Wyślij
Udostępnij:
 
 
Pielęgniarki rozważają wyjście na ulice. Groźba protestu coraz bardziej realna
 
Działy: Aktualności
Grozi nam kolejny protest w służbie zdrowia. - Nie ma naszego przyzwolenia na dalszą dyskryminację - mówią pielęgniarki z OZZPiP. Ostrzegają, że jeśli sytuacja szybko się nie zmieni znów mogą wyjść na ulice.
- Tym razem na pierwszym miejscu nie są pieniądze, a potężne braki kadrowe – podaje RMF FM.

Według "Barometru Zawodów", badania zleconego przez powiatowe urzędy pracy, pielęgniarki są obecnie trzecim najbardziej pożądanym przez pracodawców zawodem w Polsce. Wyprzedzają je tylko spawacze i kierowcy ciężarówek. Problem nie jest nowy - jednak, jak alarmują pielęgniarki - zaczyna osiągać punkt krytyczny.

Mówimy o sytuacji drastycznej w pielęgniarstwie, jeśli chodzi o niedobory kadrowe - mówi RMF FM Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZ Pielęgniarek i Położnych. U pracodawców brakuje nawet podań o pracę od pielęgniarek - podkreśla i wylicza: w ciągu najbliższych 4 lat możemy mieć do czynienia z sytuacją braku 42 tysięcy pielęgniarek. Tymczasem co roku kształconych jest 4,5 tysiąca, z których tylko 3,8 tysiąca wchodzi na rynek pracy w wyuczonym zawodzie.

Chodzi o to, by np. na oddziałach z 20 łóżkami było co najmniej 14 pielęgniarek, rozłożonych na 4 zmiany.

Dialog między resortem zdrowia a pielęgniarkami trwa, ale od rozwiązania problemu jest cały czas daleko. Tymczasem w szpitalach brakuje rąk do pracy. Środowisko jest głęboko zniecierpliwione. - Dochodzi do sytuacji, że powierza nam się zadania, które powinny przypadać co najmniej na dwie osoby - przekonuje Krystyna Ptok. To sprawia, że pielęgniarkom bardzo trudno jest skutecznie i bezpiecznie zajmować się pacjentami. Ta sytuacja staje się coraz groźniejsza, może dojść do wybuchu głębokiego niezadowolenia - dodaje szefowa OZZPiP.

W tle są też oczywiście pieniądze, ale pielęgniarkom w pierwszej kolejności nie chodzi o kolejne podwyżki, tylko o prawidłowe wypłacanie tych, które już wywalczyły. Nie wyrażamy zgody, żeby zabierano nam pieniądze z tzw. "Zembalówki" - to podwyżki 4x400 złotych, ale - jak przekonuje Krystyna Ptok - tylko w teorii. 1200 złotych dostaje pracodawca, do pielęgniarki trafia 1000 brutto, czyli 700 złotych. Lekarze dostali teraz dodatkowe 700 złotych do pensji zasadniczej. Nie zgadzamy się na podbieranie nam pieniędzy, przyznanych przez ministra Zembalę - kwituje szefowa OZZPiP.

Przeczytaj też: "Pielęgniarki mają dość. Mówią o wznowieniu protestu"
"Koniec jednego protestu, czyli początek… kilku nowych".

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania konta na Twitterze: www.twitter.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2018 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe