Dzięki nowoczesnej terapii dostałem szansę na życie
O historii swojej choroby i wyzdrowieniu, które było możliwe dzięki zastosowaniu nowoczesnej spersonalizowanej terapii genowo-komórkowej CAR-T w leczeniu szpiczaka plazmocytowego, opowiada „Menedżerowi Zdrowia” Maciej Barycki, pierwszy w Polsce pacjent z tą chorobą, wyleczony za sprawą tej terapii.
Kiedy zdiagnozowano u pana szpiczaka plazmocytowego?
Pierwsze objawy pojawiły się wiosną 2022 roku, były to bóle w części lędźwiowej kręgosłupa, potem w kolejnych miesiącach pojawiły się bóle żeber, a lekarz podczas badania stwierdził, że słychać w nich specyficzne „trzeszczenie”. We wrześniu 2022 roku zachorowałem na COVID-19 i nerwobóle w górnej części kręgosłupa wiązałem z tą infekcją. Tymczasem były to już kompresyjne złamania kręgosłupa, które wynikają z namnażania się komórek nowotworowych. Diagnozę, że jest to szpiczak, postawił reumatolog w listopadzie 2022 roku po przeprowadzeniu badania rezonansu magnetycznego oraz badań krwi. Potwierdziła to biopsja szpiku wykonana w tym samym miesiącu w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Stwierdzono wtedy też duże uszkodzenie kręgosłupa.
Złamania kości i towarzyszący tym objawom ból sprawił, że musiał pan ograniczyć aktywność sportową, którą pan lubił. Z pewnością nie było to łatwe…
To prawda. Zawsze byłem aktywny, lubiłem jazdę na rowerze, pływanie, żeglowanie. Choroba sprawiła, że nie mogłem tego robić z powodu nasilającego się bólu i problemów z poruszaniem się.
Kompresyjne złamania kręgów doprowadziły do tego, że mój wzrost zmniejszył się, a waga spadła z 82 kg do 61 kg w najgorszym dla mnie okresie choroby. Gdy doszło do złamania mostka, miałem także problemy z oddychaniem. Trafiłem do szpitala, gdzie przebywałem od końca grudnia 2022 do początku stycznia 2023 roku. To był dla mnie bardzo trudny okres. Pojawiły się też objawy niewydolności nerek. Z osoby aktywnej i wysportowanej stałem się niesamodzielnym, leżącym pacjentem, zdanym na opiekę rodziny i przyjaciół.
W czasie, gdy trafił pan do Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, było tam prowadzone badanie kliniczne III fazy nowej terapii stosowanej w leczeniu nowotworów krwi. Terapia CAR-T – chimeric antigen receptor T-cell therapy – to innowacyjna, personalizowana terapia genowo-komórkowa, polegająca na „przeprogramowaniu” układu odpornościowego pacjenta tak, aby był zdolny do walki z rakiem. Jakie wymagania musiał pan spełniać, aby się zakwalifikować do tego badania?
Warunkiem było to, żebym wcześniej nie był leczony onkologicznie i ten warunek spełniałem. Można powiedzieć, że miałem szczęście, bo badanie rozpoczęło się w październiku 2022 roku, a ja trafiłem do COZL miesiąc później.
Jak wyglądał proces przygotowania i podania terapii CAR-T?
Cały proces trwał kilka miesięcy – miałem podawane leki w postaci tabletek i zastrzyków w sześciu cyklach, od stycznia do czerwca, a następnie zostały ode mnie pobrane limfocyty w celu „wyprodukowania” z nich CART-T. Polega to na poddawaniu ich modyfikacji genetycznej przez podanie chimerycznego receptora antygenowego (CAR), który pozwala rozpoznawać białka na powierzchni komórek nowotworowych.
Po zastosowaniu jeszcze dwóch terapii pomostowych miałem CAR-T podane dożylnie w formie 75 ml płynu, w sierpniu 2023 roku – był to krótki zabieg, trwający może 12 minut. W tym czasie musiałem przez 3 tygodnie pozostać w szpitalu, w celu obserwacji reakcji organizmu.
Jakie były efekty terapii?
Można powiedzieć, że spektakularne, gdyż badania wykonane po miesiącu – najważniejsze z nich to biopsja szpiku – wykazały, że nie jestem już chory. Poczułem, że w moim organizmie coś się zmieniło. Stopniowo na przestrzeni niecałych 3 lat od podania CAR-T zacząłem wracać do aktywności fizycznej, do ćwiczeń, odzyskiwać sprawność, w tej chwili moja waga wynosi już 75 kg, sylwetka się zmieniła. Obecnie ktoś, kto nie wie o mojej chorobie, nawet nie podejrzewa, co przeszedłem. Oczywiście, bóle po złamaniach utrzymują się, ale ważne jest, że moja sprawność i kondycja się poprawiają.
Czy terapia miała jakieś skutki uboczne i czy trzeba ją powtarzać?
W moim przypadku bezpośrednio po podaniu CAR-T jako skutek uboczny odczuwałem tylko podwyższoną temperaturę. Terapię wykonuje się jednorazowo, a jej efekty utrzymują się przez wiele lat. Według mojej wiedzy skuteczność jest na poziomie 94 procent. Komórki pozostają w organizmie, zapewniając długotrwałą ochronę.
Po zastosowaniu terapii raz na miesiąc pojawiałem się w szpitalu na badaniach kontrolnych, obecnie muszę takie wykonywać raz na dwa miesiące.
Mówi pan, że miał pan szczęście, mając taką możliwość leczenia…
Tak, miałem dużo szczęścia. Spotykam się z innymi pacjentami, ich historie są bardzo różne, niektórzy leczą się wiele lat. Ja trafiłem pod opiekę wspaniałego personelu medycznego Oddziału Hematologii Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, którym kieruje pan dr hab. n. med. Wojciech Legieć. Kieruje on także programem CAR-T. Jestem wdzięczny za opiekę całego personelu tego oddziału i podejście do pacjentów.
W Polsce terapia CAR-T od września 2021 roku jest refundowana u dzieci i młodych dorosłych z ostrą białaczką limfoblastyczną, od maja 2022 roku w przypadku chłoniaków B-komórkowych, a od września 2023 roku również w przypadku chłoniaków z komórek płaszcza. Na taki dostęp czekają pacjenci ze szpiczakiem.
Miejmy nadzieję, że to wkrótce nastąpi. Coraz więcej wiemy na temat terapii CAR-T, jest to niesamowity przełom w leczeniu, a choroba dotychczas uważana za nieuleczalną staje się przewlekłą, a nawet wyleczalną. Życzę każdemu choremu, żeby miał możliwość wyboru sposobu leczenia, a jeśli by chciał – to skorzystania z terapii CAR-T.
