Złudzenie dobrego składu
123RF
Kupujemy „naturalne”, „ekologiczne” i „bezcukrowe” produkty z przekonaniem, że inwestujemy w zdrowie. Tymczasem analiza rynku żywnościowego obnaża mechanizm handlowego marketingu: za obietnicami poprawy jednej cechy kryje się często gorszy ogólny bilans odżywczy, w którym zredukowany tłuszcz czy sód zastępowane są nadmiarem cukru.
- Mniej kalorii, ale więcej cukru i sodu? Analiza niemal 150 tys. produktów udowadnia, że żywność z deklaracjami prozdrowotnymi zaskakująco często ma gorszy ogólny profil odżywczy niż zwykłe odpowiedniki
- Dlaczego napoje „o obniżonej zawartości sodu” częściej zawierają więcej cukru, a żywność „bez tłuszczów trans” nierzadko obfituje w nasycone kwasy tłuszczowe?
- Jak działają hasła takie jak „naturalny” czy „ekologiczny”, wywołując u konsumentów tzw. efekt aureoli, który nie ma poparcia w rzeczywistym składzie produktu
Artykuły spożywcze opatrzone deklaracjami prozdrowotnymi – takimi jak „naturalny”, „ekologiczny” czy „bez cukru” – nie zawsze są zdrowsze od pozostałych. Często charakteryzują się nawet mniej korzystnym składem – potwierdza analiza objęwająca niemal 150 tys. artykułów żywnościowych i napojów wprowadzonych na rynek w Stanach Zjednoczonych.
Badanie przeprowadzili prof. Miguel Gómez z Cornell University oraz dr Pei Zhou, badaczka w jego zespole – jego wyniki omówili w tekście „On-package claims are imperfect signals of overall nutritional quality”1 opublikowanym w „Nature Food”.
Autorzy wykorzystali dane zgromadzone przez firmę badawczą Mintel, obejmujące niemal 150 tys. nowych artykułów wprowadzanych do amerykańskich sklepów na przestrzeni dziesięciu lat.
– Pewnego dnia poszłam do supermarketu i zauważyłam zwykły serek śmietankowy oraz jego wariant o obniżonej zawartości tłuszczu – powiedziała dr Zhou, cytowana w komunikacie prasowym.
– Zmniejszono w nim ilość tłuszczu, ale jednocześnie zawierał więcej cukrów ogółem i sodu. Na opakowaniach znajduje się tak wiele informacji dotyczących właściwości zdrowotnych. Naszym głównym pytaniem było, czy wyroby z takimi oznaczeniami są rzeczywiście lepsze dla zdrowia od tych, które ich nie mają – dodała.
Zespół z Cornell University zastosował system Nutrient Profiling Model, opracowany przez brytyjską agencję rządową Brytyjską Agencję Standardów Żywności (FSA – Food Standards Agency). Pozwala to ocenić całościowy profil odżywczy: odejmuje punkty za nadmiar cukru, sodu, tłuszczów nasyconych i kalorii, a przyznaje je między innymi za obecność błonnika, białka oraz owoców i warzyw.
Po zastosowaniu tego kryterium naukowcy wykazali, że dwie trzecie nowo wprowadzonych wyrobów miało ogólnie mniej korzystny profil żywieniowy, mimo że połowa z nich posiadała na opakowaniach deklaracje prozdrowotne.
Mechanizm kompensacyjny: mniej tłuszczu, więcej cukru
Problem wynika najczęściej z „kompromisów” technologicznych przy modyfikacji receptur. Przykładowo, napój oznaczony jako „o obniżonej zawartości sodu” częściej zawierał większą ilość cukru. Z kolei żywność pakowana reklamowana jako „pozbawiona tłuszczów trans” nierzadko obfitowała w nasycone kwasy tłuszczowe oraz sód. Samo oświadczenie producenta było zatem zgodne z prawem i stanem faktycznym, jednak ogólna wartość odżywcza nie ulegała poprawie – a w niektórych przypadkach wręcz spadała.
Największe rozbieżności odnotowano w kategorii napojów. Oznaczenia takie jak „niska zawartość sodu”, „bez cukru” czy „niska zawartość tłuszczów nasyconych” najrzadziej odzwierciedlały rzeczywistą, ogólną jakość odżywczą płynu.
Szczególną uwagę zwracają hasła, które formalnie nie są oświadczeniami żywieniowymi w świetle przepisów, na przykład „naturalny”, „ekologiczny”, „bez GMO” czy „pełnoziarnisty”. Choć nie informują one wprost o zawartości makroskładników, konsumenci podświadomie traktują słowo „naturalny” jako synonim zdrowia. Zjawisko to w psychologii konsumenckiej określa się mianem efektu aureoli.
Wskazówki dla regulatorów i konsumentów
– W naszej pracy przedstawiamy rekomendacje dla decydentów. Ogólną ideą jest odejście od pojedynczych, wybiórczych haseł na rzecz kompleksowej oceny profilu składników odżywczych – podkreślił prof. Gómez, wyjaśniając, że w krajach takich jak Chile czy Meksyk z powodzeniem stosuje się czytelne oznaczenia ostrzegawcze informujące o wysokiej zawartości sodu, cukru lub tłuszczu, co skutecznie wpływa również na ekspozycję towarów w placówkach handlowych.
Eksperci podali też prostą radę dla kupujących – deklaracja na froncie opakowania stanowi jedynie wybiórczą wskazówkę, a nie pełną ocenę produktu. Rzetelny obraz wartości odżywczej kryje się w tabeli umieszczonej z tyłu pudełka, która uwzględnia między innymi sumę cukrów dodanych, sodu oraz tłuszczów nasyconych.
Przypis:
Przeczytaj także: „Na naszym talerzu ważą się losy zdrowia i klimatu” i „Otyłość z powodu traumy”.

