Wyślij
Udostępnij:
 
 
iStock

Student dydaktykiem?

Autor: Krystian Lurka |Data: 02.07.2022
 
 
Przedstawiciele resortu zdrowia chcą, aby studenci szóstego roku medycyny mogli prowadzić zajęcia z nauk podstawowych dla tych z pierwszych lat. Czy to dobry pomysł – co o tym sądzą eksperci? Pytamy Adama Fronczaka, Krzysztofa Kordela, Filipa Pawliczaka i Pawła Doczekalskiego.
25 maja wiceminister zdrowia Piotr Bromber podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, którego tematem były zmiany w systemie kształcenia przed- i podyplomowego lekarzy, poinformował, że „od 2015 r. liczba studentów kierunku lekarskiego w Polsce zwiększyła się o 7740 – do ponad 39 tysięcy”.

– 37 tysięcy z nich kształci się na uczelniach publicznych, z czego ponad 25 tysięcy w trybie nauki bezpłatnej. Znaczne zwiększenie rekrutacji sprawiło, że zaczyna brakować kadry nauczycielskiej, a w przyszłości, gdy liczba studentów będzie się zwiększać, deficyt ten może być jeszcze bardziej dotkliwy – stwierdził wiceminister, dodając, że „jeśli zwiększamy liczbę miejsc na kierunkach lekarskich – a tak się dzieje – to potrzebujemy większej liczby kadry dydaktycznej”.

– Rozważamy możliwość, by zdolni studenci szóstego roku mogli prowadzić zajęcia dla innych studentów z niższych roczników w ramach przygotowywanego programu „Młody dydaktyk” – zapowiedział wiceminister. Uzasadnił, że „program ma zachęcać młodych lekarzy do pozostawania na uczelni”.

O pomyśle mówił też minister zdrowia Adam Niedzielski 1 czerwca w Programie 1 Polskiego Radia.

– Kiedy studiowałem ekonomię, to, będąc na starszych latach, prowadziłem ćwiczenia jako asystent wielu wybitnych profesorów. To było nawet standardem, żeby takie ćwiczenia prowadzić. W przypadku medycyny ten wzorzec też można zastosować – stwierdził minister, dodając, że „nie ma co wzbudzać szczególnych emocji w tej sprawie”.

Czy to dobry pomysł?

„Menedżer Zdrowia” pyta o to ekspertów.

Z przedstawicielami resortu zgadzają się przedstawiciele starszego pokolenia, czyli dr hab. n. o zdr. Adam Fronczak z Zakładu Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i prezes Okręgowej Rady Lekarskiej WIL dr n. med. Krzysztof Kordel – urodzeni, odpowiednio, w 1957 r. i 1954 r.

Pierwszy z nich rozwiązanie ocenia jako „propozycję ze wszech miar słuszną”.

– Kształcenie kadr medycznych i pracowników naukowych trwa wiele lat. W tym czasie nauczyciele akademiccy są w stanie zauważyć i docenić studentów wybitnych i doskonale zorganizowanych. Ta grupa często uczestniczy w pracy kół naukowych, aktywnie współpracując z nauczycielami akademickimi. Pracownicy naukowi potrafią wskazać studentów, którzy wypełnią to zadanie skrupulatnie i efektywnie przekażą niezbędną wiedzę medyczną. Jeśli starsi studenci podejmą się takich działań, na pewno zrobią to dobrze, a rolą nauczyciela akademickiego będzie nadzór i ścisła współpraca ze studentem-dydaktykiem – tłumaczy Adam Fronczak w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia”. Podkreśla też, że „pomysł, aby studenci szóstego roku medycyny mogli prowadzić zajęcia z nauk podstawowych dla studentów pierwszych lat, nie jest nowy”.

– Jako student byłem zaangażowany w pracę Koła Naukowego przy Zakładzie Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi i proszono mnie o pomoc w prowadzeniu zajęć, a nawet pracę podczas kolokwiów. Oczywiście – zgadzałem się. Wielu moich kolegów z kół naukowych także uczestniczyło w pracy dydaktycznej – powiedział Fronczak.

O czasach minionych mówi też prezes Kordel.

– W przeszłości zarówno przed wojną, jak i po niej studenci starszych lat mogli być pomocnikami nauczycieli akademickich w naukach podstawowych. Wielu moich starszych kolegów tak zaczynało swoje kariery dydaktyczne i naukowe. Dzięki temu można sprawdzić, czy ktoś ma umiejętności dydaktyczne, a równocześnie była to możliwość zarobienia pieniędzy – zwraca uwagę Krzysztof Kordel, podkreślając, że „jako stary wykładowca dostrzega w pomyśle resortu same plusy”.

Innego zdania są przedstawiciele młodszego pokolenia.

