Debata o zdrowiu. Było „przepraszam” i apel o godność pacjentów
Sejm
Jedenaście miesięcy temu oczy opinii publicznej skupiły się na dwóch szczytach zdrowia – rządowym i prezydenckim, które zorganizowano w odpowiedzi na pogłębiający się kryzys finansowy i strukturalny w polskiej ochronie zdrowia. Nie minał rok, a mamy kolejną – tym razem ponad podziałami – „Narodową debatę o zdrowiu”. Mając w pamięci trwający od niemal początku X kadencji Sejmu „festiwal debat zdrowotnych”, trudno uwierzyć, że deklaracje współpracy podjęte w Sali Kolumnowej faktycznie przełożą się na konkretne ustawy w Sejmie i Senacie.
- W Sejmie odbyła się „Narodowa debata o zdrowiu”. Spotkanie co do zasady miało być pozbawione barw politycznych, a jego cel to wypracowanie spójnych reform systemu ochrony zdrowia
- Wydarzenie zgromadziło ponad pół tysiąca osób. Większość słuchaczy odnosiła się sceptycznie do próby zjednoczenia sił w walce o wspólne dobro wszystkich uczestników rynku ochrony zdrowia
- Marszałek Włodzimierz Czarzasty deklarował, że ma nadzieje, iż debata będzie pierwszym krokiem do wypracowania kompleksowych rozwiązań, których skuteczność zweryfikują przyszłe pokolenia Polek i Polaków, a nie kolejna kadencja parlamentu
- Najgłośniej wybrzmiały słowa jednej sprawiedliwej – siostry Małgorzaty Chmielewskiej. To ona powiedziała wprost: ciągłe liczenie pieniędzy skończy się tym, że osoby generujące największe koszty po prostu nie będą leczone
- Z ust dr. Michała Sutkowskiego, prezesa Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, padło też słowo „przepraszam” – za zaniedbania, za to, że pacjent wielokrotnie za długo czekał
Ale to już było...
W grudniu niespełna rok temu emocje rozpalały dwa szczyty zdrowia – rządowy: „Szczyt medyczny – bezpieczny pacjent”, który odbył się 4 grudnia – i prezydencki „Szczyt zdrowotny – na ratunek ochronie zdrowia” (5 grudnia).
Komentujący wówczas te wydarzenia dla „Menedżera Zdrowia” prezes NRL Łukasz Jankowski w tekście „U premiera politycy mówili, u prezydenta słuchali” wyraził nadzieję, że dożyjemy czasów, gdy będzie jeden szczyt, jedno spotkanie, w którym będziemy mogli uczestniczyć ponadpartyjnie.
I dożyliśmy ... przynajmniej niektórzy
W piątek 30 października doszło w Sejmie do „Narodowej debaty o zdrowiu”.
Wśród jej uczestników znaleźli się m.in.: prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, siostra Małgorzata Chmielewska ze wspólnoty Chleb Życia, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Mariola Łodzińska, przedstawiciele strony społecznej. Resort zdrowia reprezentował wiceminister Tomasz Maciejewski.
W debacie nie wzięła udziału, podobnie jak rok temu u prezydenta RP, minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. W piątek rano na antenie radia TOK FM skomentował to szef Kancelarii Sejmu Marek Siwiec, podkreślając, że gdyby tam była obecna jako przedstawiciel rządu, to rozpocząłby się ping-pong, łomot, na zasadzie „nie zrobiliście, a powinniście zrobić”. (...) Wszystkie wypowiedzi niezadowolonych ludzi byłyby kierowane do niej.
Nie przeciwko, lecz dla wspólnej sprawy
Otwierający debatę Włodzimierz Czarzasty, marszałek Sejmu X kadencji, rozpoczął od słów: – Kiedy przyszły do mnie organizacje pacjenckie z prośbą o dobatę, postawiłem jeden warunek – nie może ona być przeciwko komukolwiek. Żadne środowisko, które chce w niej uczestniczyć, nie może zostać pominięte i nikt nie może poczuć się urażony.
