Wyślij
Udostępnij:
 
 

W rozmowie z „Menedżerem Zdrowia”, czyli piętnaście najgorętszych wypowiedzi liderów opinii

Źródło: Krystian Lurka/Bartłomiej Leśniewski
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 23.12.2017
 
 
Codziennie rozmawiamy z ekspertami. Czasami słyszymy opinie kontrowersyjne. Przykłady z 2017 roku? - Zdarzało się, że brałem dwadzieścia dyżurów w miesiącu - powiedział Radziwiłł. Prof. Brydak zaapelowała, żeby obciążyć nieszczepionych kosztami leczenia powikłań po chorobie. Warczyński przyznał, że dostawał wypłatę nieprzekraczająca siedmiu tysięcy złotych. Sośnierz stwierdził, że w Sejmie czuje się, jak w Matriksie, a Szczurek-Żelazko uznała, że cztery tysiące złotych dla pielęgniarki to wystarczająca wypłata.
Obciążyć nieszczepionych kosztami leczenia powikłań po chorobie
W styczniu rozmawialiśmy z profesor Lidią Brydak, kierownik Krajowego Ośrodka ds. Grypy, kierownikiem Zakładu Badania Wirusów Grypy w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego – Państwowym Zakładzie Higieny. Ekspert powiedziała: - Osoby, które mają powikłania po grypie, ponieważ się nie zaszczepiły, nie płacą za leczenie z własnej kieszeni, ale trudno ich nie leczyć. Dlaczego pieniądze mają pochodzić z podatków? Płacę je uczciwie i wolę, żeby były przeznaczone na budowę nowych hospicjów, skrócenie kolejek do badań specjalistycznych czy na dopłatę do leków. Jeżeli mamy cywilną odwagę wystąpić przeciwko szczepieniom, to bądźmy konsekwentni. Jeżeli stanie się coś niedobrego, tj. dojdzie powikłań, czy wyjmiemy pieniądze z kieszeni i zapłacimy? Dlaczego to nie działa w ten sposób?

Siedem tysięcy złotych to nie jest satysfakcjonująca wypłata
W lutym Piotr Warczyński zrezygnował z pracy w Ministerstwie Zdrowia. Spytaliśmy go o powody takiej decyzji. Odpowiedział: - Byłem wiceministrem, który dostawał co miesiąc wynagrodzenie nieprzekraczające siedem tysięcy złotych. Dla osoby, która ukończyła trudne studia, uzyskała stopień naukowy, ma na swoim koncie pięć dodatkowych fakultetów i wieloletnie doświadczenie zawodowe, zarobki w tej wysokości nie są satysfakcjonujące. Przez ponad trzy lata bycia ministrem wydałem wszystkie swoje oszczędności i zorientowałem się, że za jakiś czas nie będę w stanie spłacać rat kredytu wziętego na codzienne życie.

Już na początku 2017 roku mówili o zrywaniu klauzuli opt-out i zapaści
W marcu rozmawialiśmy z Michałem Bulsą, ówczesny przewodniczącym Porozumienia Rezydentów. Już wtedy mówił o klauzuli opt-out. – Wystarczy, że rezydenci będą pracować tyle, ile przewiduje prawo, i system "padnie". Obecnie w Polsce mamy bardzo duży niedobór kadr medycznych, w tym lekarzy. Na 1000 mieszkańców przypada 2,2 lekarza. Wielu lekarzy pracuje w kilku miejscach. Wypowiedzenie klauzuli opt-out w wielu przypadkach doprowadziłoby do zapaści funkcjonowania szpitali. Jeśli doszłoby do masowego wypowiedzenia opt-out, w szpitalach nie byłoby komu pracować – powiedział Bulsa.

Ile dla 30-letniej pielęgniarki? Wiceminister odpowiedziała
Pod koniec marca rozmawialiśmy z Józefą Szczurek-Żelazko. Spytaliśmy wiceminister, ile powinna zarabiać ponad 30-letnia pielęgniarka. Odpowiedziała: - Cztery tysiące złotych brutto plus dodatki dla pielęgniarki to dobre pieniądze.

Ratownik z wypłatą o wysokości 2718 złotych brutto
W kwietniu poprosiliśmy resort o udostępnienie danych o wynagrodzeniu ratowników medycznych. Milena Kruszewska, rzeczniczka resortu odpowiedziała: - Według danych przekazanych przez urzędy wojewódzkie z roku 2017, średnia wartość wynagrodzenia ratownika medycznego niezależnie od formy zatrudnienia oraz od typu zespołu ratownictwa medycznego, którego jest on członkiem wynosi 2718,14 złotych brutto.