Członek Naczelnej Rady Lekarskiej i sekretarz Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi Filip Pawliczak – urodzony w 1991 r. – pomysł, aby w systemie kształcenia kadry medycznej brali udział studenci medycyny, określa jako „próbę rozwiązania problemu, za który odpowiedzialne są Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Edukacji i Nauki, istotnie zwiększające liczbę miejsc na kierunkach medycznych w różnego rodzaju uczelniach”.

– Ostrzegaliśmy, że to przyczyni się do obniżenia poziomu nauczania, a ponadto edukacja tak dużej grupy studentów może być niemożliwa ze względu na nieliczną kadrę dydaktyczną – podkreśla Pawliczak.

Ekspert dzieli się też swoją historią.

– W trakcie studiów prowadziłem zajęcia jako przewodniczący studenckiego koła naukowego, ale odbywało się to na zupełnie innych zasadach, z innym zamysłem. Przede wszystkim pod bezpośrednim nadzorem opiekuna, czyli profesora – oraz bezpłatnie. Nie wyobrażam sobie, by standardem stało się wypaczenie jednolitych studiów magisterskich, regulowanych również procesem bolońskim, ciągłym zaangażowaniem studentów w proces dydaktyczny i to przy zobowiązaniu ich do samodzielności w tym zakresie. Nauczyciel akademicki powinien mieć potwierdzone kwalifikacje, tytuł minimum magistra, być adekwatnie wynagradzanym i mieć weryfikowane okresowo osiągnięcia naukowe w danej dziedzinie. Wymienione wymagania są nie do zastosowania dla studentów ostatnich lat – argumentuje Pawliczak, zwracając uwagę, że należy pamiętać o kwestii bezpieczeństwa pacjentów. – Proces kształcenia medyków, w którym osoba o niepełnej wiedzy nadzoruje i odpowiada za naukę kilka lat młodszych kolegów, jest nielogiczny i moralnie wątpliwy – podsumowuje.

Przewodniczący Komisji do spraw Młodych Lekarzy Paweł Doczekalski — urodziny 1988 r. – za to żali się, że plany resortu nie były wcześniej konsultowane z młodymi lekarzami.

– Wiceminister Piotr Bromber w kwietniu – kiedy był w Szczecinie gościem podczas posiedzenia Komisji Młodych Lekarzy, działającej przy Naczelnej Izbie Lekarskiej – mówił jedynie o planach zatrudniania studentów szóstego roku kierunków lekarskich w podmiotach leczniczych. Powiedzieliśmy wtedy, że podobne rozwiązanie już funkcjonuje w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Podkreślaliśmy jednak, że w trójmiejskim ośrodku zakres czynności studentów szóstego roku jest ściśle określony i ograniczony do prostych czynności pielęgnacyjnych oraz odciążenia lekarzy w obowiązkach biurokratycznych. Wtedy wiceminister stwierdził, że warto byłoby, wzorując się na GUMed, zastanowić się nad tym rozwiązaniem. Rozmowy były wstępne i ogólnikowe. Pytaliśmy o szczegóły, ale wiceminister nie odpowiedział. Nie było też mowy o tym, by studenci starszych roczników kształcili lub przyuczali młodszych studentów – opowiada Paweł Doczekalski, dodając, że „o tym, że ministerstwo rozważa możliwość, by studenci szóstego roku mogli prowadzić zajęcia dla tych z niższych roczników, usłyszeliśmy podczas posiedzenia sejmowej komisji”.

– Byliśmy zaskoczeni zapowiedzią. Takiego rozwiązania nikt z nami nie konsultował – podkreśla Doczekalski.

Ekspert krytykuje plany resortu.

– Wydaje się, że jest to próba wykorzystania studentów do rozwiązania problemów kadrowych na wydziałach lekarskich – mówi Doczekalski.

– To nie starsi studenci są od tego, by uczyć młodszych. Studia lekarskie – niezależnie od tego, czy są realizowane w trybie dziennym, czy zaocznym – są czasochłonne i wymagające. Na szóstym roku studenci często zdają egzaminy – powinni skoncentrować się na nauce, aby być jak najlepszymi medykami – podkreśla Doczekalski.

Ekspert zwraca uwagę na jeszcze jedno zagrożenie.

– Niewykluczone, że pracownicy naukowi w jakiś sposób uzależnialiby oceny studentów szóstego roku od stopnia ich zaangażowania w edukację młodszych. Jest wiele niewiadomych i domniemań. Koncepcja oparta na tym, by braki kadrowe łatać studentami, świadczy o zupełnie błędnym kierunku działań rządzących, środowisko lekarskie jednoznacznie krytycznie odnosi się do tego pomysłu.

Przeczytaj także: „Młody nauczy młodszego?”

 
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.