Przyszłość należy do lekarza hospitalisty ►
Aleksandra Murawska-Baptista/Szymon Czerwiński
– Podstawą budowania systemu szpitalnego opartego na lekarzu hospitaliście jest lekarz internista. Polska ma w tym zakresie bardzo długą tradycję. To najszersza wiedza, jaką może zdobyć w czasie studiów lekarz, a nasze uczelnie dobrze kształcą pod tym względem. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wzorem Stanów Zjednoczonych – jak również innych krajów Ameryki Południowej i Europy – także w Polsce zbudować system oparty na tym specjaliście – powiedziała w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” Aleksandra Murawska-Baptista z Mayo Clinic.
- Aleksandra Murawska-Baptista z Mayo Clinic, lekarz hospitalista, w rozmowie z „Menedżerem Zdrowia” wskazała, na czym polega rola lekarza szpitalnego w Stanach Zjednoczonych, i co ta specjalizacja ma wspólnego z polską interną
- Specjalizacja, którą reprezentuje, pozwala na holistyczne podejście do pacjenta leczonego szpitalnie
- Za wszelkie procedury zrealizowane w szpitalu odpowiada właśnie lekarz hospitalista, który jedynie konsultuje pacjenta ze specjalistami z tzw. wąskiej podspecjalizacji
- Co istotne, taki system pozwala również rozliczyć pacjenta z płatnikiem zgodnie z wszystkimi podjętymi działaniami wobec chorego
- Okazuje się, że zmiana paradygmatu leczenia szpitalnego opłaca się zarówno pacjentowi, jak i systemowi
- Rozmowa została przeprowadzona w trakcie X Kongresu Wizja Zdrowia – Diagnoza i Przyszłość – Foresight Medyczny oraz XX Hospital & Healthcare Management
Wywiad z Aleksandrą Murawską-Baptistą poniżej. Pod wideo spisana rozmowa.
Jest pani lekarzem hospitalistą w Stanach Zjednoczonych, to zupełnie inny system od tego, który panuje w polskich szpitalach. Na czym polega praca lekarza hospitalisty, czym się zajmuje i jakie korzyści z takiego rodzaju organizacji pracy wynosi zarówno pacjent, jak i system?
Jestem lekarzem medycyny szpitalnej. Od ponad 10 lat pracuję w Mayo Clinic na Florydzie. W Polsce takiego kierunku nie ma, przynajmniej w tym momencie. Specjalizacja ta w Stanach Zjednoczonych jest od prawie 30 lat, w ostatnich kilku latach jest jedną z najbardziej rozwijających się specjalizacji.
Na czym polega? Lekarz jest po prostu internistą na oddziale. Jest to praca dla osób, którzy skończyli albo internę albo medycynę rodzinną. Następnie na tej podbudowie lekarz może zrobić dodatkowo kolejny rok podspecjalizacji z medycyny szpitalnej, a potem pracować na oddziale.
Medycyna szpitalna rozwija się też powoli w Europie. Jest na przykład w Hiszpanii i w Portugalii, a także w Ameryce Południowej – w Brazylii i w Argentynie. To pokazuje, że ta specjalizacja dobrze się rozwija.
Nasze zadanie to leczenie pacjenta od momentu, kiedy zostaje przyjęty na oddział. Od tej chwili „przynależy” on do lekarza medycyny szpitalnej. Każdy inny specjalista czy podspecjalista – chirurg, kardiolog itp. – jest wzywany tylko do tego pacjenta, kiedy jest potrzeba interwencji, takiej jak na przykład zabieg chirurgiczny czy jakaś procedura. Cały czas jednak pacjent „należy” do nas – od samego początku do wypisu. To pokazuje, że zajmujemy się tym pacjentem całościowo, holistycznie.
Na tym właśnie polega medycyna szpitalna w Stanach Zjednoczonych.
W Polsce trochę inaczej działa system. Kiedy pacjent z wielochorobowością trafia do szpitala i na przykład leczony jest przez kardiologa, ponieważ to jego główna choroba, to wówczas inne schorzenia jakby nie są wyceniane w systemie. Pacjent nie jest więc objęty całościowo. Jak to u państwa wygląda?
Tak, to jest pytanie zasadnicze dla każdego pacjenta, który do nas przychodzi. W Stanach Zjednoczonych nie mamy szpitali specjalizacyjnych. Wyjątek stanowią szpitale onkologiczne i pediatryczne, które są zupełnie oddzielnymi lecznicami.