Wielki smutek i jeszcze większa ironia
W kwietniu rozmawialiśmy również z Damianem Pateckim, wiceprzewodniczącym Porozumienia Rezydentów. Rezydent skomentował to, że Piotr Warczyński zrezygnował z pracy, bo zarabiał siedem tysięcy złotych.

- Z wielkim smutkiem przyjęliśmy ostatnie zmiany kadrowe, dymisje i odwołania w Ministerstwie Zdrowia. Martwimy się, że trudno będzie znaleźć wykwalifikowanych ludzi chętnych do pracy za 8000 złotych brutto plus liczne ministerialne dodatki i benefity. Ponieważ sami zarabiamy ponad dwa razy mniej to jesteśmy gotowi się poświęcić i przyjąć te niewdzięczne posady – powiedział Damian Patecki.

Sośnierz, czyli samotny mściciel, który żyje w Matriksie
W czerwcu Andrzej Sośnierz, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia jako jedyny polityk PiS nie poparł rządowej ustawy o płacach minimalnych pracowników wykonujących zawody medyczne. W rozmowie z "Menedżerem" wyjaśnił, dlaczego po raz kolejny sprzeciwił się swojej partii. Co powiedział?

- Czasem w Sejmie czuję się jak w jakimś Matriksie. Wydaje mi się jakbyśmy żyli w jakichś nierealnych światach. A trzeba zdawać sobie sprawę, że za chwilę dyrektorzy placówek medycznych zderzą się z realnym problemem, z brakiem pieniędzy na podwyżki. No cóż, mała to będzie dla mnie satysfakcja znów powiedzieć "A nie mówiłem?" – przyznał Sośnierz.

Sieć jest prorynkowa
We wrześniu wiceminister Piotr Gryza spytany o sieć szpitali odpowiedział: - Zupełnie nie mogę się zgodzić ze stawianym często zarzutem, że sieć uderza w rynek. Jest odwrotnie – wprowadzenie sieci to w istocie działanie prorynkowe. Przyjrzyjmy się temu, co działo się do tej pory. Nasi poprzednicy od lat nie przeprowadzali konkursów, decydując się co najwyżej na niekończące się aneksowanie. Zapisy rynkowe, owszem, były, ale ich realizacja była skutecznie blokowana. My, wprowadzając sieć, uruchamiamy rynek.

Lekarz nie są empatyczni?
Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali, we wrześniu powiedział: - Empatyczny jak biolog, rozmowny jak chemik, miły jak matematyk, ciepły jak fizyk – to brzmi raczej mało prawdopodobnie. Może pora zmienić kryteria naboru na studia medyczne i przestać dyskryminować humanistów? Bo brak empatii i trudności w komunikowaniu się zaczynają być jednym z największych problemów współczesnej medycyny.

3000+, czyli program zwrotu pieniędzy zdrowym
W październiku profesor Krzysztof Opolski, kierownik Katedry Bankowości, Finansów i Rachunkowości Uniwersytetu Warszawskiego, powiedział nam, że można byłoby stworzyć program 3000+.

- Chcę zaproponować pewnego rodzaju rozwiązanie, które będzie, być może, rozwiązaniem ekwilibrystycznym. Otóż być może należy – podobnie do programu 500+ – stworzyć program zwrotu środków obywatelom, którzy przez ostatnie dwa lata nie korzystali z żadnych usług medycyny państwowej ani nie zażywali leków, które były lekami dofinansowanymi. Na przykład po dwóch latach taki człowiek przychodzi do urzędu z zaświadczeniem, że nie korzystał z żadnych środków państwowej służby zdrowia, i dostaje 3000 złotych od państwa. Za co? Można powiedzieć, że za to, że uczestniczył w prewencji, że dbał o siebie, bo skalkulował to, że bardziej mu się opłaci – zamiast leczyć się i marnować czas i wysiłki – przyjść do kasy państwowej i powiedzieć, że prosi o 3000 złotych z kasy państwowej.

Wiceminister przyznał, że Polska jest za słaba
W październiku opublikowaliśmy rozmowę z Marcinem Czechem. Wiceminister opowiedział na o "Polityką lekowej” i odpowiedział na pytanie, czy mamy wspierać głównie polskich producentów, czy wszystkich inwestujących w Polsce.

