Resort zdrowia ma receptę na znikające porodówki
Od początku roku zamknięto osiem porodówek. Działalność kolejnych ośmiu jest zawieszona. Ministerstwo Zdrowia proponuje porody domowe i Domy Narodzin oraz płacenie ryczałtem za działalność porodówki do 400 porodów rocznie.
Z powodów demograficznych systematycznie spada liczba porodówek w kraju. NFZ rozlicza ze szpitalami przyjęte porody. Kiedy jest ich coraz mniej, utrzymywanie oddziału ginekologiczno-położniczego dla zadłużonych placówek jest dużym obciążeniem. Dlatego je zamykają.
W rezultacie w Polsce rośnie liczba miejsc, w których kobiety mają daleko do najbliższej porodówki. Tak jest m.in na Podkarpaciu.
- Około 11 tys. kobiet w wieku rozrodczym ma do najbliższej porodówki ponad godzinę drogi - podał wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. To 0,14 proc. Polek w wieku 15-49 lat.
Jednocześnie są miejsca, w których porodów jest mniej, ale Ministerstwo Zdrowia będzie chciało utrzymać tam porodówki. Wtedy ryczałtem opłacane by były oddziały, które nie osiągają 400 porodów rocznie. Dopiero powyżej tej liczby NFZ rozliczałby każdy poród oddzielnie.
Przeczytaj także: „Depresja poporodowa w Polsce – na pomoc czeka się miesiącami”.

