Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka

Paradoksy informatyzacji

123RF

W codzienności szpitalnej dokonała się w ostatnich latach informatyczna rewolucja. Jesteśmy zobligowani do stosowania systemów HIS – koordynujących dokumentację pacjentów, zarówno szpitalnych, jak i ambulatoryjnych. Niestety, nie doczekaliśmy się w naszym kraju jednolitego oprogramowania, które stałoby się wspólną platformą krajowego systemu zdrowia.

W mniejszym państwie byłoby łatwiej. Każdy więc spośród ponad ośmiuset szpitali wdraża własny system HIS, którego wybór nie jest wcale łatwy.

Oczywiście nasz rynek zdominowany jest przez kilka wiodących rozwiązań, których ewaluacja okazuje się jednak zazwyczaj trudna. Często bowiem każdemu z nas wydaje się, że to jego system jest najgorszy. Dzieje się tak pewnie dlatego, że doświadczamy jego najmniejszych szczegółów – nierzadko nieprzystających do rzeczywistości – nie znając ułomności innych platform. Szpitalne systemy informatyczne – w obliczu złożonej rzeczywistości medycznej – nie nadążają zazwyczaj za naszym bogatym życiem, choć w założeniu chciałyby je uregulować, opisać, podsumować i wreszcie zautomatyzować.

Codzienne rozdźwięki

Ten rozdźwięk między oczekiwaniami nas, medyków, a dopasowaniem narzędzi do niuansów działalności medycznej wynika zazwyczaj z tego, że jako środowisko nie zawsze jesteśmy gotowi do podpowiadania adekwatnych rozwiązań. Nie mamy na to czasu w naszym codziennym, lekarskim zabieganiu. Narasta więc frustracja, że systemy nie oddają głębi naszej pracy, a my czujemy się niezrozumiani.

Mamy pretensje do informatyków, nie zdając sobie sprawy, że skuteczność proponowanych przez nich rozwiązań zależy od naszych podpowiedzi i wskazówek. Dialog byby nieraz bardzo trudny, gdy na przykład informatycy szpitalni pośredniczą w przekazywaniu opinii i oczekiwań producentom oprogramowania. Tworzy się wtedy „głuchy telefon” – informacje są zniekształcane i pozbawione rezonansu. Nie przeszkadza to jednak wielu zarządzającym obarczać winą za zbyt wolną informatyzację naszego środowiska. Choć nie bywa to wyrażane wprost, można odczuć przekonanie, że wszystko, co złe, wynika z oporu lekarzy i ich rzekomo zarozumiałych dąsów.

Konieczność symetrii

Warto jednak uświadomić sobie, że powinniśmy oczekiwać wzajemności i pewnej symetrii między nami a osobami odpowiedzialnymi za cyfryzację. Należy postawić jasne warunki i wymagania, by oferować środowisku medycznemu rozwiązania dojrzałe oraz przemyślane, a zaniechać wdrażania narzędzi, które są być może nośne propagandowo, ale całkowicie odstają od realiów. Współczesny lekarz pracujący w szpitalu bywa po prostu przygnieciony ciężarem niedoskonałych systemów informatycznych, nieprzystających do złożoności medycyny.

Działalność medyczna to nie linia produkcyjna

Problem polega na tym – czego niektórzy nie dostrzegają – że opieka medyczna nie działa jak taśma w fabryce. Trudno przewidzieć meandry hospitalizacji czy wizyt lekarskich. Trudno zaplanować u pacjentów kryzysy psychiczne, zaniki pamięci, samotność czy nagłe zmiany nastroju. W zawodach związanych z opieką medyczną szczególnie wyraźnie widać negatywne skutki cyfrowej automatyzacji. Przecież im więcej aplikacji i systemów monitorowania, tym mniej czasu pozostaje na relację z pacjentem, rozmowę, obecność i zwykłe towarzyszenie. Technologie mają oszczędzać czas, a coraz częściej sprawiają, że poświęcamy go na obsługę programów zamiast na wspomaganie osób powierzonych naszej pieczy.

Nieraz – jak się wydaje – nie pyta się nas, lekarzy, jak faktycznie wygląda nasza praca. Po jednej stronie staje firma technologiczna, po drugiej instytucje odpowiedzialne za wdrożenie. Medyków często pomija się w procesie projektowania. Wygląda to tak, jakby niektóre aplikacje wymyślił człowiek, który zupełnie nie wyobraża sobie kontaktu z żywym ludzkim organizmem.

Hiperregulacje

Technologie projektowane po to, by ograniczać wysiłek i zwiększać efektywność, paradoksalnie tworzą nowe obowiązki związane z obsługą i nadzorowaniem samych narzędzi. Automatyzacja – jak się okazuje – nie eliminuje pracy. Coraz częściej generuje nowe zadania: pilnowanie samej automatyzacji. Czy rozwiązania te, mając przyspieszać obsługę i porządkować dane, nie prowadzą jednak do podporządkowania logice systemu tego, co najdelikatniejsze – pracy lekarskiej?

Wyzwanie rozpoczyna się wtedy, gdy próbujemy automatyzować w życiu zawodowym wszystko i mierzyć to, czego zmierzyć się nie da lub jest to niezwykle trudne. Wówczas technologie nie uwalniają ludzi od obowiązków, lecz produkują kolejne, związane z czystą biurokracją i procedurami. Sam szpitalny system informatyczny to ogromne wyzwanie, choć jeden z kolegów – biegły w technikach informatycznych profesor – wymienił ich bodajże dziewiętnaście, które musi obsługiwać w swoim życiu zawodowym. Spośród nich duża część nie jest ani przyjazna, ani intuicyjna. Bywają całkowicie oderwane od realiów lekarskiego życia. A przecież te rozwiązania mogłyby być prostsze i bardziej ergonomiczne.