- Pytanie brzmi, czy powinniśmy stosować mocny protekcjonizm na rynku krajowym. Myślę, że jesteśmy na to za słabi. Pan mnie teraz pyta o politykę przemysłową, więc obok mnie powinna siedzieć pani wiceminister rozwoju. Powinniśmy postępować zgodnie z regułami Unii Europejskiej i tworzyć takie regulacje i takie uwarunkowania, żeby biznes międzynarodowy i biznes polski były w stanie konkurować na równych prawach – przyznał Czech.

Radziwiłł to „wielki likwidator”, ale jest… pewny siebie
W listopadzie spytaliśmy ekspertów o ocenę dwóch lat pracy Konstantego Radziwiłła.

- Minister Radziwiłł zasłużył w skali szkolnej na ocenę niedostateczną i tytuł "wielkiego likwidatora". W ciągu dwóch lat obecny minister zdrowia nie wprowadził żadnej zmiany, która polepszałaby sytuację pacjentów. Można natomiast wymieniać bez końca obszary, w których minister Radziwiłł zlikwidował dobre rozwiązania wypracowane na przestrzeni wielu lat w środowisku medycznym, we współpracy z pacjentami – przyznał Bartosz Arłukowicz, przewodniczący sejmowej Komisji Zdrowia, były minister zdrowia, poseł Platformy Obywatelskiej, a Krzysztof Hałabuz, przewodniczący Porozumienia Rezydentów stwierdził: - W skali sześciostopniowej moja ocena ministra Radziwiłła to "dwójka". Wszystkie zmiany przeprowadzane w systemie ochrony zdrowia nie są wynikiem jego wizji systemu, lecz efektem zewnętrznych uwag oraz nacisków. Także całkowita zmiana poglądów ministra po objęciu stanowiska źle świadczy o jego etyce zawodowej. Dlaczego nie "jedynka"? Trzeba pochwalić pewność siebie w wypowiedziach oraz zimną krew w trudnych momentach. Te cechy wykorzystane w odpowiedni sposób mogą panu ministrowi pomóc w przyszłych działaniach, jeśli będą tylko ukierunkowane na odpowiednie cele. Trzymam kciuki.

PiS obiecuje niewykonalne, PO proponuje konkrety
Pod koniec listopada Sejm uchwalił rządowy projekt ustawy o zwiększaniu finansowania w ochronie zdrowia do 6 procent PKB do 2025 roku.

O pieniądzach przeznaczanych na zdrowie rozmawialiśmy z prof. Tomaszem Grodzkim, "ministrem zdrowia" w Gabinecie Cieni Platformy Obywatelskiej.

- Proponowane przez PiS osiem lat to zbyt długo. To „obiecywanie Inflantów”. To obietnice pisane palcem po wodzie. Prawdopodobnie wtedy będzie już inny rząd, inny minister. I podkreślę, w propozycji PiS pierwsze dwa lata, czyli pozostały czas rządzenia, to skromny wzrost. Dopiero później planowany jest wzrost i obiecane 6 procent na PKB [według projektu PiS w 2018 roku na zdrowie ma być przeznaczone 4,67 procent PKB, a w 2019 - 4,86 procent – przypomina redakcja]. PiS obiecuje coś, czego nie może zagwarantować. My proponujemy coś, co można zrealizować w czasie jednej kadencji, coś konkretnego. Chcemy, żeby pieniądze na zdrowie pochodziły z akcyzy na papierosy i alkohol. Rocznie to około 30 miliardów złotych – powiedział prof. Grodzki.

Dwadzieścia dyżurów to trudne doświadczenie
W grudniu rozmawialiśmy w Konstantym Radziwiłłem. Minister przyznał: - Zdarzało się, że brałem nawet dwadzieścia dyżurów w jednym miesiącu. To było rzeczywiście trudne doświadczenie. Ale i ja, i moi koledzy, w tym czasie nie mieliśmy wątpliwości obecnych lekarzy. Po prostu uznawaliśmy, podobnie jak uznaje to dziś wielu rezydentów na całym świecie, że zawód lekarza wymaga ciężkiej pracy, poświęcenia i że nauka fachu obejmuje również sprawdzenie się w sytuacji pracy pod taką presją, jaką są dyżury i duże zmęczenie.

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania konta na Twitterze: www.twitter.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2021 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe