Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
adPartner
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl
Źródło: PAP

Białoszewski: Mężczyźni umierają przedwcześnie

Rafał Guz/PAP

– Mężczyźni żyją krócej nie tylko z przyczyn biologicznych. Szkodzą im też społeczne oczekiwania, kryzysy finansowe i utrudniony dostęp do profilaktyki – stwierdza Artur Białoszewski z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. – Mężczyzna ma być silny, utrzymywać rodzinę, nie okazywać słabości. Kiedy przestaje sobie radzić, często nie wie, gdzie szukać pomocy – dodaje. 

Polscy mężczyźni żyją średnio o siedem–osiem lat krócej niż kobiety. Biologia nas tak urządziła czy faceci sami pracują na wcześniejszą śmierć?

Jedno i drugie. Różnica w oczekiwanej długości życia kobiet i mężczyzn występuje praktycznie na całym świecie. Częściowo wynika z biologii, między innymi wpływu testosteronu na układ krążenia i skłonność do podejmowania ryzyka.

W Polsce szczególnie istotna jest nadumieralność młodych mężczyzn. Giną w wypadkach, umierają wskutek urazów, odbierają sobie życie. Jeżeli umiera trzydziestolatek, tracimy potencjalnie kilkadziesiąt lat jego życia. Do tego dochodzą choroby układu krążenia i nowotwory.

A jednak mężczyzna w Europie Zachodniej ma większe szanse dożyć starości niż Polak.

Różnica między długością życia kobiet i mężczyzn występuje wszędzie, ale nie wszędzie jest tak duża jak u nas. Znaczenie mają warunki życia, dostępność opieki zdrowotnej, profilaktyka i świadomość zdrowotna.

Nawet w Polsce nie wszyscy mężczyźni mają jednakowe szanse. Między mężczyzną z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym a mężczyzną z wyższym wykształceniem różnica oczekiwanej dalszej długości życia w wieku 30 lat wynosiła w latach 2020–2022 niemal trzynaście lat.

Niemal trzynaście lat życia różnicy w zależności od wykształcenia? Brzmi to tak, jakby dyplom uczelni był polisą na dłuższe życie.

Wykształcenie wiąże się z większą świadomością zdrowotną, ale również z sytuacją ekonomiczną, warunkami pracy i dostępem do świadczeń.

Co ciekawe, w Polsce szczególnie niekorzystna sytuacja dotyczy mężczyzn mieszkających w małych miastach, a niekoniecznie na wsiach. Z małych miast wyjeżdżają młodzi, często lepiej wykształceni ludzie. Pozostają osoby bardziej narażone na różne czynniki ryzyka. Dochodzą do tego gorszy dostęp do lekarzy, ograniczone możliwości zatrudnienia i poczucie braku perspektyw.

Każdego dnia w Polsce życie odbiera sobie kilkanaście osób. Zdecydowana większość to mężczyźni. Gdyby tyle osób ginęło codziennie w jednym rodzaju wypadków, mielibyśmy narodowy alarm. Dlaczego wobec samobójstw tak łatwo przechodzimy do porządku dziennego?

Musimy zrozumieć, że zdrowie ma trzy wzajemnie powiązane wymiary: fizyczny, psychiczny i społeczny.

Możemy spotkać mężczyznę, który wygląda na zdrowego, pracuje, uśmiecha się, mówi, że wszystko jest w porządku, a później dowiadujemy się, że odebrał sobie życie.

Role społeczne, jakie przypisano mężczyznom, mogą stanowić ogromne obciążenie. Mężczyzna ma być silny, zaradny, ma utrzymać rodzinę, rozwiązywać problemy i nie okazywać słabości. Kiedy zaczyna sobie nie radzić, często nie wie, gdzie szukać pomocy albo uważa, że nie powinien o nią prosić.

Ja z tym się nie godzę. Jeżeli widzę, że któryś z moich kolegów nagle się zmienia, pytam go, co się stało i jak mogę mu pomóc. Nie przy innych, tylko w cztery oczy.

Mężczyzna traci pracę, wpada w długi, nie potrafi utrzymać rodziny czy nawet samego siebie. Wstydzi się przyznać do porażki. I co słyszy? Żeby poszedł do psychologa. Tylko czy psycholog spłaci jego kredyt?

Właśnie w tym rzecz. Pomoc psychologiczna i psychiatryczna jest niezwykle ważna, ale jeżeli człowiek wróci z gabinetu do domu i nadal nie będzie miał z czego spłacić długów, jego podstawowy problem pozostanie nierozwiązany.