Cała reszta pacjentów „należy” do zwykłego szpitala, albo do głównego szpitala. I dla przykładu Mayo Clinic jest właśnie takim głównym szpitalem dla wszystkich pacjentów. Kiedy pacjent zostaje przyjęty do takiego szpitala i okazuje się, że oprócz np. złamanego biodra ma jeszcze niewydolność serca, cukrzycę czy dodatkowo na przykład infekcję, to ma postawionych tych kilka diagnoz, ale lekarz hospitalista zajmuje się nim całościowo, z tym wyjątkiem, że ustala priorytet, jeśli chodzi o diagnozę. To znaczy wskazuje, co jest w tym momencie najważniejszą diagnozą. I dla przykładu u tego omawianego przeze mnie pacjenta najważniejszą diagnozą jest złamane biodro. Dlatego przygotowujemy go na zabieg chirurgiczny, ortopedyczny.
Lekarz hospitalista przygotowuje pacjenta do zabiegu, ale na konsultację wzywany jest do niego chirurg ortopeda. Po samym zabiegu pacjent wraca na oddział medyczno-chirurgiczny. Nie mamy natomiast pododdziałów, tak jak w Polsce – nie mamy oddziału dermatologicznego, endokrynologicznego itp. Coś takiego w ogóle nie istnieje.
Jest główny oddział medyczno-chirurgiczny i pacjenci po prostu przypisani są do lekarzy medycyny szpitalnej.
Naszym zadaniem jest przygotować pacjenta przed zabiegiem i zaopiekować się nim po zabiegu. Zatem gdy pacjent potrzebuje dodatkowego leczenia, jeśli chodzi o cukrzycę czy niewydolność serca, infekcję itp., to lekarz hospitalista potrafi go leczyć, bo tak naprawdę jest to internista sam w sobie.
Jeśli potrzebujemy dodatkowej pomocy od innych specjalistów, to oni są tylko wzywani na tzw. konsultacje, na których dają nam swoje rekomendacje do naszych diagnoz, procedur, które już mamy zaplanowane. Holistycznie nie ma znaczenia, ile ten pacjent ma diagnoz.
Jeśli chodzi o kwestie finansowe, to rozumiem, że lekarz hospitalista opisuje płatnikowi te wszystkie procedury, które zostały wykonane?
Wszystko opisujemy w notatce pacjenta. Procedury – takie jak np. zabieg chirurgiczny – opisuje już chirurg, a my ujmujemy pozostałe kwestie, np. wszystko, co podajemy pacjentowi przed zabiegiem, po zabiegu, a także to, jak bezpiecznie przygotować go do wypisu.
To jest ta podstawa do wyceny tego świadczenia?
Tak, wszystkie notatki lekarzy medycyny szpitalnej wysyłane są do naszych ubezpieczycieli w Stanach Zjednoczonych.
Polska już ładnych parę lat temu przeszła w takie wąskie specjalizacje, a konsekwencją tego było niejako wygasanie interny. Dziś mamy w systemie bardzo dużo internistów w wieku przedemerytalnym, emerytalnym, a młodych internistów nie mamy, albo jest ich bardzo mało. Co musiałoby się wydarzyć, żebyśmy mogli taki system u siebie zaimplementować?
Uważam, że interna jest jedną z największych wiedz, jakie możemy posiadać jako lekarze. Uczelnie medyczne bardzo dobrze przygotowują nas do tego, by być dobrym internistą. Pozostaje pytanie, jak wygląda ta praktyka już po medycynie?
Wydaje mi się, że po pierwsze szpitale powinny być zupełnie przekształcone w tzw. jeden system szpitalnictwa. Czyli każdy szpital powinien mieć tak naprawdę jeden wielki oddział albo kilka oddziałów medyczno-chirurgicznych i zamiast skupiać się na tych detalach, obejmować pacjenta opieką holistyczną.
Uważam, że obecnie w Polsce za bardzo skupiamy się na detalach, a omijamy szeroko to, o czym powinniśmy pamiętać, czyli właśnie internę i chorującego człowieka. Dlatego jestem zdania, że jest przestrzeń dla internistów, w tym młodych lekarzy.
Jeśli coś takiego mogliśmy stworzyć w Stanach Zjednoczonych – i jest to specjalizacja, która naprawdę bardzo szybko się rozwija – to podobne rozwiązanie należałoby wprowadzić w Polsce. To byłoby bardzo dobre. Nie musimy tego nazywać medycyną szpitalną, ale możemy wrócić do tzw. naszej dobrej, starej interny.
Polscy interniści naprawdę mają szeroką wiedzę, tylko pozostaje pytanie, jak ją wykorzystać na co dzień w szpitalu.
Przeczytaj także: „Koordynujemy zgodnie z demografią i mapą potrzeb zdrowotnych”, „Roboty medyczne – zmianie ulega ekonomia zakupu i użytkowania” i „W leczeniu onkologicznym czas ma znaczenie, dla pacjenta i płatnika”.
Więcej materiałów z konferencji po kliknięciu w poniższy baner.

