Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Elżbieta Miller

Ćwiczenia z niedoboru

Archiwum

Ministerstwo Zdrowia daje szpitalom i pacjentom wyjątkowo trudne ćwiczenia. W nowym projekcie zmian w rehabilitacji urzędnicy drastycznie podnoszą wymagania kadrowe, zapominając o zwiększeniu budżetu. Propozycje w „Menedżerze Zdrowia” krytykuje prof. Elżbieta Miller. 

  • Konsultowany jest projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej z 22 czerwca 2026 r.
  • Oficjalnie celem proponowanych zmian jest lepsze dopasowanie rehabilitacji do rzeczywistych potrzeb pacjentów, poprawa dostępności świadczeń oraz uporządkowanie zasad kwalifikacji do poszczególnych form rehabilitacji
  • Prof. dr hab. n. med. Elżbieta Miller, kierownik Katedry i Kliniki Rehabilitacji Neurologicznej
    Uniwersytet Medyczny w Łodzi, konsultant wojewódzki do spraw rehabilitacji medycznej w województwie łódzkim, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji i przewodnicząca Sekcji Leczenia Spastyczności PTReh ma wątpliwości
  • W „Menedżerze Zdrowia” pisze o drastycznym wzroście kosztów bez pokrycia oraz o paraliżu systemu i wydłużeniu kolejek
  • Co do pierwszego – nowe przepisy wymuszają zwiększenie zatrudnienia personelu aż o 40 procent, jednak projekt nie przewiduje zwiększenia wyceny świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia, co grozi likwidacją oddziałów
  • W drugiej kwestii  zamiast zapowiadanego ułatwienia dostępu do leczenia, niedofinansowana reforma może odciąć najcięższych pacjentów od publicznej pomocy i zmusić ich do kosztownej terapii komercyjnej

Projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej z 22 czerwca 2026 r. to jedna z największych zmian organizacyjnych w tym zakresie w ostatnich latach. W uzasadnieniu wskazuje się ambitne cele:

  • poprawę jakości opieki,
  • zwiększenie dostępności świadczeń,
  • efektywniejsze wykorzystanie publicznych środków finansowych.

Trudno z tym polemizować. Pytanie jednak, czy proponowane rozwiązania rzeczywiście doprowadzą do ich osiągnięcia.

Bez pieniędzy reforma może ograniczyć świadczenia finansowane przez NFZ

Propozycja, będąca obecnie na etapie konsultacji publicznych, wprowadza model, w którym do placówek stacjonarnych mają trafiać przede wszystkim pacjenci bezpośrednio z oddziałów ostrych – po udarach mózgu, ciężkich urazach, operacjach ortopedycznych czy zaostrzeniach chorób neurologicznych. Są to chorzy w najcięższym stanie funkcjonalnym. Wymagają oni całodobowej opieki pielęgniarskiej, intensywnej terapii prowadzonej przez wielodyscyplinarny zespół, zapewnienia wyspecjalizowanej kadry medycznej, a także szerokiej diagnostyki i leczenia.

Nowe przepisy przewidują wzrost zatrudnienia personelu o mniej więcej 40 procent. Taki kierunek należy uznać za medycznie uzasadniony, ponieważ właśnie ta grupa chorych odnosi największe korzyści z wczesnej interwencji. Jednocześnie oznacza to jednak drastyczny wzrost kosztów funkcjonowania oddziałów.

Problem polega na tym, że w ślad za nowymi wymogami nie idzie odpowiedni wzrost nakładów. Obecna wycena procedur, przy dotychczasowym, bardziej zróżnicowanym profilu pacjenta, i tak nie pokrywa rzeczywistych kosztów ich realizacji. Dyrektorzy szpitali od lat sygnalizują, że te jednostki należą do najmniej rentownych w strukturze placówek. Nałożenie dodatkowych obowiązków kadrowych i organizacyjnych przy jednoczesnym zwiększeniu stopnia ciężkości stanów chorobowych pacjentów – bez natychmiastowej zmiany wyceny – jeszcze bardziej pogłębi ten kryzys.

