Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Grzegorz Sieńczewski

Daleko od szosy i wysokich pensji

iStock

Sztywne limity stawek to prosta droga do kłopotów w mniejszych lecznicach. Dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. Stanisława Staszica w Pile Grzegorz Sieńczewski twierdzi, że gdy zniknie zachęta finansowa dla dojeżdżających lekarzy, medycy nie będą chcieli pracować w małych placówkach oddalonych od dużych miast.

  • Publikujemy w „Menedżerze Zdrowia” tekst dyrektora Szpitala Specjalistycznego im. Stanisława Staszica w Pile Grzegorza Sieńczewskiego 
  • Ekspert zwraca uwagę, że szefowie szpitali od lat głośno alarmowali o rosnących pensjach i chaotycznych rozliczeniach, ale ich apele dostrzeżono dopiero wtedy, gdy można było wywołać sensację
  • Kiedy już było głośno, zaproponowano maksymalną stawkę godzinową w wysokości 240 zł brutto i miesięczny limit wynagrodzenia wynoszący 76,8 tys. zł brutto
  • Czy to dobry pomysł?
  • Sieńczewski twierdzi, że wprowadzenie maksymalnej stawki godzinowej może wykończyć szpitalne oddziały i doprowadzić do odejścia lekarzy z placówek oddalonych od dużych miast
  • Ekspert ocenia też inne propozycje kierownictwa resortu zdrowia: brak wynagrodzenia prowizyjnego od wykonywanych procedur i zakaz podpisywania umów ze spółkami

Polowanie na faktury

Ostatnio najważniejszym tematem stało się poszukiwanie najcenniejszej faktury wystawionej przez lekarza oraz wskazywanie winnych. Część uwagi skupiła się na dyrektorach szpitali i momencie ich powołania, czyli ustalaniu, kto wtedy rządził w danym rejonie, tak aby przypisać komuś odpowiedzialność.

Zwróćmy jednak uwagę na to, która grupa zawodowa od lat sygnalizuje problem rosnących pensji i wręcz błaga o pomoc w uregulowaniu tej kwestii. Nikt nie apelował tak głośno i konsekwentnie jak osoby zarządzające placówkami medycznymi. Podawaliśmy konkretne kwoty i opisywaliśmy wyzwania, ale wtedy zainteresowanie mediów było znikome. Od momentu, gdy pojawiła się możliwość szokowania wysokością zarobków, uwaga dziennikarzy osiągnęła apogeum, lecz straciliśmy to, co najważniejsze – pierwiastek merytoryczny debaty. Zaczęło to przypominać licytację, w której wygrywa ten, kto zagra wyższą stawką. Nikt nie pytał o „mianownik” wystawianych faktur – za ile godzin i za jakie świadczenia. Rozliczenia z Narodowym Funduszem Zdrowia to niezwykle skomplikowany proces, na który wpływają dziesiątki umów. Szokuje jednak zaskoczenie, że tak wygląda rzeczywistość. Oznacza to, że głos osób odpowiadających za działanie systemu przez lata był całkowicie niesłyszalny lub niósł się co najwyżej słabym echem.

Trzy filary to za mało

Odpowiedzią Ministerstwa Zdrowia stały się propozycje zmian oparte na trzech filarach:

  • maksymalnej stawce godzinowej za pracę lekarza,
  • braku wynagrodzenia prowizyjnego od wykonywanych procedur,
  • zakazie podpisywania umów ze spółkami.

To dobry punkt wyjścia do dalszej dyskusji, który – ubrany w szczegółowe rozwiązania – dawałby szansę na uzdrowienie sytuacji. Niestety, propozycja ta zaczęła być traktowana jako rozwiązanie ostateczne.

Limitowanie 

Maksymalna stawka godzinowa spowoduje spłaszczenie siatki płac nie tylko na poszczególnych oddziałach czy w specjalizacjach, ale także w odniesieniu do różnych podmiotów. A przecież placówki położone z dala od dużych aglomeracji, aby zapewnić ciągłość funkcjonowania, muszą nawiązywać współpracę z personelem dojeżdżającym (czasami nawet sto kilometrów). Główną zachętą do takiego „podróżowania” była do tej pory wyższa stawka godzinowa, która przestanie obowiązywać.

