Szpitale muszą być przygotowane na ciężkie urazy z pola walki
W decyzjach na czas wojny aspekt ekonomiczny musi ustąpić miejsca bezpieczeństwu. Obowiązkiem jest bezwzględna ochrona placówek, które jako pierwsze przyjmą rannych z frontu. Szpital, który miałby udzialać natychmiastowej pomocy żołnierzom i cywilom musi dysponować blokiem operacyjnym o dużej przepustowości, łóżkami intensywnej terapii i zapleczem łóżek chirurgicznych. Wynika to z charakterystyki obecnego pola walki.
Płk lek. Jarosław Kowal, zastępca dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego ds. I Rejonu Zabezpieczenia Wojsk, w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” podkreślił, że w myśl doktryny wojskowej to wojsko powinno ustalać, które szpitale powinny zachować oddziały zabiegowe kluczowe dla rannych żołnierzy, ale też cywilów. Korelacja systemu wojskowego z układem pozamilitarnym jest szczególnie ważna na obszarach przygranicznych, w województwach objętych działaniem Tarczy Wschód, szczególnie przygranicznych terenach województw pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, mazowieckiego, lubelskiego i podkarpackiego.
Jak wojna w Ukrainie zmienia wymagania wobec szpitali
Na uwagę, że to właśnie tam znajdują się nierentowne z punktu widzenia resortu zdrowia oddziały chirurgii w szpitalach powiatowych, płk Kowal wskazał, że to oddziały nierentowne podwójnie, bo by zachęcić lekarzy do pracy w tych miejscach, trzeba im często zapłacić więcej niż gdzie indziej, a pacjentów jest mało.
– W decyzjach na czas „W” nie powinien przeważać aspekt ekonomiczny, ale dotyczący bezpieczeństwa. Trzeba za wszelką cenę utrzymać oddziały, które jako pierwsze będą przejmować rannych żołnierzy z linii frontu, zaopatrywać ich, a gdy ich stan się ustabilizuje, przesyłać na doleczenie w głąb kraju – powiedział.
Pułkownik zaznaczył, że wojsko cały czas prowadzi rozmowy i działania związane z zabezpieczeniem medycznym na wypadek pełnoskalowej agresji czy przejmowania rannych żołnierzy przez ośrodki cywilne, ale są to działania niejawne. Dodał, że to nie szpitale mają się zgłaszać do wojska, proponując swój udział w zabezpieczeniu, ale wojsko, po przeanalizowaniu sytuacji i stworzeniu map strategicznych, nakłada je na mapę szpitali cywilnych i decyduje, które placówki są dla niego istotne.
– Zmapowaliśmy takie ośrodki i od dłuższego czasu prowadzimy bardzo owocne rozmowy z Ministerstwem Zdrowia. Dyskutujemy, co w danej placówce jest potrzebne z punktu widzenia wojska i w co warto zainwestować w ramach np. środków z KPO, by inwestycje te służyły zarówno wojsku, jak cywilom – stwierdził płk Kowal.
Jak tłumaczył, szpital, który miałby przyjmować rannych żołnierzy i cywilów, musi dysponować blokiem operacyjnym o dużej przepustowości, łóżkami intensywnej terapii i zapleczem łóżek chirurgicznych. Wynika to z charakterystyki obecnego pola walki.
– Przed wojną w Ukrainie byliśmy przyzwyczajeni do konfliktów takich jak w Iraku czy w Afganistanie, gdzie walki toczą się głównie poza miastami, a żołnierzy z frontu ewakuują helikoptery czy samochody pancerne i przewożą do rozstawionego w bazie wojskowej szpitala polowego. Wojna w Ukrainie pokazała, że dzisiaj o takiej ewakuacji – w miarę bezpiecznej, ale i szybkiej – nie ma mowy, bo pole walki z góry kontrolują drony, szlak powietrzny jest niedostępny, a czas ewakuacji znacznie się wydłuża i potrafi trwać nawet kilkadziesiąt godzin. To zmienia schemat całego zabezpieczenia medycznego – ważna zaczyna być pomoc lub samopomoc na polu walki, gdzie żołnierz sam zabezpiecza ranę stazą taktyczną lub „pakuje” ją środkiem tamującym krwawienie, ale także dobrze poprowadzona ewakuacja medyczna. Szpitale natomiast – już nie polowe, częściej stacjonarne lub urządzone w schronach – muszą być przygotowane na masywne, ciężkie urazy –wyjaśnił płk Kowal.
Większe wymagania wobec chirurgów i ortopedów
– W Wojskowym Instytucie Medycznym dążymy do zwiększenia kompetencji polskich chirurgów i ortopedów. Przecież chirurdzy ogólni i ortopedzi, którzy na co dzień wykonują zabiegi planowe, uczyli się zaopatrywać takie obrażenia w toku szkolenia specjalizacyjnego, ale może ono być niewystarczające. Chcemy też, aby byli do tego przygotowani znacznie lepiej niż lekarze innych specjalności – wskazał lekarz wojskowy. Przypomniał, że pod koniec września 2026 r. WIM uruchomił bezpłatne szkolenia dla cywilnych kadr medycznych w ramach finansowanego ze środków unijnych projektu KCD MED-TAC (przeznaczonego dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych pracujących w ramach kontraktu z NFZ).
– W ramach KCD MED-TAC dla tysiąca medyków oferujemy w WIM dwudniowe pełne szkolenie praktyczne z najbardziej zaawansowanych procedur. Ten program ma przygotować dla trzech naszych partnerów instytucjonalnych z Białegostoku, Gdańska i Lubina instruktorów tak, by w tych ośrodkach mogły się również odbywać takie szkolenia. Dążymy do stworzenia sieci ośrodków szkoleniowych, która zabezpieczy te potrzeby polskiej opieki zdrowotnej – powiedział płk lek. Jarosław Kowal.
Przeczytaj także: „Żelbetonowy ratunek” i „Apteczka na trudne czasy”.