W wielu krajach zachodnich bankructwo konsumenckie traktuje się jako pewien etap życia, z którego można wyjść i zacząć od nowa. W Polsce jest to znacznie trudniejsze. Człowiek, który wpadł w spiralę zadłużenia, może znaleźć się w sytuacji, z której nie widzi wyjścia. Przepisy, zamiast pomagać mu stanąć na nogi, mogą jeszcze bardziej go osaczać.

Dlatego współczesna epidemiologia nie ogranicza się do badania objawów, lecz szuka przyczyn tych przyczyn. Jeżeli kryzys psychiczny wynika z sytuacji ekonomicznej, musimy zapytać, dlaczego człowiek znalazł się w takiej sytuacji i czy system nie utrudnia mu wyjścia z niej. Samo skierowanie go do psychologa nie wystarczy, jeżeli nie zmienimy warunków, które doprowadziły go do rozpaczy.

A wielu mężczyzn zamiast do psychiatry idzie do sklepu po alkohol.

To legalna i łatwo dostępna substancja, mylnie traktowana jako antydepresant, chociaż oczywiście nie jest to żadne leczenie. Alkohol może szybko stłumić trudne emocje, ale w dłuższej perspektywie pogarsza zarówno zdrowie psychiczne, jak i fizyczne.

Mężczyźni nadal piją znacznie więcej alkoholu niż kobiety, choć w młodszych pokoleniach te różnice się zmniejszają. Alkohol prowadzi do uzależnień, chorób, niszczy relacje rodzinne i zawodowe.

Tylko czy państwo nie powinno przede wszystkim zadbać o psychiatrię? Wydajemy pieniądze na różne formy pomocy, których skuteczność nie zawsze potrafimy ocenić, a ludzie potrzebują leczenia.

Powinniśmy wspierać rozwiązania oparte na dowodach naukowych. Pieniądze powinny trafiać do psychiatrów, centrów zdrowia psychicznego i specjalistów stosujących zweryfikowane metody pomocy.

Jednocześnie musimy ograniczać dostępność alkoholu. Ograniczenia sprzedaży czy polityka podatkowa należą do narzędzi o potwierdzonej skuteczności. Zapobieganie problemom i leczenie osób już chorujących nie mogą się wykluczać.

Kobiety mają ginekologa, mammografię, zaproszenia na badania. A mężczyzna? Ma sam pamiętać, że powinien się zbadać, i jeszcze znaleźć odpowiedniego lekarza? Czy system traktuje męskie zdrowie po macoszemu?

Kobiety od okresu dojrzewania mają kontakt z ginekologiem. Istnieje utrwalona ścieżka dbania o zdrowie. Mężczyźni nie mają podobnego, powszechnie rozpoznawalnego modelu opieki.

Oczywiście są urolodzy, androlodzy i lekarze innych specjalności, ale nie wykształciliśmy zwyczaju regularnego kontaktu z lekarzem zajmującym się zdrowiem mężczyzny.

Wielu panów zgłasza się dopiero wtedy, kiedy coś zaczyna boleć. Tymczasem część poważnych chorób długo rozwija się bezobjawowo.

A czasami objaw jest, tylko mężczyzna nie kojarzy go z poważną chorobą. Na przykład problemy z erekcją.

Problemy z erekcją nie muszą być wyłącznie kwestią sprawności seksualnej. Mogą być jednym z pierwszych objawów chorób układu krążenia, w tym choroby wieńcowej. Naczynia krwionośne prącia są stosunkowo cienkie, dlatego zaburzenia ich funkcjonowania mogą ujawniać się wcześniej.

Ważna jest również profilaktyka nowotworowa, w tym szczepienia przeciw HPV. Nie dotyczą one wyłącznie dziewcząt i kobiet – chronią także mężczyzn przed zakażeniami mogącymi prowadzić do nowotworów.

Ja regularnie dostaję SMS-y przypominające o mammografii. Dlaczego mężczyzna nie może dostać wiadomości, że nadszedł czas, żeby zainteresować się swoim zdrowiem?

Właśnie takie rozwiązania chcielibyśmy rozwijać. Mamy Internetowe Konto Pacjenta, aplikację mojeIKP i rozbudowaną infrastrukturę cyfrową ochrony zdrowia.

Możemy sobie wyobrazić sytuację, w której mężczyzna osiągający określony wiek otrzymuje informację o dostępnych badaniach. Nie plakat na przystanku autobusowym z napisem „Dbaj o zdrowie”, tylko konkretny komunikat uwzględniający jego wiek i czynniki ryzyka.

