Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl

Wieś traci poradnie POZ

123RF

Ubywa placówek podstawowej opieki zdrowotnej, również na terenach wykluczonych komunikacyjnie. Lekarze alarmują, że lecznice są wchłaniane przez duże sieci medyczne, co może doprowadzić do ich monopolu. I sugerują, że POZ zasługuje na ustawę na wzór „Apteki dla aptekarza”.

Jak wynika ze sprawozdania Narodowego Funduszu Zdrowia za 2025 r., w ciągu dwóch lat ubyło 248 umów podmiotów leczniczych w POZ. Zdaniem lekarzy zjawisko to jest szczególnie dotkliwe na terenach wiejskich i w małych miejscowościach, gdzie placówki zamykają się lub są przejmowane przez sieci medyczne, często z kapitałem zagranicznym – informuje o tym „Dziennik Gazeta Prawna”.

Znikanie placówek pierwszego kontaktu

– W niektórych wypadkach lekarze emeryci, którzy prowadzili taką placówkę wiele lat po osiągnięciu wieku emerytalnego, sprzedają placówkę razem z kontraktem młodszym kolegom. Tak się dzieje w miastach, gdzie mamy chętnych lekarzy i dobry kontrakt. Gorzej z placówkami na wsiach czy w miasteczkach z dala od metropolii. Tam nie tylko trudno o chętną lekarską młodzież. Problemem jest niski kontrakt z NFZ na granicy opłacalności, bo np. wieś się wyludniła i do POZ zapisanych jest ledwie tysiąc pacjentów, co sprawia, że budżet poradni się nie spina – tłumaczy dr Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny, wiceprezes Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie.

Takie sytuacje zna dr Joanna Zabielska-Cieciuch, ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego i lekarka rodzinna z Białegostoku.

– Zdarza się, że bardzo już zaawansowany wiekiem doktor postanawia oddać poradnię w dobre ręce, ale nie ma komu, bo we wsi zostało kilkuset pacjentów, a nowy lekarz musiałby nie tylko przeprowadzić się z dala od ośrodków miejskich, ale pogodzić się z tym, że nie zarobi na utrzymanie poradni, która – a ściślej jej kontrakt – staje się łakomym kąskiem dla dużej sieci w ten sposób podwyższającej wartość swojej umowy z NFZ, a część świadczeń realizuje w miejscu bardziej zaludnionym – stwierdza lekarka.

Brak miejsc dla nowych pacjentów 

Jeszcze gorszy scenariusz zakłada przejęcie kontraktu POZ i całkowite zamknięcie dotychczasowej poradni z założeniem, że dotychczasowi pacjenci przepiszą się do najbliższej placówki POZ. Kłopot w tym, że ta nie zawsze ma miejsce dla nowych pacjentów.

– Zdarza się, że poradnia w mieście położonym najbliżej osiągnęła maksymalny pułap zapisów – zgodnie z zarządzeniem NFZ, do jednego lekarza może być zapisanych maksymalnie 2750 pacjentów. Żeby przyjąć dodatkowych, placówka musiałaby zatrudnić dodatkowego lekarza, a brakuje chętnych. Wówczas pacjenci muszą szukać nowego lekarza nie w najbliższej miejscowości, a kilka miejscowości dalej, co jeszcze bardziej ogranicza ich dostęp do lekarza – wskazuje dr Filip Pawliczak z Naczelnej Rady Lekarskiej, który w placówkach POZ konsultuje pacjentów kardiologicznych.

Analogia do aptek 

Proces konsolidacji różnych sektorów ochrony zdrowia z niepokojem obserwuje Jerzy Przystajko, farmaceuta i ekspert systemu.

– Agresywne przejmowanie placówek ochrony zdrowia przez duże korporacyjne podmioty to proces, który dokonywał się też na rynku aptekarskim – mówi.

Dr Tomasz Zieliński tłumaczy, że choć na razie skala przejęć przez zachodnie sieciówki nie jest duża, lekarze czują się w obowiązku uczulić rządzących.

– Lepiej zrobić to zawczasu, nim znajdziemy się w sytuacji aptekarzy, którzy o przetrwanie musieli walczyć z zalewem sieciówek dyktujących dumpingowe ceny nierefundowanych leków. Dlatego uważam, że podstawowej opiece zdrowotnej przydałaby się ustawa na wzór „Apteki dla aptekarza”, która zapobiega konsolidacji aptek przez koncerny z obcym kapitałem – tłumaczy.

Przeczytaj także: „Choroba z wyboru?” i „Powstaje Związek Pracodawców Opieki Koordynowanej”.

Menedzer Zdrowia linkedin

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: podstawowa opieka zdrowotna POZ placówki POZ poradnie lekarze rodzinny sieci medyczne Joanna Zabielska-Cieciuch Tomasz Zieliński