Barometr dezinformacji medycznej o „Lex szarlatan”. Ustawa uruchomiła lawinę
123RF
Medialny wydźwięk ustawy „Lex szarlatan” to blisko 2,5 tysiąca publikacji o zasięgu 190 milionów kontaktów w zaledwie 2 dni – wynika z Barometru dezinformacji medycznej opracowanego przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW) oraz firmę Mediaboard. To pierwsza z cyklicznych publikacji przygotowywanych przez Obserwatorium Dezinformacji Medycznej UMW, która nie tylko opisuje główne narracje, ale też wskazuje potencjalne źródła kryzysów w niedalekiej przyszłości.
W swojej analizie UMW wyjaśnia: – Dezinformacja medyczna nie jest już tematem publikacji w mediach branżowych. Ostatni kwartał, którego analizę zawiera Barometr dezinformacji, pokazuje, że dyskusja tocząca się wokół ustawy znanej jako „Lex szarlatan” przestała być wyłącznie rozmową o bezpieczeństwie pacjentów. Została połączona z polityką, wolnością słowa, „cenzurą”, „Big Pharmą” czy rzekomym zagrożeniem dla zielarzy i dietetyków. Temat medyczny stał się paliwem dla szerszego konfliktu politycznego i światopoglądowego. I jako konflikt świetnie sprzedał się w mediach – czytamy.
Obserwatorium Dezinformacji Medycznej jako przykład działań systemowych
Uczelnia wskazuje, że dziś potrzebujemy działań systemowych – takich jak stworzone przez nią Obserwatorium Dezinformacji Medycznej. – Świat medyczny to dziś za mało, by skutecznie przeciwdziałać dezinformacji. Konieczne jest działanie międzysektorowe, a przede wszystkim działanie systemowe. Deklaracje, jednorazowe akcje czy eventy nie przełożą się na wymierne rezultaty. Dlatego na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu stworzyliśmy Centrum Odkryć Medycznych, w którym wyodrębniamy teraz Obserwatorium Dezinformacji Medycznej – wyjaśnia rektor uczelni prof. Piotr Ponikowski.
– Przestajemy rozmawiać na poziomie ogólnikowych haseł i przypuszczeń, odnosimy się do tworzonych przez nas analiz, narracji i liczb opisujących konkretny moment w czasie. Relacjonujemy rzeczywistość niemal na bieżąco, co pozwala lepiej zrozumieć jej dynamikę i dzięki temu przygotować działania, które mogą zapobiegać nowym stanom zapalnym. Obserwatorium jest częścią szerszego systemu działań UMW na rzecz odporności informacyjnej państwa. Obejmuje on popularyzację nauki, bezpłatny podręcznik edukacji zdrowotnej, narzędzia AI wspierające nauczycieli, ich kształcenie oraz portal weryfikujący popularne mity medyczne – podkreśla.
Pierwszy kwartalny Barometr pozwala zobaczyć, jak ta debata zmienia się pod wpływem bieżących wydarzeń. Od czerwca do końca sierpnia zidentyfikowano 8393 publikacje i wpisy dotyczące dezinformacji zdrowotnej. Wygenerowały one 883 mln potencjalnych kontaktów z przekazem. Analiza objęła również 9136 komentarzy internautów.
Najważniejszym tematem kwartału był spór o ustawę określaną jako „Lex szarlatan”. Odpowiadał za 64 proc. wszystkich publikacji i wpisów oraz 76 proc. całego zasięgu analizowanej debaty. W ciągu trzech miesięcy pojawiło się 5369 materiałów dotyczących ustawy, które wygenerowały blisko 674 mln potencjalnych kontaktów i ponad 5 tys. komentarzy.
Punktem zwrotnym była decyzja prezydenta z 20 sierpnia o niepodpisaniu ustawy i skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego. Tego dnia ukazało się 1458 publikacji i wpisów, generujących 190 mln kontaktów. Dzień później, po zapowiedzi projektu prezydenckiego, odnotowano kolejne 1009 materiałów. W ciągu zaledwie dwóch dni powstało ich 2467.
Nowe uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta powstały na wzór tych, które ma UOKiK
– W mojej ocenie poszerzenie kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta to dobry kierunek. Oczywiście można dyskutować nad zakresem tych kompetencji, definicjami praktyk pseudomedycznych czy dezinformacji medycznej, ale warto też podkreślić, że uprawnienia, jakie miał zyskać Rzecznik Praw Pacjenta, nie są uprawnieniami nowymi w polskim porządku prawnym. Zgodnie z treścią uzasadnienia do projektu „Lex szarlatan”, zostały one zaprojektowane na wzór kompetencji, jakie w sprawach ochrony konkurencji i konsumentów już posiada prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – przypomina Dominika Szachniewicz, radca prawny i dyrektor generalny UMW.
– Skoro jako konsumenci jesteśmy objęci wszechstronną ochroną, to dlaczego obawiamy się podobnej ochrony w sytuacji, gdy chodzi o nasze życie czy zdrowie, a skutki pewnych działań mogą być już dla nas nieodwracalne? Dzisiaj nie ma żadnego systemu ostrzegania przed dezinformacją medyczną czy praktykami pseudomedycznymi. Dlatego sam system kar to za mało. Musimy mieć jako pacjenci legalne źródło informacji, np. w postaci rejestru podmiotów prowadzących dezinformację medyczną, a ochrona naszego życia i zdrowia musi być priorytetem w zderzeniu z nieuczciwą działalnością zarobkową – apeluje.