Program „Profilaktyka 40+” miał zachęcić Polaków do badań. Udało się?

Z danych, które przywołujemy, wynika, że z badań skorzystało około 21 proc. uprawnionych mężczyzn, podczas gdy wśród kobiet odsetek ten przekroczył 25 proc. To pokazuje, jak wiele pozostaje do zrobienia.

Teraz funkcjonuje program „Moje zdrowie”, który umożliwia kompleksową ocenę stanu zdrowia i przygotowanie indywidualnego planu zdrowotnego, ale nawet najlepszy program nie przyniesie rezultatów, jeśli ludzie nie będą wiedzieli o jego istnieniu.

Tylko że trudno namawiać do badań człowieka, który musi przejechać sto kilometrów do specjalisty. Na wsie jeżdżą mammobusy. A gdzie są podobne mobilne punkty profilaktyki dla mężczyzn?

Nie możemy wymagać od mężczyzny, żeby regularnie się badał, a jednocześnie stawiać go w sytuacji, w której musi przejechać wiele kilometrów i spędzić kilka godzin w kolejce.

Potrzebujemy łatwiejszego dostępu do diagnostyki, również w mniejszych miejscowościach. Jeśli człowiek na każdym kroku napotyka przeszkody, jego motywacja do zadbania o zdrowie słabnie.

A może za późno zaczynamy się martwić o mężczyzn? Z jakimi problemami mierzą się ci, którzy nie skończyli jeszcze trzydziestki?

Coraz większym wyzwaniem jest zdrowie psychiczne. Młodzi mężczyźni zgłaszają się z zaburzeniami lękowymi, depresyjnymi, problemami ze snem i przewlekłym stresem. Pojawia się również wypalenie zawodowe, nawet u ludzi, którzy dopiero rozpoczęli pracę.

Znaczenie ma współczesny styl życia, w tym nadmierne korzystanie z ekranów. Z drugiej strony młodzi ludzie coraz częściej potrafią powiedzieć, że potrzebują pomocy.

Narasta też problem otyłości i braku ruchu. W badaniach młodzieży szkolnej zaledwie co piąty polski chłopiec w wieku 15–16 lat deklarował godzinę aktywności fizycznej każdego dnia.

Wprowadziliśmy do szkół edukację zdrowotną. Czy to wystarczy, żeby kolejne pokolenie mężczyzn nie powielało błędów swoich ojców?

To ważny krok, ale efekty nie pojawią się natychmiast. Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie uczestniczyła w pracach nad podstawą programową edukacji zdrowotnej, zgłaszając uwagi środowiska medycznego.

To proces rozłożony na lata. Najważniejsze, żeby dzieci rozumiały, że o zdrowiu nie zaczynamy myśleć dopiero wtedy, gdy zachorujemy.

Okręgowa Izba Lekarska organizuje 4 listopada konferencję „Zdrowie po męsku”. Konferencje, kampanie, apele – to już było. Co chcecie zmienić, żeby nie skończyło się na kolejnej dyskusji o tym, że mężczyźni powinni się badać?

Nie chodzi nam o jednorazową akcję, po której ogłosimy sukces, ponieważ określony procent mężczyzn wykonał badania. Liczy się trwały trend: żeby z roku na rok coraz więcej mężczyzn świadomie dbało o zdrowie.

Potrzebujemy edukacji, szczepień, wczesnego wykrywania chorób i lepszego dostępu do leczenia. Odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na pojedynczym człowieku. Państwo powinno tworzyć warunki sprzyjające zdrowiu i zapewniać dostęp do świadczeń.

Ale apeluję nie tylko do państwa i polityków. Żyjemy w nieustannym biegu, zajmujemy się codziennymi obowiązkami i często tracimy z oczu to, co naprawdę ważne.

Chciałbym, żebyśmy potrafili spojrzeć na drugiego człowieka z troską. Nie tylko jak na męża, żonę, ojca czy dziadka, ale jak na osobę, która ma swoje potrzeby, obawy, czasami również strach.

Budujmy takie relacje, w których nie boimy się rozmawiać o zdrowiu, również psychicznym, i przyznawać, że czegoś się obawiamy. Bo dopiero wtedy możemy sobie naprawdę pomóc.

Przeczytaj także: „Większość samobójców to mężczyźni”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Lekarz specjalista Wywiady Aktualności
Tagi: Artur Białoszewski mężczyźni profilaktyka zdrowie badania styl życia
    • Polecamy