Widmo likwidacji oddziałów

W praktyce istnieje realne ryzyko, że część podmiotów leczniczych ograniczy działalność profilową lub całkowicie z niej zrezygnuje. Menedżerowie szpitali, odpowiadając za stabilność finansową placówek, mogą zostać zmuszeni do likwidacji nierentownych miejsc lub redukcji łóżek. Skutki takich decyzji uderzą bezpośrednio w chorych.

Mniejsza liczba ośrodków to dłuższy czas oczekiwania na pomoc, konieczność dalekich dojazdów oraz drastyczne zablokowanie dostępu do leczenia w ramach publicznej służby zdrowia. W efekcie część osób będzie zmuszona korzystać z usług komercyjnych, na które wielu po prostu nie stać. Pozostali będą czekać miesiącami na rozpoczęcie terapii, tracąc bezpowrotnie czas, który w tym procesie jest kluczowym czynnikiem decydującym o powrocie do sprawności.

Paradoksalnie zatem reforma, której celem jest ułatwienie pacjentom dostępu do leczenia, może – przy braku odpowiedniego budżetu – doprowadzić do sytuacji odwrotnej: zmniejszenia liczby świadczeniodawców i wydłużenia kolejek do świadczeń refundowanych przez NFZ.

Gdzie tkwi niespójność?

Projekt zawiera wiele oczekiwanych i pozytywnych zmian. Po raz pierwszy w tak szerokim zakresie wprowadza ocenę funkcjonalną pacjenta, obowiązek określania celu terapeutycznego, monitorowanie efektów leczenia oraz próbę uporządkowania ścieżek pacjenta w systemie. Są to rozwiązania w pełni zgodne z kierunkiem rozwoju współczesnej medycyny, odpowiadające na postulaty środowiska.

Jednocześnie szczegółowa analiza przepisów pokazuje, że pomiędzy deklarowanymi celami a proponowanymi narzędziami istnieje kilka istotnych rozbieżności. Dotyczą one nie tylko kwestii finansowych, ale też samej organizacji procesu leczenia, odpowiedzialności za jego prowadzenie oraz braku pełnej zgodności z rekomendacjami Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT), które przecież stanowiły podstawę do przygotowania tych zmian.

Trzy warunki konieczne

Z tego względu projekt rozporządzenia nie powinien zostać wdrożony w obecnym kształcie. Przed jego wejściem w życie konieczne jest spełnienie trzech podstawowych warunków:

  • zapewnienie realnego finansowania wszystkich nowych obowiązków oraz odpowiednia aktualizacja wyceny świadczeń, uwzględniająca leczenie pacjentów o największym stopniu niesprawności.
  • jednoznaczne wskazanie lekarza specjalisty rehabilitacji medycznej jako koordynatora całego procesu (zgodnie z modelem rekomendowanym przez AOTMiT), przy jednoczesnym zachowaniu partnerskiej współpracy z fizjoterapeutami i pozostałymi członkami zespołu terapeutycznego.
  • przeprowadzenie pilotażu i rzetelnej oceny skutków finansowych reformy, zanim nowe przepisy zostaną obligatoryjnie wprowadzone w całym kraju.

Bez spełnienia tych postulatów istnieje poważne ryzyko, że nowe prawo zamiast pomóc, doprowadzi do stopniowego demontażu sieci oddziałów, pogłębienia deficytu świadczeń i odcięcia od pomocy tych pacjentów, którzy najbardziej jej potrzebują.

Tekst prof. dr hab. n. med. Elżbiety Miller, kierownik Katedry i Kliniki Rehabilitacji Neurologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant wojewódzkiej do spraw rehabilitacji medycznej w województwie łódzkim, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji i przewodniczącej Sekcji Leczenia Spastyczności PTReh.

Przeczytaj także: „Pionizacja czasem ważniejsza od tabletki”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Tylko w „Menedżerze Zdrowia” Aktualności
Tagi: Elżbieta Miller Ministerstwo Zdrowia Narodowy Fundusz Zdrowia rehabilitacja rehabilitacja lecznicza świadczenia gwarantowane rozporządzenie Polskie Towarzystwo Rehabilitacji rehabilitacja neurologiczna pacjenci po udarach fizjoterapia dostępność leczenia likwidacja oddziałów reforma zdrowia opieka stacjonarna