To może wykończyć szpitalne oddziały i doprowadzić do odejścia lekarzy z placówek oddalonych od dużych miast.

Więcej o propozycji

Maksymalna stawka godzinowa w wysokości 240 zł brutto i miesięczny limit wynagrodzenia wynoszący 76,8 tys. zł brutto – to najważniejsze zapisy ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw. W wykazie prac legislacyjnych rządu są już ich założenia – informowaliśmy o tym tekście „Lekarstwo na pazerność” – 

Kij bez marchewki

Uzależnienie wynagrodzenia od liczby procedur – mechanizm przeznaczony do likwidacji – nie jest ani bezwzględnie złe, ani dobre. Wszystko zależy od sposobu jego wykorzystania. Najczęściej stosuje się go w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS), gdzie lekarz otrzymuje procent od wykonanego świadczenia, co motywuje go do przyjęcia większej liczby pacjentów. Wynagrodzenie stricte godzinowe, całkowicie niezależne od ilości wykonanej pracy, nie wydaje się więc właściwym rozwiązaniem, choć jako baza do dalszych reform stanowi niezły punkt wyjścia. Być może w tym zakresie należy podjąć dyskusję o wprowadzeniu maksymalnego progu procentowego lub ustaleniu nominalnej kwoty, której nie będzie można przekroczyć.

Podobnie wygląda kwestia umów zawieranych ze spółkami. Trudno uznać sam fakt istnienia takich kontraktów za zły z natury. Problem nie leży w spółkach, lecz w deficycie personelu – zarówno lekarskiego, jak i pielęgniarskiego.

Gra do dwóch bramek

Inicjatywa Ministerstwa Zdrowia jest potrzebna, ale zaproponowane założenia wymagają uszczegółowienia i dopracowania. Ich wprowadzenie w tak ogólnym kształcie nie uwzględnia specyfiki szpitali. Na ochronę zdrowia trzeba patrzeć całościowo, lecz z uwagi na zróżnicowane organy założycielskie, rozmaitą rolę w sieci, położenie geograficzne czy historyczne zaszłości w dofinansowaniu konieczne jest podejście indywidualne. Zbytnie uogólnienia mogą okazać się zgubne.

Brakuje również spójności. Z jednej strony oczekuje się od placówek ograniczenia wydatków pracowniczych do określonego poziomu w budżecie, a z drugiej utrzymuje się ustawę podwyżkową bez planów jej zniesienia. Wciąż mówi się o odwróconej piramidzie świadczeń, wprowadzając jednocześnie odpłatność w ramach AOS po roku od ich wykonania. Odnosi się wrażenie, że te działania nie zmierzają do wspólnego celu, a przy tak newralgicznych reformach partnerstwo stanowi podstawę sukcesu.

Czas zerwać plaster

Jako dyrektor szpitala cieszę się z podjętej debaty. To trudne zagadnienie, dotyczy bowiem niezwykle wrażliwych sfer – zdrowia i finansów – ale czas wreszcie zerwać ten plaster. Ruch ze strony resortu jest we właściwym kierunku, lecz zdecydowanie zbyt powierzchowny. Bez uwzględnienia niuansów rodzi więcej pytań niż daje odpowiedzi. Do prawdziwej reformy jest nam jeszcze bardzo daleko. Aby ją przeprowadzić, musimy szczerze przyznać przed sobą, że ten system wymaga gruntownej przebudowy – a do tej konstatacji decydenci chyba jeszcze nie dojrzeli.

Tekst dyrektora Szpitala Specjalistycznego im. Stanisława Staszica w Pile Grzegorza Sieńczewskiego.

Przeczytaj także: „Lekarstwo na pazerność” i „Ustawa PESEL-owa w Dzienniku Ustaw”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: ochrona zdrowia służba zdrowia reformy w ochronie zdrowia Ministerstwo Zdrowia zarobki lekarzy pensje lekarzy finansowanie szpitali dyrektor szpitala Grzegorz Sieńczewski stawka godzinowa lekarza umowy z lekarzami Narodowy Fundusz Zdrowia NFZ AOS kontraktowanie świadczeń sytuacja w szpitalach budżet na ochronę zdrowia braki kadr medycznych braki lekarzy ustawa podwyżkowa