Wyślij
Udostępnij:
 
 
Koniec jednego protestu, czyli początek… kilku nowych
 
Działy: Aktualności
Liczne grupy zawodów medycznych czekały ze swoim protestem na rezydentów. Co zrobią, co podpiszą? Rezydenci się dogadali. Ale to wcale nie oznacza końca protestów. Wręcz przeciwnie.
I choć może zakrawać to na paradoks koniec negocjacji z rezydentami otworzy pole do kolejnych protestów, być może jeszcze ostrzejszych. Parafrazując słowa Jonasza Kofty, czy „po młodych gniewnych” odezwą się „starzy wku…”? Zapytaliśmy ekspertów.

Grzegorz Ziemniak, partner w Instytucie Zdrowia i Demokracji:
- Często zdarza się, że po osiągnięciu porozumienia sporo grono dotychczasowych sojuszników kontestuje zapisy, uważa, że trzeba było osiągnąć więcej. Tym razem to grono niezadowolonych jest całkiem sporo.

Niedosyt czuć mogą lekarze – specjaliści, którzy już dziś nie tylko głośno protestują, ale sami niezależnie od innych działań – odchodzą z pracy w szpitalach, np. na Podlasiu. Ratownicy nie załatwili do końca sprawy podwyżek. Mimo tego, że obiecał je rząd – nie wszyscy dostali. Swojego niezadowolenia nie kryje też środowisko pielęgniarek. Wreszcie: mocno niezadowolone jest środowisko lekarzy POZ, na których głowy spadają coraz to nowe obowiązki – bez podwyżek stawki. Doliczyć możemy fizjoterapeutów, diagnostów i wszystkich innych zawodów medycznych, których spraw nie załatwiło porozumienie podpisane przez rezydentów. Możliwe, że teraz trudniej będzie o to, by wystąpili wszyscy naraz, w jednym proteście. Ale czekać nas będzie wiele mniejszych, lokalnych, środowiskowych – a ich suma będzie niemniej groźna niż akcja opt-out.

Krzysztof Czerkas, członek Rady Naczelnej Polskiej Federacji Szpitali, partner i ekspert Formedis Medical Management & Consulting w Poznaniu oraz wykładowca i ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku:
- Analiza tekstu „Porozumienia Ministra Zdrowia z Porozumieniem Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy", jego formuła prawna oraz stosowany w dokumencie język, skłaniają do przekonania, że w czwartek (8 lutego) strony podpisały list intencyjny, czyli deklarację woli wyrażającą intencje stron wypracowane w procesie długich i złożonych negocjacji. Należy przy tym pamiętać, że listy intencyjne, mimo że są bardzo ważnym etapem poprzedzającym zawarcie umowy, nie mają mocy prawnej wiążącej i z reguły nie wynika z nich zobowiązanie do zawarcia negocjowanej umowy. Nie są one ani umową przedwstępną, ani czystą ofertą w rozumieniu prawa cywilnego.

Odnosi się nieodparte wrażenie, że z punktu widzenia pacjentów, będących według zapewnień obydwu umawiających się stron głównymi beneficjentami porozumienia, przedmiotowy dokument jest pyrrusowym zwycięstwem. Praktycznie rzecz biorąc, wzrost nakładów na publiczny sektor ochrony zdrowia do poziomu 6 proc. PKB w 2024 roku oraz tempo dochodzenia do tego poziomu nie różnią się od pierwotnych propozycji strony rządowej. Biorąc pod uwagę niepewność co do tempa wzrostu gospodarki polskiej w nadchodzących latach, na tym odcinku Rezydenci praktycznie niczego nie osiągnęli. Zapewnili sobie jednak wzrost wynagrodzeń i to szybko, bo już od lipca 2018 roku, co zapewne nie umknie uwadze innych grup zawodowych w sektorze ochrony zdrowia i prawdopodobnie wywoła wzrost presji na rząd RP celem poprawienia również ich sytuacji finansowej.

Oprac. Bartłomiej Leśniewski

Przeczytaj też: "Hamankiewicz ostro o porozumieniu minister-rezydenci" i "Bukiel o porozumieniu minister-rezydenci: To początek, a nie koniec"
 
© 2018 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe