czy inny minister, nie kilku jego doradców, ale często setki anonimowych pracowników, którzy długimi tygodniami pracują na opracowaniem wariantów pod konkretną reformę. To, w jakich warunkach pracują, ma ogromny wpływ na jakość tej pracy i jakość tego, co ostatecznie trafia na biurko decydenta.
Dopóki państwo nie zacznie przykładać odpowiedniej wagi do warunków zatrudnienia specjalistów, dopóty jakość prac najważniejszych instytucji publicznych będzie pozostawiała wiele do życzenia. Wydaje się, że skomplikowany system ochrony zdrowia zaczął się sypać dokładnie w tym momencie, w którym pozostawiony na pastwę finansowej wegetacji „mózg państwa” dotknęła postępująca martwica.
Krótko o fundacji
Fundacja Sprawne Państwo to niezależna organizacja powołana przez doświadczonych, byłych urzędników, której celem jest podnoszenie rzetelności, sprawności i efektywności instytucji publicznych.
Przeczytaj także: „Dlaczego Piotr Warczyński odszedł z resortu?”.
Więcej tekstów z cyklu „Specjaliści idealiści” po kliknięciu w poniższy baner.
