Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl

Szpitale bez zapasów na wypadek wojny

123RF

Gdyby dziś wybuchła wojna, leków, żywności i energii starczyłoby nam może na tydzień – przyznają dyrektorzy polskich szpitali. Nie inwestują w zapasy, bo nie stać ich na spłatę bieżących faktur, a przyczyny upatrują w deficycie budżetowym Narodowego Funduszu Zdrowia.

Tetiana Lebedieva, dyrektor Czernihowskiego Regionalnego Szpitala Dziecięcego, która przyjechała do Polski na zaproszenie Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na konferencję „Samorząd w czasie wojny i kryzysu. Jak skorzystać z doświadczeń ukraińskich?”, wskazała, co jest potrzebne szpitalowi na wypadek wojny – informuj „Dziennik Gazeta Prawna”. Placówka ta ucierpiała na początku wojny w wyniku ataków Rosjan i przez blisko miesiąc była pod ostrzałem.

– Panele słoneczne, generatory na benzynę, zapasy leków i pożywienia, sale operacyjne i sale chorych w piwnicach, miejsca utylizacji odpadów medycznych i chłodnie na zwłoki, bo na początku wojny nie mieliśmy możliwości pochowania zmarłych na cmentarzach, ponieważ te były ostrzeliwane – wylicza Lebedieva.

Pierwsze tygodnie pod ostrzałem wspomina jak przez mgłę – pamięta tylko, że personel szpitala w ogóle z niego nie wychodził, ratując zarówno małych pacjentów, jak i rannych cywilów. Dziś, po ponad czterech latach wojny, ma zapasy energii, leków, wody i pożywienia na trzy miesiące.

Większość rozmówców przyznaje wprost, że w Polsce żyjemy tak, jakby zagrożenie nas nie dotyczyło. A przynajmniej naszych szpitali.

Szpitali powiatowych nie stać na tworzenie zapasów 

Zdaniem Krzysztofa Żochowskiego, szefa szpitala w Garwolinie i wiceprezesa Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, szefowie placówek nie szykują się na wypadek wojny, bo nie mają za co.

– Gdyby wybuchła wojna, a szpital znalazł się pod ostrzałem, starczyłoby nam zapasów jedzenia i leków może na tydzień. Nie stać nas na inwestycję w tzw. zasoby nienaruszalne w sytuacji, gdy poza pensjami i kontraktami pracowników mamy niepopłaconą większość faktur. I tak jest w większości szpitali powiatowych – zaznacza.

Żochowski pamięta jeszcze czasy, kiedy w szpitalu funkcjonował osobny budynek na zasoby nienaruszalne, w którym przechowywano zapas materacy, noszy, kocy, leków i jedzenia na wypadek wojny. Po upadku PRL stopniowo ich ubywało, aż budynek przekształcono w archiwum dokumentacji medycznej i nie zmieniono tego po wybuchu wojny w Ukrainie.

Luka w budżecie NFZ ogranicza przeprowadzanie ćwiczeń 

Paweł Trzciński z Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie Wielkopolskim dodaje, że w sytuacji ciągłego deficytu w budżecie NFZ szpitale nie mogą inwestować w zasoby nienaruszalne, ale mogą ćwiczyć procedury na wypadek wojny. Tak dzieje się w przypadku jego szpitala. Jednak większość zarządzających placówkami medycznymi tłumaczy, że również ćwiczenia wymagają nakładów finansowych.

Inny dyrektor szpitala powiatowego mówi, że mazowiecki szpital, do którego mógłby wjechać pociąg sanitarny z rannymi, jest dziś jednym z największych bankrutów na Mazowszu. Zamiast mu pomóc albo wykorzystać go na wypadek wojny, urzędnicy resortu zdrowia chcą przekształcić go w zakład opieki długoterminowej, a więc w miejsce bez oddziałów zabiegowych i wyposażonych w sprzęt sal operacyjnych. Kolejny wspomina o siedmiu kondygnacjach piwnicznych innego szpitala na Mazowszu, które po upadku PRL zalano betonem.

Przeczytaj także: „Czy jesteśmy (lekowo) gotowi na wojnę?” i „Rosja celowo atakuje ukraińskie szpitale”.

Menedzer Zdrowia linkedin

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: szpital szpitale zapasy leki opatrunki Narodowy Fundusz Zdrowia budżet pieniądze dyrektorzy szpitali szpitale powiatowe Krzysztof Żochowski Paweł Trzciński