Wyślij
Udostępnij:
 
 
Archiwum

Kierunek – bezpieczeństwo

Źródło: Gazeta Lekarska/Sławomir Badurek
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 02.08.2022
 
 
– Ostrzeżenia przed prokuratorem dobrze pamiętam jeszcze z czasów studiów. Dziś brzmią one głośniej, a towarzyszy im poczucie kafkowskiej bezsilności i niepewności – ocenia Sławomir Badurek, specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii, były wiceprezes Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej.
Komentarz Sławomira Badurka, specjalisty chorób wewnętrznych i diabetologii, byłego wiceprezesa Kujawsko-Pomorskiej Okręgowej Izby Lekarskiej:
W poczuciu, że „coś wisi nad głową”, nie jestem sam. Młodzi na SOR-ach, zanim zdecydują: „przyjąć czy odesłać”, robią masę badań, konsultują, obserwują... Główna przyczyna to wcale nie brak miejsc na oddziale, ale własne bezpieczeństwo. Podobnie jest podczas hospitalizacji, gdy kluczowe decyzje podejmują starsi i bardziej doświadczeni. Coraz częściej odbieram telefony z prośbą o konsultację: „przyjdź, zobacz, bo rodzina jest bardzo roszczeniowa”. Wskazań merytorycznych najczęściej nie ma, ale nie odmawiam. Niweluję w ten sposób wcale nie bezpodstawne obawy lekarza prowadzącego o ewentualne zarzuty nieskonsultowania pacjenta z innym specjalistą. Chcę także wierzyć, że postępując w ten sposób, zapobiegam kolejnemu odejściu z pracy w szpitalu. Kryzys kadrowy w szpitalnictwie nasila się od lat. Pandemia mocno zaciemniła obraz, dając złudne nadzieje, że kiedy tylko koronawirus odpuści, oddziały przekształcone w covidowe wrócą do działalności zgodnej ze swoim profilem. Już widać, że nie wszędzie się to udało, a będzie tylko gorzej. Właśnie rozpoczęty sezon urlopowy powiększy braki kadrowe, a wymuszone łatanie dziur w grafikach skończy się jesienią upadkiem niejednego oddziału.

Przyczyn odejść ze szpitala jest wiele, ale na pierwszy plan wysuwa się stan permanentnego przepracowania w quasi-niewolniczym systemie spowodowanym koniecznością opieki nad wieloma chorymi w coraz mniej licznych zespołach. W przypadku rezygnacji z pracy w szpitalu doświadczonych specjalistów i niewybierania przez lekarską młodzież „trudnych” specjalizacji, coraz większą rolę odgrywa obawa przed popełnieniem błędu i grożącymi z tego tytułu konsekwencjami. Wprawdzie ryzyko skazania lub warunkowego umorzenia postępowania karnego jest bardzo małe (tylko jedna na 157 spraw wg danych z 2017 r.), ale sama konieczność tłumaczenia się przed prokuratorem działa traumatyzująco. Nie bez znaczenia jest przewlekłość postępowań, a także konieczność nieraz wielokilometrowych podróży na przesłuchania, odkąd błędami medycznymi zajmują się wyspecjalizowane działy w wybranych prokuraturach. Lekarze są oczywiście świadomi, że porażki w medycynie się zdarzają, a tzw. należyta staranność to termin pojemny, nieprecyzyjny i w związku z tym łatwy do użycia przeciwko nim. Dlatego na różne sposoby starają się zabezpieczyć przed ewentualnymi oskarżeniami, a gdy dojdzie do błędu, dbają, by nie został odkryty. Tak to działa od lat. Dla pacjentów medycyna defensywna oznacza w najlepszym razie stratę czasu i dodatkowy stres, w najgorszym – poważne powikłania niepotrzebnych badań.

Nowy prezes NRL chce to zmienić. Wprowadzenie systemu no fault na wzór skandynawski, czyli przesunięcie akcentu z pytania „kto zawinił?” na „czy pacjent doznał szkody?”, byłoby korzystne zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów. Sukcesem jest poparcie projektu przez ministra zdrowia i rzecznika praw pacjenta. Niestety to za mało, a trudno sobie wyobrazić, by Zbigniew Ziobro poparł go w proponowanej formie. Oznacza to, że albo będziemy musieli uzbroić się w cierpliwość i poczekać na zmianę szefa resortu sprawiedliwości, albo trzeba się liczyć z wprowadzeniem karykaturalnego rozwiązania, dyscyplinującego lekarzy, czyli de facto pogłębiającego obecne patologie w obszarze błędów medycznych. Wizja kija zamiast marchewki jest bardzo prawdopodobna, bo z uwagi na pogłębiający się kryzys i nasilającą frustrację społeczeństwa władza jeszcze mocniej skupi się na szukaniu „winnych” i próbach odwracania uwagi od własnych niepowodzeń. Dlatego, walcząc o poprawę, trzeba zadbać, by nie wpaść z deszczu pod rynnę.

Komentarz opublikowano w „Gazecie Lekarskiej” 7–8/2022.

Przeczytaj także: „O systemie no fault – konferencja samorządu lekarskiego”, „Systemy no fault w Europie – analiza”, „No fault – o co walczą lekarze”, „Prezes Jankowski zapowiada samorządowy projekt ustawy o systemie no fault”, „Zbigniew Ziobro górą w sprawie systemu no fault”, „Wprowadzenie systemu no fault? Jestem umiarkowanym pesymistą”.

 
© 2022 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.