– Przyszło do mnie sporo mądrych ludzi i powiedziało, że jeżeli z tej zmiany systemu zdrowia ma coś wyjść, to niech politycy zaczną nas słuchać – nas, czyli środowisk pacjentkich, lekarskich, pielęgniarskich, bo to one są w tej sprawie mądrzejsze – zaznaczył marszałek.
– Ci wszyscy, którzy przyszli, mówili: Dajcie nam miejsce, gdzie wspólnie zaczniemy rozmawiać, jak ten system ma wyglądać. I żeby była jasność, nie jutro, nie za pół roku, nie za rok. Możemy dyskutować rok albo dwa lata, ale wypracujemy taki system, w którym ludzie będą żyli bezpiecznie – zarówno ci, którzy dbają o nasze zdrowie, jak i pacjenci. W Holandii dwadzieścia lat dyskutowano na ten temat i wypracowano odpowiedni model. I o to tak naprawdę chodzi – wyjaśnił marszałek.
Podkreślił przy tym, że jest mu naprawdę obojętne jako człowiekowi, kiedy i za czyich rządów te zmiany wejdą w życie. – Chciałbym, żeby to było jak najszybciej. Rozmawiamy o Polkach i Polakach, o tym, co ma być za dziesięć i za dwadzieścia lat, a nie o tym, która partia jutro albo pojutrze będzie rządzić i zmiany wprowadzać – dodał, wskazując, że najwyższy czas odejść od myślenia wyłącznie w perspektywie kolejnej kadencji.
– Zdrowie obywateli wymaga myślenia w perspektywie pokoleń. Po dekadach wydłużania się życia Polaków tempo tego procesu wyraźnie osłabło. Niepokoją utrzymujące się nierówności zdrowotne związane z płcią, miejscem zamieszkania i statusem społecznym. Mężczyźni żyją krócej od kobiet, a mieszkańcy małych miejscowości mają gorsze perspektywy zdrowotne niż mieszkańcy największych miast. Nadal zmagamy się z niedoborami kadr medycznych – wyliczał.
Marszałek Czarzasty zwracał też uwagę na utrzymujące się niedobory kadrowe.
– Liczba lekarzy na tysiąc mieszkańców pozostaje poniżej poziomu uznawanego za niezbędny do zaspokojenia potrzeb. Skuteczne państwo nie może sobie pozwolić na nierówną dostępność świadczeń w różnych częściach kraju. Wyzwania demograficzne to nie tylko wzrost liczby potrzebujących pomocy medycznej, to także krytyczny proces starzenia się kluczowego dla zdrowia publicznego personelu. Dzisiaj co trzecia pielęgniarka i położna w Polsce jest w wieku przedemerytalnym. Dlatego Sejm powinien być miejscem wspólnej merytorycznej debaty prowadzącej do systemowych rozwiązań. Proszę wszystkich polityków ze wszystkich partii, wsłuchajcie się w to, co ludzie tu zgromadzeni dziś mówią. A punktem wyjścia dzisiejszej dyskusji musi być pacjent – jego podmiotowość, a przede wszystkim realny dostęp do świadczeń. Służba zdrowia nie powinna głównie skupiać się na zarabianiu pieniędzy. Powinna się skupiać na zdrowiu Polek i Polaków. Pieniądz, biznes w tej sprawie są mniej ważne – apelował.
– Mam nadzieję, że dzisiejsza debata będzie pierwszym krokiem do wypracowania kompleksowych rozwiązań, których skuteczność zweryfikują przyszłe pokolenia Polek i Polaków, a nie kolejna kadencja parlamentu – dodał.
Słowa mają moc.... ale tylko wtedy, gdy przestają być deklaracją
Jako Polka, a tym bardziej jako dziennikarz piszący ponad trzydzieści lat o zdrowiu, długo czekałam na słowa z ust polityka, że jest mu obojętne, za czyich rządów wprowadzone zostaną zmiany w systemie ochrony zdrowia.
