Puste porodówki
Tylko w ostatnich tygodniach zawiesiły działalność porodówki w wielkopolskim Czarnkowie, w Zakopanem oraz w Mrągowie. Przyczyną nie jest jednak niż demograficzny, ale problemy kadrowe.
– Nie mamy personelu, choć uporczywie go szukamy. Ciągle dajemy ogłoszenia, ja sama wykonałam kilkadziesiąt telefonów. Bezskutecznie – przyznaje Brygida Schlueter-Górska, dyrektor szpitala w Mrągowie.
– W ciągu niespełna dwóch lat szpitale zamknęły 24 oddziały położnicze – informuje „Dziennik Gazeta Prawna” i zapowiada, że będzie coraz gorzej. Z jednej strony średnia wieku położników to ok. 60 lat, młodzi zaś nie garną się do tego zawodu. Z drugiej natomiast anestezjolodzy i ginekolodzy należą do grupy lekarzy najchętniej opuszczających Polskę.
W szpitalu w Mrągowie działalność oddziału położniczego została zawieszona w sierpniu i nadal nie udało się zmienić sytuacji. Najpierw jedna z lekarek zaszła w ciążę. Dyrekcja placówki próbowała szybko znaleźć zastępstwo. Ale kiedy kolejna, która przychodziła na dyżury, przeszła do innego szpitala, trzeba było oddział czasowo zawiesić.
– Prezes placówki Brygida Schlueter-Górska potrzebuje trzech lekarzy na stałe i dodatkowo przychodzących na dyżury. Prezes przyznaje, że wykonała już osobiście kilkadziesiąt telefonów – bezskutecznie. Chętnych brak. W szpitalu, jak mówi prezes, było około 400 porodów rocznie. Teraz odsyłają rodzące do Biskupca – to 25 km w jedną stronę, ale są pacjentki, które jeżdżą do oddalonego o 60 km Olsztyna – wyjaśnia „Dziennik Gazeta Prawna”.
Naczelna Izba Lekarska, Dziennik Gazeta Prawna, PAP