Barometr dezinformacji medycznej pokazuje, że fałszywe narracje nie znikają wraz z końcem wydarzenia, które je uruchomiło. Pozostają w infosferze i mogą zostać szybko wykorzystane przy kolejnym sporze, kryzysie czy decyzji politycznej.
– „Lex szarlatan” uwidocznił, jak łatwo istniejące narracje można podłączyć pod nowe wydarzenie: „Big Pharma” staje się „lex Big Pharma”, a wcześniejsze opowieści o cenzurowaniu niewygodnej wiedzy – argumentem przeciw regulacjom dotyczącym pseudomedycyny – wyjaśnia Wioletta Samborska, dyrektor Centrum Odkryć Medycznych UMW. – Dezinformacja nie zaczyna się od zera. Ma bibliotekę gotowych opowieści, które można uruchomić przy kolejnym, „sprzyjającym im” wydarzeniu – dodaje.
Formuły narracyjne wykorzystywane przy okazji „Lex szarlatan”
Barometr identyfikuje nie tylko tematy, ale również formuły narracyjne, które mogą zostać ponownie wykorzystane. Wokół „Lex szarlatan” pojawiły się trzy szczególnie wyraźne schematy: ustawa miała być projektem napisanym pod dyktando koncernów farmaceutycznych, uderzać w zielarzy i dietetyków oraz prowadzić do cenzury i odebrania pacjentom prawa wyboru.
Narracja „Lex Big Pharma” pojawiła się w 226 materiałach i 304 komentarzach. Niemal równie często – w 227 materiałach – powtarzano, że regulacja zagrozi legalnej działalności zielarzy, dietetyków i praktyków medycyny naturalnej. Ten przekaz okazał się szczególnie istotny, ponieważ łączył narrację antysystemową z bardziej powszechną obawą o ograniczenie legalnych praktyk.
W 56 materiałach ustawę przedstawiano natomiast jako narzędzie cenzury i ograniczania wolności. Duże ryzyko nasilenia dezinformacji medycznej wiąże się także z wygenerowanymi przez AI wizerunkami lekarzy oraz głośnymi procesami sądowymi celebrytów szerzących antynaukowe treści.
Głos nauki jest słyszalny, ale pojawia się zbyt rzadko
Eksperci wyjaśniający i prostujący treści dezinformacyjne pojawili się w mediach w badanym okresie 264 razy. Promotorzy pseudonauki mieli 578 wystąpień. Co ciekawe, materiały eksperckie miały zdecydowanie większy zasięg.
Jak to możliwe? Pojawiały się w mediach, które docierały znacznie szerzej. To pokazuje, że odpowiednio zaplanowana obecność ekspertów w mediach może skutecznie równoważyć przekaz pseudonaukowy. Pod warunkiem, że nie ograniczy się wyłącznie do samych materiałów dziennikarskich, ale obejmie też pojawiające się pod nimi komentarze.
Treści fałszywe lub wprowadzające w błąd stanowiły 7 proc. analizowanych publikacji i postów, ale ich udział wzrastał do 12 proc. w komentarzach. W analizie uwzględniono 9136 komentarzy.
To istotna różnica, która unaocznia, że rzetelny materiał dziennikarski czy wypowiedź eksperta nie zamyka obiegu informacji. Pod publikacją może powstać drugi obieg: pojawiają się kontrargumenty, teorie spiskowe, osobiste świadectwa czy podważanie wiarygodności lekarzy.
– Liczby w naszym raporcie mówią same za siebie, ale warto powiedzieć wprost, co się za nimi kryje. Śledzimy media i rzadko widzimy temat zdrowotny, który w dwa dni potrafi wygenerować blisko dwa i pół tysiąca publikacji. Oczywiście stwierdzenie to nie odnosi się do wydarzeń niespodziewanych czy kryzysowych – jak pandemia COVID-19. To pokazuje, że dezinformacja medyczna przestała być niszą i zdecydowanie żyje tam, gdzie są emocje, konflikt i szybkie tempo newsa – przyznaje Marcin Szczupak, CEO Mediaboard Polska.
– Dla nas jako firmy zajmującej się monitoringiem i analityką mediów najważniejszy wniosek jest taki, że nie wystarczy patrzeć na to, co napisała redakcja. Trzeba dostrzegać też to, co dzieje się później w komentarzach i mediach społecznościowych, w drugim, nieformalnym obiegu informacji. To tam fałszywe treści rosną najszybciej. Cieszymy się, że mogliśmy wesprzeć Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu danymi do tego opracowania. Wierzymy, że regularne pokazywanie skali zjawiska liczbami, a nie przeczuciami, to pierwszy krok do tego, żeby skutecznie na nie reagować – dodaje.
Szczegółowe analizy i metodologie badania znaleźć można w Barometrze dezinformacji medycznej na stronie: https://www.umw.edu.pl/pl/raport.
Przeczytaj także: „Dlaczego prezydent skierował „Lex szarlatan” do Trybunału Konstytucyjnego?”.



