Kardiolog, hipertensjolog, lekarz POZ – trójca od walki z nadciśnieniem ►
– Mamy ponad 11 milionów chorych na nadciśnienie tętnicze w Polsce. To pokazuje, że ani kardiolodzy, ani hipertensjolodzy nie poradzą sobie sami. Równie ważni w tej układance są lekarze rodzinni – wyjaśnia prof. Aleksander Prejbisz, kierownik Centrum Prewencji i Epidemiologii Chorób Układu Krążenia Narodowego Instytutu Kardiologii.
- Prof. Aleksander Prejbisz, główny badacz WOBASZ3, podczas XX Zjazdu Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego w Krakowie udzielił wywiadu „Menedżerowi Zdrowia”
- Ekspert wskazał na pozytywne zmiany w zdrowiu Polaków. Pokazał też słabe punkty i obszary, które wymagają zmian
- Prof. Prejbisz zaznaczył wyjaśnił również, jakimi pacjentami powinni zajmować się kardiolodzy, którymi hipertensjolodzy, a którzy chorzy powinni pozostać pod opieką lekarza POZ.
Wywiad z prof. Aleksandrem Prejbiszem poniżej. Pod wideo spisana rozmowa.
Panie profesorze, nie tak dawno pojawiły się wyniki badań WOBASZ3. Na co wskazują te badania?
Czy widzimy różnicę w porównaniu z poprzednią edycją WOBASZ2? Na czym powinna polegać współpraca lekarza
kardiologa z hipertensjologiem?
Badanie WOBASZ3 to największe polskie badanie epidemiologiczne. Również ważne jest, że za pomocą tej samej metodyki jest oceniane co 10 lat. Badanie WOBASZ1 było przeprowadzone 20 lat temu, WOBASZ2 – 10 lat temu, a WOBASZ3 – w tym i zeszłym roku kalendarzowym. To pozwala nam porównać natężenie czynników ryzyka chorób układu krążenia w naszej populacji.
Te trendy są bardzo ważne, ponieważ pomagają nam ocenić, co robimy dobrze, a czego nie, gdzie jesteśmy skuteczni, jak również – poprzez badanie przekrojowe – jesteśmy w stanie zdefiniować bieżące problemy. Zobaczyć, że coś jest nie tak, zwłaszcza kiedy badamy nowe czynniki ryzyka chorób, układu krążenia.
Ostatnie badanie WOBASZ3 jasno pokazuje, że lepiej leczymy nadciśnienie tętnicze, lepiej je wykrywamy. Mamy mniej osób z nadciśnieniem w populacji powyżej pięćdziesiątego roku życia.
To pokazuje, że mamy pewne sukcesy, które wynikają z tego, że się staramy. Oczywiście można powiedzieć, że mogłoby być jeszcze lepiej. W związku z tym zdecydowanie nasze lepsze leczenie czynników ryzyka jest tutaj bardzo konieczne, ponieważ w populacji poniżej pięćdziesiątego roku życia nie ma poprawy kontroli ciśnienia tętniczego, nie ma zmniejszenia częstości występowania nadciśnienia tętniczego. Dotyczy to również otyłości, zwłaszcza otyłości brzusznej, która jest bardzo częsta w naszej populacji. Niepokojące dane dotyczą też hipercholesterolemii, gdyż jej częstość nie zmniejsza się przez ostatnie dwie dekady, a kontrola u pacjentów prewencji wtórnej jest poniżej 20 proc.
To pokazuje, że naprawdę bardzo mało osób osiąga docelowe, niskie wartości stężenia cholesterolu LDL.
Na koniec ostatni, czwarty główny czynnik ryzyka. Oprócz nadciśnienia, otyłości i cholesterolu LDL – zaburzenia gospodarki węglowodanowej. Tu bardzo ważną liczbą jest ta, że mamy w Polsce 3 miliony osób z cukrzycą. Równie ważne jest to, że mamy 900 tys. osób z niewykrytą cukrzycą. Nie mają one postawionego rozpoznania i w związku z tym nie są leczone z powodu tak poważnego zaburzenia gospodarki węglowodanowej.
I kolejna rzecz: aż 6 milionów osób czeka w przedsionku do cukrzycy, bo ma stan przedcukrzycowy. Zaraz także one będą miały cukrzycę. Dlatego również ważne jest to, abyśmy stan przedcukrzycowy identyfikowali i wprowadzali tym pacjentom co najmniej zmiany stylu życia. A w większości przypadków również rozmawiali z nimi o terapii farmakologicznej w stanie przedcukrzycowym.
Drugie pytanie dotyczyło współpracy między kardiologiem a hipertensjologiem.
Kardiolog i hipertensjolog można powiedzieć, zajmują się dokładnie tymi samymi pacjentami. Z tą różnicą, że specjalizacja z hipertensjologii powstała po to, byśmy lepiej zajmowali się pacjentami, między innymi z trudnym w kontroli nadciśnieniem czy opornym nadciśnieniem tętniczym oraz wtórnymi postaciami nadciśnienia tętniczego.
Z mojej perspektywy do hipertensjologa powinien być kierowany pacjent, u którego lekarz kardiolog leczy nadciśnienie tętnicze, zastosował wszystko, według konkretnych schematów postępowania, ocenił wartości ciśnienia poza gabinetem lekarskim, sprawdził stopień adherencji, ale nadal ma problemy w kontroli ciśnienia tętniczego. Taki pacjent wymaga głębszego spojrzenia.
Mamy ponad 11 milionów chorych na nadciśnienie tętnicze w Polsce. To pokazuje, że ani kardiolodzy, ani hipertensjolodzy nie poradzą sobie sami. Równie ważni w tej układance są lekarze rodzinni, bo oni inicjują terapię. Dwa leki w jednej tabletce, a jak to nie pomaga, to trzy leki w jednej tabletce – mamy możliwość prostej intensyfikacji i rozpoczynania terapii nadciśnienia tętniczego, co jest skuteczne u znakomitego odsetka naszych pacjentów. Dopiero ci, u których po wyczerpaniu klasycznych możliwości nie widać efektów, powinni być dalej kierowani i do ośrodków kardiologicznych, i do środków hipertensjologicznych.
Przeczytaj także: „Odwrotu od podspecjalizacji nie ma. Nie jesteśmy omnipotentami”, „Choroba otyłościowa ma podobny status jak nadciśnienie czy cukrzyca” i „Ciśnienie pod kontrolą. Misja PTNT”.