Jednak już sama deklaracja dotycząca tego, że zdrowie powinno być „ponad barwami politycznymi” padała wielokrotnie.
Przypomnijmy choćby wrzesień 2023 roku – tuż przed wyborami parlamentarnymi – wówczas Lewica zaapelowała do pozostałych ugrupowań politycznych, aby ochrona zdrowia została wyjęta z podziałów politycznych. Ówczesny szef Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy poseł Krzysztof Gawkowski ogłosił na konferenji prasowej „Pakt dla ochrony zdrowia”, który został wysłany do innym formacji politycznych z prośbą, by się pod nim podpisali . – Ochrona zdrowia powinna być ponad podziałami politycznymi – zapewniał.
Już po rozpoczęciu X kadencji Sejmu świętej pamięci poseł dr Rajmund Miller (PO), wypowiadając się dla „Świata Lekarza” także deklarował, że „zdrowie powinno być ponad podziałami politycznymi”.
Po drodze [15 lipca tego roku – red.] było też m.in. spotkanie zainicjowane przez Naczelną Izbę Lekarską, która zaprosiła organizacje pacjenckie do rozmów o ponadpolitycznych reformach, które powinny zostać przygotowane we współpracy wszystkich zainteresowanych podczas okrągłego stołu na temat reform.
Minęły trzy lata, i co zostało z tych słów? Mimo regularnego ich powtarzania ze sceny politycznej pozostały jedynie hasłami i to coraz mniej chwytliwymi. W praktyce do dziś nie wyszły poza deklaracje i próby otwarcia dyskusji.
Był też jeden sprawiedliwy
W Sali Kolumnowej Sejmu nie dało się nie usłyszeć głosu jedynej sprawiedliwej.
Wśród zaproszonych gości pojawiła się bowiem siostra Małgorzata Chmielewska ze wspólnoty Chleb Życia, która przestrzegała przed sprowadzeniem wszystkiego w ochronie zdrowia do finansów i ekonomii.
–Takie podejście skończy się tym, że osoby generujące największe koszty po prostu nie będą leczone – powiedziała wprost.
Przytoczyła rozmowę, jaką odbyła ze znajomym lekarzem. – Powiedział on wtedy, że pieniędzy w systemie jest za dużo, ale są niewłaściwie dzielone. Widać to najbardziej, gdy patrzymy na tych, których nie stać, by pójść na wizytę prywatną, aby się szybciej dostać do szpitala – mówiła.
Opowiedziała też własną historię. – Kiedy udałam się do lekarza z moim dorosłym już, niepełnosprawnym synem, usłyszałam z jego ust: „A co się siostra tak przejmuje, przecież toto jest upośledzone”. Nie pozwólmy na to, żeby nasi bliscy czy my byli traktowani w ten sposób. Nie oznacza to roszczeniowej postawy, tylko zachowanie do końca własnej godności. Nikt nie powinien usłyszeć takich słów, jakie ja usłyszałam – apelowała.
W podobnym tonie, chociaż mniej emocjonalnie, wypowiadział się Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich.
Jak podkreślał, choroba i cierpienie nie mają barw partyjnych. – Naszym nadrzędnym celem musi być eliminacja błędów, z którymi pacjenci mierzą się każdego dnia. Mówimy o wieloletnich kolejkach do świadczeń, utrudnionym dostępie do leków, a także barierach w dostępie do opieki psychologicznej, rehabilitacji czy wsparcia społecznego. Prawdziwym testem dla klasy politycznej będzie wypracowanie trwałego konsensusu politycznego, co wymaga pełnej determinacji od kolejnych ekip zarządzających resortem zdrowia i systemem – powiedział Maćkowiak.
Zwrócił przy tym uwagę na szczególnie trudną sytuacje pacjentów z chorobami rzadkimi. – Choć każda z tych chorób z osobna dotyczy niewielu osób, to wszystkie razem stanowią poważny problem epidemiologiczny i społeczny. To 3,5 miliona ludzi, a wraz z nimi cierpią ich najbliżsi. Największą barierą jest odyseja diagnostyczna. Proces poszukiwania rozwiązania trwa od kilku do kilkunastu lat, a średnia około pięciu – wskazywał.