Informatyczne przeciążenie

Zjawiska te znalazły już swoją oficjalną nazwę: przeciążenie systemami informatycznymi w ochronie zdrowia (Healthcare IT overload). Stają się one obecnie przedmiotem poważnych analiz. Według badania przeprowadzonego przez McKinsey & Company, jedną z największych i najbardziej prestiżowych globalnych firm doradztwa strategicznego na świecie, lekarze spędzają obecnie średnio od 2,6 godziny dziennie na pracy urzędniczej, co odpowiada czasowi potrzebnemu na skonsultowanie dziewięciu chorych.

Przeciążenie to wynika z kilku wzajemnie powiązanych czynników, które wpływają negatywnie zarówno na personel medyczny, jak i na pacjentów:

  • Nadmierna objętość i nieuporządkowanie dokumentacji – spowodowane powielaniem danych oraz przeładowaniem pulpitów systemów elektronicznej dokumentacji medycznej (EDM). Sprawia to, że istotne wskaźniki kliniczne zlewają się z tłem i są trudniejsze do zauważenia.
  • Nadmierna liczba komunikatów o niskim priorytecie – prowadzi do tzw. zmęczenia alarmami (zobojętnienia na nie), zwiększając ryzyko przeoczenia rzeczywistych stanów nagłych lub kluczowych czynności.
  • Zwiększone obciążenie poznawcze – wywołane koniecznością wyszukiwania konkretnych informacji w rozbudowanych, niespójnych systemach, co wymaga czasu i znacznego wysiłku umysłowego. Odciąga to uwagę od bezpośredniej opieki nad chorym i istotnie przyczynia się do frustracji oraz wypalenia zawodowego.
  • Rozproszona komunikacja – wygenerowana przez kulturę nieustannej dostępności (e-maile, alerty mobilne, komunikaty między zespołami wielodyscyplinarnymi), która odrywa klinicystów od pilnych zadań wymagających pełnego skupienia.
  • Konsekwencje tych zjawisk ostatecznie rodzą realne zagrożenie dla jakości opieki. Nasze szpitale i ambulatoria stają się przez to mniej bezpieczne.

Zwykła recepta... kiedyś papierowa

Przed chwilą wypisywałem w systemie receptę przez Profil Zaufany. Zajęło mi to co najmniej czterokrotnie więcej czasu niż wypisanie jej odręcznie. Sama preskrypcja leków staje się koszmarem odciągającym od istoty pracy lekarskiej, której zadaniem jest – w myśl Kodeksu Etyki Lekarskiej – diagnozowanie, leczenie oraz profilaktyka.

Wystukując receptę, najpierw logujemy się do portalu gabinet.gov.pl, korzystając z loginu i hasła, Profilu Zaufanego lub bankowości elektronicznej. W międzyczasie wpisujemy sześciocyfrowy kod otrzymany SMS-em. Po wybraniu leków podpisanie recepty wymaga ponownego uwierzytelnienia (na przykład hasłem i loginem do Profilu Zaufanego), a potem – na koniec – dwukrotnego przepisania sześciocyfrowych kodów z dwóch kolejnych wiadomości SMS. Czy ktoś próbował oczyścić tak skomplikowany system ze zbędnych kliknięć i powtórzeń? Oczywiście, ktoś przywoła tu kwestię cyberbezpieczeństwa. Ale tylu kroków wymaga także przepisanie leku za 4,5 zł.

Czy potrzeba frontu obrony misji lekarskiej?

Budowany jest świat, w którym coraz większą część pracy wykonujemy niejako „przy okazji”, klikając i obsługując technologie, które w założeniu miały pomagać lub – jak wydawało się twórcom – działać niemal same. Czy nie staje się największym paradoksem współczesnej cyfryzacji to, że im więcej technologii ma oszczędzać nasz czas, tym więcej musimy go przeznaczyć na jej obsługę? Opisane zjawisko w teorii zarządzania zyskało nawet miano paradoksu automatyzacji.

Czy nie warto pokusić się o oddolny front lekarski – skoro brakuje wyrazistej refleksji w strukturach naszego samorządu – by chronić nas przed asymetryczną presją wywieraną w kontekście informatyzacji? Wszystko po to, by zapewnić, że wdrażane rozwiązania będą dojrzałe, odpowiedzialne i przystające do realiów, a nie odklejone od medycznej rzeczywistości i czysto wyimaginowane.

Tekst Szczepana Cofty i Sławomir Michalak opublikowano w Biuletynie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej 7–8/2026.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Biuletyn Wielkopolskiej Izby Lekarskiej Szczepan Cofta Sławomir Michalak szpital szpitale informatyzacja ochrony zdrowia elektroniczna dokumentacja medyczna cyfryzacja medycyny e-zdrowie biurokracja w medycynie e-recepta profil zaufany wypalenie zawodowe lekarzy system ochrony zdrowia szpitale w Polsce praca lekarza paradoks automatyzacji przeciążenie systemami informatycznymi relacja lekarz-pacjent zarządzanie w ochronie zdrowia problemy polskiej medycyny