Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Źródło: Menedżer Zdrowia, Okręgowa Izba Lekarska Warszawa

Na dezinformację trzeba reagować lotem błyskawicy

Krzysztof Herman/Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie

Dezinformacja medyczna potrzebuje kilku godzin, by dotrzeć do setek tysięcy osób, podczas gdy rzetelna odpowiedź instytucji może powstawać kilka dni. OIL w Warszawie chce skrócić ten dystans i rozwijać system szybkiego reagowania na fałszywe informacje dotyczące zdrowia. – Nie możemy reagować dopiero wtedy, kiedy szkodliwy materiał ma kilka milionów wyświetleń. Musimy nauczyć się wychwytywać takie zjawiska wcześniej i reagować szybciej – mówi wiceprezes ORL w Warszawie Krzysztof Herman.

Konferencja „ZERO tolerancji dla dezinformacji w medycynie!”, zorganizowana 25 sierpnia przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie, zgromadziła przedstawicieli środowiska medycznego i naukowego, administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, policji, instytucji zajmujących się bezpieczeństwem przestrzeni informacyjnej oraz mediów.

Rozmowa dotyczyła nie tylko skali zjawiska, ale przede wszystkim sposobów skutecznego reagowania na pseudonaukowe treści i ochrony pacjentów przed niepotwierdzonymi metodami leczenia.

Zjawisko skali i szybkiego reagowania

Według opublikowanego we wrześniu „Barometru dezinformacji medycznej”, przygotowanego przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i Mediaboard, w analizowanym okresie promotorzy pseudonauki pojawili się w 578 materiałach, podczas gdy eksperci wyjaśniający i prostujący dezinformację – w 264. Jednocześnie materiały eksperckie miały zdecydowanie większy zasięg.

Autorzy raportu wskazują, że odpowiednio zaplanowana obecność ekspertów w mediach może skutecznie równoważyć przekaz pseudonaukowy.

– Niestety dane te pokazują przede wszystkim, że rzetelna medycyna zbyt często oddaje pole. Pacjent, który wpisuje objawy w wyszukiwarkę albo zaczyna szukać informacji w mediach społecznościowych, nie porusza się przecież po uporządkowanej bazie wiedzy medycznej. Trafia na treści, które najlepiej radzą sobie w algorytmach – często najbardziej emocjonalne, kategoryczne i obiecujące proste rozwiązania – stwierdza wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie Krzysztof Herman.

Jak podkreśla, dane z Barometru pokazują jednak również, że nie chodzi o wyścig, którego wynik jest przesądzony.

– Materiałów eksperckich było mniej, ale pojedynczy materiał ekspercki osiągał większe dotarcie. To ważny sygnał. Oznacza, że rzetelna wiedza może skutecznie docierać do odbiorców, jeśli pojawia się tam, gdzie rzeczywiście toczy się rozmowa o zdrowiu. Powtarzam od naszej konferencji jedną rzecz: prawdziwa informacja nie obroni się sama tylko dlatego, że jest prawdziwa. Musimy nauczyć się o nią aktywnie konkurować – jej dostępnością, szybkością i sposobem przekazania – zaznacza Krzysztof Herman.

Na pacjenta nie można się obrażać

Przychodzi pacjent do lekarza... ale wcześniej robi rozeznanie w internecie. Ma już w ręku „diagnozę” i pomysł na leczenie. Nierzadko bez żadnego potwierdzenia w nauce.

– Samo powiedzenie pacjentowi: „to nieprawda, proszę mi wierzyć, bo jestem lekarzem” coraz częściej nie wystarcza. I nie powinniśmy się na pacjentów za to obrażać. Pacjent przychodzi dziś do gabinetu nie tylko ze swoimi objawami. Często przychodzi też z gotową diagnozą, filmem z TikToka, wydrukiem z internetu albo odpowiedzią wygenerowaną przez AI. Lekarz pozostaje źródłem wiedzy medycznej, ale coraz częściej musi być również przewodnikiem po tej ogromnej ilości informacji – pomóc pacjentowi odróżnić to, co wiarygodne, od tego, co tylko wiarygodnie brzmi. Nie chodzi o to, żeby lekarze stali się influencerami, ale musimy nauczyć się mówić o medycynie językiem zrozumiałym. Wyjaśniać, skąd wiemy, że dana terapia działa, mówić uczciwie o niepewności, ryzyku i ograniczeniach. I przede wszystkim nie lekceważyć obaw pacjenta – przekonuje wiceprezes ORL w Warszawie.

– Pseudomedycyna bardzo często sprzedaje prostotę, pewność i emocje. Medycyna oparta na dowodach bywa bardziej skomplikowana. Naszym zadaniem jest sprawić, żeby ta złożoność była dla pacjenta zrozumiała, a nie zastępować ją kolejnym sloganem – dodaje ekspert.

Problem bezpieczeństwa zdrowotnego

Skala zjawiska pokazuje, że nie można traktować dezinformacji wyłącznie jako problemu komunikacyjnego.

