„Lex Kacprzyk” przyjęte ►
Sejm
Lekarz fałszujący dokumentację, recepty czy zwolnienia straci prawo do pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia – nawet dożywotnio. O zakazie zdecyduje prezes NFZ, a nazwisko specjalisty znajdzie się w jawnym rejestrze. Zmiany te, okrzyknięte mianem „Lex Kacprzyk”, czyli poprawkę klubu Rozwój Plus, zaakceptował Sejm, przyjmując nowelizację ustawy wprowadzającą nowe warunki zatrudniania personelu. O takie rozwiązanie zabiegał poseł Janusz Cieszyński, a z mównicy sejmowej przekonywał do niego poseł Fryderyk Kapinos.
- Koniec z bezkarnością za fałszerstwa. Lekarz, który spróbuje wyłudzić środki z NFZ – poświadczając nieprawdę w ewidencji czasu pracy, dokumentacji medycznej czy na zwolnieniach lekarskich – otrzyma czasowy, a w przypadku recydywy dożywotni zakaz pracy w publicznej ochronie zdrowia
- Pomysłodawcami tego byli politycy z klubu Rozwój Plus
– „Lex Kacprzyk” przyjęte. Wszyscy poza Konfederacją poparli propozycję Rozwoju Plus, która przewiduje, że okradający Narodowy Fundusz Zdrowia dostaną najpierw czasowy, a potem dożywotni zakaz pracy w sektorze publicznym – pochwalił się Janusz Cieszyński, były wiceminister zdrowia w rządzie Prawa i Sprawiedliwości, na X.
Wspomniana przez niego poprawka została złożona podczas pierwszego czytania jako wniosek mniejszości przez klub Rozwój Plus.
Nowelizację (z poprawką) przyjęto 22 października – pisaliśmy o tym w tekście „Zdrowotna ofensywa Tuska (i nie tylko)”. Zmienione przepisy to próba ukrócenia patologii, która ma skończyć z medycznymi milionerami i wyzyskiem Narodowego Funduszu Zdrowia. To w tym dokumencie wprowadzono limit 240 zł za godzinę oraz maksymalnie 320 godzin pracy w miesiącu.
Jak zadziała „Lex Kacprzyk”?
Nowe przepisy wprowadzają kary dla lekarzy dopuszczających się nadużyć finansowych.
Za pierwsze naruszenie przewidziano czasowy zakaz pracy w systemie publicznym, za kolejne – dożywotnie wykluczenie z możliwości udzielania świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Dodatkowo ukarany lekarz będzie miał obowiązek informowania pacjentów przyjmowanych prywatnie o nałożonej na niego sankcji.
Decyzję o wykluczeniu z systemu ma wydawać w drodze decyzji administracyjnej prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Stanie się tak w sytuacjach, gdy lekarz poświadczy nieprawdę w dokumentach stanowiących podstawę rozliczenia świadczeń lub w ewidencji czasu i miejsca ich udzielania. Podobne konsekwencje grożą za wystawienie zaświadczenia o niezdolności do pracy niezgodnego ze stanem faktycznym. Od decyzji prezesa NFZ będzie przysługiwało odwołanie do sądu. Utworzony zostanie również jawny rejestr ukaranych, a placówki medyczne dopuszczające ich do pracy będą narażone na wysokie kary finansowe.
Podczas debaty w drugim czytaniu stanowisko klubu Rozwój Plus omawiał poseł Fryderyk Kapinos.
Fragment posiedzenia z 22 października poniżej. Pod wideo dalsza część tekstu.
Wideo pochodzi ze strony internetowej: www.sejm.gov.pl/306B67.
Przypomniał głośną sprawę 27-letniego lekarza bez specjalizacji, który w Szpitalu Południowym w Warszawie zarobił w ciągu roku 1,6 mln zł, co skutkowało prokuratorskim śledztwem w sprawie fałszowania ewidencji czasu pracy. To dlatego tak poprawkę okrzyknęli „Lex Kacprzyk” – podajemy to nazwisko, bo posłowie Kapinos i Cieszyński nie kryli, że tego nawiązania.
– To był problem nieuczciwości i braku nadzoru – mówił Kapinos, sugerując, że poprawka jest konieczna.
– Zasada jest prosta. Lekarz, który poświadcza nieprawdę co do czasu pracy, miejsca udzielania świadczeń albo wykonywanych procedur, który wystawia fałszywe zwolnienie lub receptę, traci prawo do pracy za publiczne pieniądze. To są sprawy zero-jedynkowe. Nie chodzi o błąd w sztuce, tylko o fałszowanie dokumentów i wyciąganie pieniędzy z NFZ – argumentował Kapinos.
Ustawą wkrótce zajmie się Senat.
Co zapisano w „Lex Kacprzyk”?
Zgłoszona przez polityków Rozwoju Plus poprawka dodaje do ustawy systemowej nowy dział, sankcjonujący nadużycia ze strony personelu medycznego.
Jej najważniejsze założenia – szczegółowo opisana w sprawozdaniu sejmowej Komisji Zdrowia o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw (druk nr 3157) – to:
- Najpierw zakaz pracy w publicznym systemie. Prezes NFZ będzie mógł orzec zakaz udzielania świadczeń finansowanych ze środków publicznych na okres od miesiąca do ośmiu lat.
- Za co grożą sankcje? Kary będą dotyczyć lekarzy, którzy umyślnie poświadczą nieprawdę w dokumentacji medycznej (na przykład wpisując niewykonane procedury), zawyżą czas pracy (fałszowanie grafików i ewidencji dla NFZ) lub wystawią fałszywe zwolnienia lekarskie i orzeczenia w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.
- Potem dożywotnie wykluczenie. Jeśli lekarz powtórzy wyżej wymienione oszustwa w trakcie trwania zakazu lub w ciągu dziesięciu lat od jego zakończenia, prezes NFZ nałoży na niego dożywotni zakaz pracy w sektorze publicznym. Oszustwa nie przedawniają się przez pięć lat od ich popełnienia.
- Jawny rejestr oszustów. Prezes NFZ stworzy i będzie prowadził specjalny rejestr medyków objętych zakazami. Wykaz (zawierający imię, nazwisko i numer prawa wykonywania zawodu) będzie bezpłatnie i jawnie udostępniony na stronie internetowej Biuletynu Informacji Publicznej (BIP) NFZ.
- Współpraca NFZ i ZUS. Rejestr zakazów NFZ zostanie sprzężony z systemami ZUS. Jeśli Zakład Ubezpieczeń Społecznych cofnie lekarzowi upoważnienie do wystawiania zwolnień za umyślne fałszerstwa, lekarz ten automatycznie zostanie objęty zakazem pracy w NFZ na ten sam okres.
- Prawo do obrony. Przed wydaniem decyzji lekarz dostanie co najmniej czternaście dni na złożenie wyjaśnień. Wykonanie decyzji nakładającej zakaz jest natychmiastowe (nie wstrzymuje go odwołanie), jednak obwinionemu przysługuje droga odwoławcza do sądu pracy i ubezpieczeń społecznych. Sąd rozpatrzy odwołanie w przyspieszonym trybie – do miesiąca.
- Wyjątki dla ratowania życia. Lekarz objęty zakazem – pod rygorem surowych kar dla pracodawcy – nie ma prawa dotykać pacjentów w ramach świadczeń NFZ, niezależnie od tego, czy jest na etacie, czy na kontrakcie. Jedynym wyjątkiem jest sytuacja nagłego zagrożenia życia pacjenta, gdy w placówce brakuje innego dostępnego medyka.
Przeczytaj także: „Tachograf i stetoskop”.
