Szczyt wielkopolskich szpitali? To nie wypali
123RF
Radny wojewódzki zaproponował zorganizowanie Wielkopolskiego Szczytu Szpitalnego, podczas którego zdecydowano by, jak powstrzymać dyrektorów lecznic przed podbieraniem sobie personelu i konkurowaniem o pacjentów. Władze województwa nie podjęły tej inicjatywy, uzasadniając to toczącymi się pracami legislacyjnymi oraz ograniczonymi kompetencjami samorządu.
Filip Żelazny, radny Sejmiku Województwa Wielkopolskiego z Prawa i Sprawiedliwości, 28 września 2026 r. złożył interpelację do marszałka Marka Woźniaka. Zasugerował w niej zorganizowanie spotkania dyrektorów placówek podległych marszałkowi i szpitali powiatowych, a także przedstawicieli lokalnych władz. Ci mieliby porozmawiać o pogarszających się finansach lecznic i – jak podkreślił – brak jakichkolwiek deklaracji rządzących, że sytuacja ulegnie poprawie.
Co istotne, radny propozycje agrumentował coraz gorszą sytuacją ekonomiczno-finansową placówek – o tej pisaliśmy międzi innymi w tekstach „Wiara, nadzieja, nadwykonania. Z nich zaś największe są nadwykonania” i „Zdrowie na kredyt”.
Zgodnie z pismem Żelaznego rozmowy miałyby dotyczyć:
- zaprzestania wzajemnego podbierania lekarzy poprzez oferowanie wyższych stawek wynagrodzeń,
- ograniczenia konkurowania o chorych,
- kooperacji między placówkami świadczącymi uzupełniające się usługi w celu efektywniejszej realizacji kontraktów.
Efektem spotkania miała być wspólna deklaracja dyrektorów o współdziałaniu na rzecz obniżenia kosztów i polepszenia jakości świadczeń. Radny argumentował, że w przypadku bierności państwa to samorząd województwa powinien wykazać się inicjatywą – szczególnie w zakresie zasad zatrudniania personelu i organizacji opieki.
W odpowiedzi z 14 października 2026 r. władze regionu zapewniły, że na bieżąco monitorują sytuację podległych podmiotów i pozostają w kontakcie z Wielkopolskim Oddziałem Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) w sprawach finansowania zrealizowanych świadczeń. Jednocześnie urząd marszałkowski odrzucił propozycję zorganizowania takiego wydarzenia.
Głównym argumentem przeciwko spotkaniu okazała się planowana zmiana prawa.
– Procedowane są zmiany legislacyjne dotyczące między innymi zasad zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego, a także zabezpieczenia realizacji świadczeń zdrowotnych („Menedżer Zdrowia” pisał o tym między innymi w tekstach „Zdrowotna ofensywa Tuska (i nie tylko)” i „Limity pensji lekarskich – co dołożyła od siebie Lewica?”). Dokonywanie ustaleń na obecnym etapie mogłoby skutkować koniecznością ich ponownej modyfikacji po zakończeniu procesu legislacyjnego na poziomie krajowym – napisała w odpowiedzi Katarzyna Kretkowska, członkini zarządu województwa wielkopolskiego.
– Po przyjęciu wspomnianych przepisów i określeniu terminu ich wejścia w życie możliwe będzie dokonanie kompleksowej analizy ich wpływu na funkcjonowanie podmiotów leczniczych, w szczególności na poziom kosztów wynagrodzeń, zasady zatrudniania personelu i organizację udzielania świadczeń – tłumaczyła Kretkowska, dodając, że ma to zapobiec podejmowaniu działań o charakterze przejściowym.
Samorząd nie chciał również brać na siebie ciężaru dyskusji o kontraktach i organizacji leczenia. Urząd przypomniał, że jego rola polega na rozwoju infrastruktury leczniczej i dostosowywaniu podległych podmiotów do potrzeb mieszkańców. Władze regionu wprost odcięły się od odpowiedzialności za system.
– Nie oznacza to, że marszałek województwa odpowiada bezpośrednio za całościową organizację udzielania świadczeń opieki zdrowotnej na terenie województwa, w szczególności za ich kontraktowanie, finansowanie oraz określanie zakresu świadczeń gwarantowanych – podkreśliła członkini zarządu, dodając, że zadania te realizowane są przez płatnika.
Z tego powodu zarząd stanął na stanowisku, że to fundusz kreuje sieć usług medycznych, a województwo działa wyłącznie w ściśle określonych, ustawowych granicach przyznanych mu uprawnień.
Przeczytaj także: „Zdrowie na kredyt”, „Demolka w zdrowiu – kto jest za to odpowiedzialny” i „Ostatni moment na ratunek. Dyrektorzy szpitali powiatowych rozczarowani postawą resortu”.