Głośne przepraszam usłyszeli wszyscy
Równie mocno wybrzmiały słowa wypowiedziane przez dr. Michała Sutkowskiego, prezesa Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLR).
– Pacjent powinien korzystać z wiedzy medyków wszelkich profesji. Ale żeby tak się stało, żebyśmy byli wiarygodni, to trzeba pacjentowi w imieniu lekarzy, w imieniu medyków, i pewnie także polityków, za zaniedbania, za to, że wielokrotnie za długo czekał, trzeba powiedzieć od nas wszystkich: przepraszam – powiedział prezes KLR, powtarzając to słowo kilkukrotnie.
Podkreślił przy tym potrzebę debaty ponad podziałami. – Chcemy zrobić naprawdę coś nowego, w sposób, który dotrze do wszystkich, także tych, którzy nie byli w Sejmie 30 października. Do ogromnej rzeszy pacjentów, ludzi chorych, cierpiących i do ich rodzin, ale także do całego środowiska uczciwie pracujących lekarzy, niegodzących się z tym, żeby system był niesprawiedliwy i nieprzyjazny, także dla nas, profesjonalistów – mówił.
Lekarz zaznaczył, że aby środowisko medyczne oraz decydenci byli w ogóle wiarygodni w oczach pacjentów, należy zacząć od stanięcia w prawdzie i rozliczenia dotychczasowych błędów. A tych jest wiele –od gigantycznych kolejek zaczynając, przez brak przewidywalności systemu, na poczucia zagubienia, jakie towarzyszy chorym, kończąc.
Nie zmarnujmy tej szansy
Obecny na debacie prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski zaznaczył z kolei, że zdaje sobie sprawę, że jedna debata nie przyniesie przełomu.
– Nie będzie już wymówek – ani z naszej strony, że nie jesteśmy słuchani, ani ze strony polityków, że idziemy na jedną lub na drugą stronę sceny politycznej, bo rozmawiamy również w czasie bardzo szczególnym. Skala patologii, która wybiła w opinii publicznej, jeżeli chodzi o ochronę zdrowia, pokazała, że ten system wymaga zmian. Również gotowość opinii publicznej i gotowość naszych środowisk do tej zmiany – ona jest dziś bardzo wysoka. I to mój apel do nas wszystkich: nie zmarnujmy tej szansy Teraz czas na debatę, a potem bierzmy się do pracy – deklarował Łukasz Jankowski, dodając, że środowiska, które spotykają się w Sejmie, już pracują nad zarysem reformy.
Kiedy jednak zestawi się te deklaracje z wcześniejszymi krytycznymi ocenami samorządu lekarskiego w odniesieniu do chociażby wprowadzanych limitów płacowych czy połączeniu ich z wymogiem pracy na co najmniej pół etatu w jednym miejscu, trudno uwierzyć, że dojdzie do realnych zmian w systemie ochrony zdrowia.
***
Przypomnijmy. Obecnie w Senacie prowadzone są prace nad ustawą o zarobkach lekarzy, uchwaloną w ubiegłym tygodniu przez Sejm. Nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych stanowi część pakietu zmian zapowiedzianych w lipcu przez Jolantę Sobierańską-Grendę. Ma być odpowiedzią zarządzających publicznym systemem ochrony zdrowia na nieprawidłowości w szpitalach, w tym zjawisko „kominów płacowych” oraz naruszanie norm czasu pracy.
Nowelizowana ustawa wprowadza limit wynagrodzenia za godzinę pracy w publicznym systemie lecznictwa w wysokości 240 zł brutto za godzinę. Wymóg zatrudnienia lekarzy oraz personelu medycznego w wymiarze co najmniej pół etatu w jednej placówce i ograniczenie łącznego czasu pracy u różnych świadczeniodawców do dwóch etatów.
Przeczytaj także: