Prywatne na państwowym?
Archiwum
– Zanim zaczniemy przedstawiać komercję jako sukces zarządczy, trzeba wykazać, że jej wynik nie powstaje dzięki pominięciu kosztów infrastruktury, za którą wciąż płaci sektor publiczny – stwierdził Rafał Janiszewski, oceniając postulat Marcina Jędrychowskiego i punktując systemowe ograniczenia dla leczenia pełnopłatnego.
Dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Marcin Jędrychowski chciałby zarabiać, dlatego poprosił o zgodę na przeprowadzenie pilotażu leczenia komercyjnego w swojej placówce. Apel padł ze sceny, podczas w panelu „Szpitalnictwo – najbardziej kosztochłonna część systemu. Ilu szpitali naprawdę potrzebuje Polska? Reforma, której boją się politycy”, który odbył się podczas X Kongresu Wizja Zdrowia – Diagnoza i Przyszłość – Foresight Medyczny.
Jędrychowski zaproponował precyzyjny podział komercji na konkretne procedury i zakresy, aby udowodnić, że leczenie pełnopłatne nie wpłynie na wydłużenie kolejek dla pacjentów publicznych, a za to znacząco poprawi szpitalny budżet – pisaliśmy o tym w tekście „Klinika wolnego rynku”.
Do sprawy w „Menedżerze Zdrowia” odniósł się Rafał Janiszewski, ekspert w zakresie ochrony zdrowia i właściciel Kancelarii Doradczej Rafał Piotr Janiszewski.
Analizując pomysł pilotażu, zachowuje sceptycyzm i wylicza prawne oraz organizacyjne przeszkody.
Infrastruktura i ukryte koszty
Zdaniem eksperta postulat dyrektora Marcina Jędrychowskiego wymaga znacznie dokładniejszego wyjaśnienia niż tylko zapewnienie, że kolejki nie wzrosną. Rafał Janiszewski stawia podstawowe pytanie o to, jakie zasoby miałyby służyć tej działalności i jakie zobowiązania już na nich ciążą.
– Prowadzenie odpłatnego leczenia w budynku wybudowanym, utrzymywanym i modernizowanym ze środków publicznych, z wykorzystaniem aparatury z dotacji, budzi uzasadnione wątpliwości. Zanim zaczniemy przedstawiać komercję jako sukces zarządczy, trzeba wykazać, że jej wynik nie powstaje dzięki pominięciu kosztów infrastruktury, jej utrzymania i odtworzenia, które poniósł lub nadal ponosi sektor publiczny – podkreślił w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia”.
Ekspert zastrzegł przy tym, że publiczne pochodzenie majątku nie zawsze wyklucza jego odpłatne wykorzystanie. Decydują o tym warunki dofinansowania, przeznaczenie inwestycji i zasady pomocy publicznej. Istnieją – jak podkreślił Rafał Janiszewski – przepisy dopuszczające ograniczoną działalność komercyjną o charakterze pomocniczym, jednak nie stanowi to ogólnego przyzwolenia na wolnorynkowe zagospodarowanie każdej inwestycji państwowej.
Czas lekarza i harmonogram to rzecz święta
Nawet jeśli udałoby się jakoś rozliczyć użytkowanie państwowego sprzętu, na drodze do komercji staje czynnik ludzki. Szpital to przecież także kadra, której czas zadeklarowano w umowach.
Kolejnym argumentem przeciwko swobodnemu wprowadzaniu usług płatnych jest bowiem organizacja pracy personelu.
Rafał Janiszewski kategorycznie sprzeciwił się założeniu, według którego lekarz wykazany w harmonogramie oddziału mógłby w tym samym czasie wykonywać świadczenia komercyjne tylko dlatego, że NFZ nie finansuje procedur na poziomie możliwości placówki. Choć dyrektor Marcin Jędrychowski wprost takiego rozwiązania nie zaproponował, właściciel kancelarii doradczej ocenił, że należy je z góry wykluczyć z jakiegokolwiek projektowanego modelu.
– Harmonogram nie jest dokumentem sporządzanym wyłącznie po to, aby uzyskać kontrakt. Określa rzeczywiste zobowiązania świadczeniodawcy – wyjaśnił Rafał Janiszewski, powołując się na przepisy ogólnych warunków umów, które nakazują udzielanie świadczeń zgodnie z wykazem przez cały okres obowiązywania kontraktu.
– To oznacza, że osiągnięcie określonej wartości wykonania nie zwalnia automatycznie personelu i infrastruktury do działalności odpłatnej. Wyczerpanie limitu nie przekształca oddziału publicznego w oddział komercyjny – dodał.
Asymetria obowiązków a rola płatnika
W tym miejscu dochodzimy do systemowego pęknięcia, w którym fundusz często zamyka budżet, podczas gdy w poczekalni wciąż siedzą chorzy wymagający opieki.
W tej sytuacji – jak podkreślił ekspert – ujawnia się zasadnicza asymetria całego systemu ochrony zdrowia. Szpital ma obowiązki związane z dostępnością, ciągłością i bezpieczeństwem leczenia, natomiast limitowane finansowanie jest ściśle powiązane z kwotą zobowiązania funduszu.
– Z kontraktu z NFZ jasno wynika, że świadczeniodawca ma obowiązek przyjąć i zaopatrzyć każdego uprawnionego pacjenta, a fundusz zapłaci za to kwotę nie wyższą niż ustalona w umowie. Katalog świadczeń i punkty to tylko miara stopnia zaangażowania szpitala, a nie jednostki płatnicze, które można wprost przeliczyć na liczbę zabiegów – tłumaczył Rafał Janiszewski.
Jeśli placówka dysponuje wolnym potencjałem, a chorzy czekają w kolejkach, problem leży po stronie płatnika. To funduszowi należy zadać pytanie, dlaczego nie finansuje wykorzystania zasobów stworzonych właśnie dla tych pacjentów.
W tej kwestii Rafał Janiszewski w pełni poparł postulaty dyrektora Marcina Jędrychowskiego dotyczące konieczności weryfikacji wymagań narzucanych przez urzędników.
Prawna ekwilibrystyka
Podsumowując swój wywód, Rafał Janiszewski dostrzegł potrzebę rzetelnej debaty nad zmianą przepisów.
Podkreślił przy tym, że skoro NFZ nie jest w stanie na bieżąco odpowiadać na potrzeby zdrowotne Polaków, szukanie alternatyw i pozwalanie na finansowanie leczenia przez samych pacjentów lub ubezpieczycieli jest racjonalne. Zaznaczył jednak, że obecnie polskie prawo nie stwarza do tego przejrzystych warunków, a ewentualne łączenie obu systemów wymaga „niezłej ekwilibrystyki”.
Przeczytaj także: „Koniec dyktatury łóżka”, „Operacja na otwartym rynku”, „Koniec z niekontrolowaną konkurencją o lekarzy specjalistów” i „MCDA – kiedy i co to da?”.
Więcej materiałów z konferencji po kliknięciu w poniższy baner.