„Barometr dezinformacji medycznej” wskazuje, że w ciągu zaledwie trzech miesięcy zidentyfikowano 8393 publikacje i wpisy dotyczące dezinformacji zdrowotnej, generujące 883 mln potencjalnych kontaktów z przekazem. Analiza objęła także ponad 9 tys. komentarzy internautów. Szczególnie istotne jest to, że fałszywe i wprowadzające w błąd treści nie kończą swojego życia wraz z publikacją materiału.

– Zdecydowanie musimy patrzeć na to szerzej niż tylko na problem komunikacji. Oczywiście pierwszą ofiarą może być konkretny człowiek – ktoś, kto zrezygnuje ze szczepienia, opóźni diagnostykę nowotworu albo zamiast skutecznego leczenia wybierze terapię, która nie ma żadnych naukowych podstaw. Ale skutki społeczne mogą być znacznie poważniejsze – mówi Krzysztof Herman.

Ważne budowanie autorytetów medycznych

– Jeżeli przez lata podważamy wiarygodność lekarzy, nauki i instytucji publicznych, tracimy kapitał, którego nie da się odbudować jednym komunikatem prasowym. A ten kapitał nazywa się zaufaniem. Jest on absolutnie niezbędny chociażby podczas epidemii, kryzysów zdrowotnych czy prowadzenia programów profilaktycznych.  

– Dlatego dezinformację medyczną traktowałbym już jako jeden z elementów bezpieczeństwa zdrowotnego państwa. Szczególnie, że dziś dochodzą do tego narzędzia sztucznej inteligencji, deepfaki czy reklamy wykorzystujące bez zgody wizerunki lekarzy. Skala i tempo rozpowszechniania fałszywej informacji są zupełnie inne niż jeszcze kilka lat temu. Nie możemy reagować dopiero wtedy, kiedy szkodliwy materiał ma kilka milionów wyświetleń. Musimy nauczyć się wychwytywać takie zjawiska wcześniej i reagować szybciej – dodaje.

OIL w Warszawie: potrzebny jest system szybkiego reagowania

Wnioski z konferencji oraz dane płynące z Barometru prowadzą do pytania: jak skrócić czas między pojawieniem się dezinformacji a pojawieniem się rzetelnej odpowiedzi? Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie chce rozwijać działania służące szybszemu reagowaniu na fałszywe i wprowadzające w błąd informacje dotyczące zdrowia. Liczy na współpracę odpowiednich instytucji i środowisk.

– Lekarze i samorząd lekarski mają tutaj bardzo ważną rolę, ale byłoby błędem przerzucenie całej odpowiedzialności na lekarzy. Nie wygramy z dezinformacją, odpowiadając pojedynczo na każdy post w internecie – podkreśla Krzysztof Herman.

– Potrzebujemy współpracy państwa, środowiska medycznego, uczelni, mediów, szkół i platform internetowych. Każdy ma inne narzędzia. Lekarze mogą dostarczać wiedzę i budować zaufanie. Media mogą nadawać tej wiedzy odpowiedni zasięg. Platformy powinny skuteczniej reagować na treści stanowiące realne zagrożenie dla zdrowia, zwłaszcza na oszustwa wykorzystujące wizerunek lekarzy. Państwo natomiast powinno stworzyć ramy prawne i organizacyjne, które pozwolą reagować szybko. Jednym z rozwiązań powinien być stały system szybkiego reagowania na dezinformację medyczną – oparty na monitorowaniu pojawiających się narracji, szybkim angażowaniu ekspertów oraz przygotowywaniu prostych i zrozumiałych odpowiedzi, które mogłyby następnie wykorzystywać media, lekarze i instytucje publiczne – ocenia ekspert.

– Jeżeli miałbym wskazać jedną rzecz do zrobienia już teraz, byłby to właśnie stały system szybkiego reagowania na dezinformację medyczną. Miejsce, które monitoruje pojawiające się narracje, szybko angażuje odpowiednich ekspertów i przygotowuje prostą, zrozumiałą odpowiedź. W Okręgowej Izbie Lekarskiej w Warszawie sami chcemy taki mechanizm rozwijać, wykorzystując rolę Rzecznika Praw Lekarza, program Lex Doctor jak również Zespół ds. ochrony wizerunku i bezpieczeństwa lekarzy. Docelowo powinien to być system znacznie szerszy, angażujący wiele instytucji – mówi.

– Dziś często jest tak, że dezinformacja potrzebuje kilku godzin, żeby dotrzeć do setek tysięcy osób, a instytucje potrzebują kilku dni, żeby przygotować oficjalne stanowisko. Musimy skrócić ten dystans. OIL w Warszawie zapowiada dalsze działania na rzecz wzmacniania obecności rzetelnej wiedzy medycznej w przestrzeni publicznej. Celem jest nie tylko reagowanie na dezinformację, ale również budowanie takiej komunikacji medycznej, która będzie dla pacjentów dostępna, zrozumiała i obecna zanim fałszywa narracja zdąży się rozpowszechnić – podsumowuje Krzysztof Herman.

Przeczytaj także: „Barometr dezinformacji medycznej o „Lex szarlatan”. Ustawa uruchomiła lawinę”, „Wirus dezinformacji” i „Dezinformacja medyczna – fałszywe diagnozy, prawdziwe cyberataki”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: dezinformacja dezinformacja medyczna OIL Krzysztof Herman pseudomedyk pseudomedycy pacjent pacjenci