Wyślij
Udostępnij:
 
 
Zaszczep swoje dziecko albo...
Źródło: Krystian Lurka
Redaktor: Krystian Lurka |Data: 06.11.2018
 
 
Pomysły są kontrowersyjne. Profesor Lidia Brydak z NIZP-PZH w rozmowie z "Menedżerem Zdrowia" zaproponowała, by obciążyć nieszczepionego kosztami leczenia powikłań po chorobie. - Jeżeli ma odwagę wystąpić przeciw szczepieniom, to niech będzie konsekwentny – stwierdziła. Co na to inni? Zasugerowali, że nieszczepiący nie powinien dostawać pieniędzy z 500+, słusznie byłoby podnieść mu wysokości składki zdrowotnej albo nie przyjmować jego dziecka do przedszkola. Jest też sugestia obowiązkowej rozmowy z lekarzem.
Marek Posobkiewicz, były główny inspektor sanitarny:
- Ze względów społecznych trudno byłoby wprowadzić odpłatność dla osób nieszczepionych za leczenie w przypadku powikłań chorób zakaźnych, przed którymi można byłoby się uchronić, korzystając z pomocy w ramach programu szczepień ochronnych.

Uchylenie się od obowiązku szczepienia jest brakiem odpowiedzialności za zdrowie własne, swojego dziecka i innych ludzi. Osoba uchylająca się korzysta ze zjawiska kokonu, czyli ochrony środowiskowej, sama nie dając nic z siebie i dodatkowo, w chwili zachorowania, może stanowić śmiertelne zagrożenie dla innych. Mam tu na myśli szczególnie dzieci z białaczkami, różnymi innymi chorobami nowotworowymi oraz chorobami, w przebiegu których występuje defekt układu odpornościowego.

Są jednak inne możliwości dyscyplinowania osób opierających się obowiązkowi sczepień.

Mamy wiele świadczeń socjalnych, na przykład 500+. Należałoby się zastanowić, czy ma sens inwestowanie w tych, którzy tylko chcą brać, a nic sami z siebie nie chcą dać innym. Rozwiązaniem może być również zróżnicowanie wysokości składki zdrowotnej w zależności od tego, czy ktoś dba o własne zdrowie. Niektóre kraje europejskie wprowadzają ograniczenia w przyjmowaniu do publicznych placówek edukacyjnych i opiekuńczych bez przestawienia zaświadczenia o zaszczepieniu dziecka.

Andrzej Trybusz, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Poznaniu:
- Każda inicjatywa, mająca nawet bardzo szlachetne przesłanki, nie może naruszać obowiązującego stanu prawnego. W mojej ocenie obarczenie rodziców niepoddających dzieci szczepieniom kosztami leczenia w przypadku powikłań po chorobie zakaźnej pozostawałoby w sprzeczności z art. 68 konstytucji. Jednocześnie uważam, że trzeba szukać rozwiązań, które stawiałyby rodziców przed koniecznością wyboru: zaszczepienie lub odmowa przyjęcia dziecka do żłobka czy przedszkola bądź zaszczepienie lub ograniczenia świadczeń społecznych (na przykład zawieszenie wypłaty 500+). Stosowane obecnie kary pieniężne wobec rodziców odmawiających szczepień dzieci przynoszą mierny skutek. Te i inne metody „perswazyjne” powinny być przedmiotem szybkich prac legislacyjnych.

Niezbędne jest także utworzenie sieci poradni szczepionkowych, w których rodzice w spokojnej atmosferze, w merytorycznej rozmowie mogliby z lekarzem specjalistą (na przykład pediatrą) wyjaśnić wszystkie wątpliwości związane ze szczepieniami. Odbycie takiej rozmowy powinno być obowiązkowe dla wszystkich rodziców nie poddających dzieci szczepieniom. Obciążenie pacjentami gabinetów POZ nie zawsze na taką rozmowę pozwala. Doświadczenie pokazuje, że znaczna część rodziców, nie jest „ideologicznie” przeciwna szczepieniom, a po prostu potrzebują medycznej, rzetelnej wiedzy na temat korzyści płynących ze szczepień dla zdrowia ich dzieci. Problemy wakcynologiczne powinny być w szerszym zakresie ujmowane w programach nauczania na wszystkich etapach kształcenia personelu medycznego i to zarówno na poziomie podstawowym, jak i specjalistycznym.

Michał Seweryn, specjalista epidemiologii i zdrowia publicznego, doktor ekonomii, były Małopolski Wojewódzki Inspektor Sanitarny, prezes EconMed Europe:
- Przez ostatnie lata w Polsce nasila się sceptycyzm wobec szczepień. Coraz większa liczba osób, które podejmują decyzję o nieszczepieniu swoich dzieci, rodzi słuszne zaniepokojenie instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne. Głosy ekspertów jednoznacznie piętnują niebezpieczne zjawisko antyszczepionkowej histerii, nie mającej racjonalnych i naukowych podstaw. W toku gorących dyskusji pojawiają się propozycje mające na celu ograniczenie tego bardzo niebezpiecznego dla zdrowia publicznego zjawiska, między innymi obciążania kosztami leczenia chorób zakaźnych osób świadomie rezygnujących z ochrony, jaką dają szczepionki.

Analizując taką propozycję, nie sposób zapomnieć, że w naszym kraju funkcjonuje system powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, którego fundamentem jest zasada solidarności społecznej. Ideą jej zaś rozłożenie odpowiedzialności finansowej za zdarzenia zdrowotne na wszystkich ubezpieczonych, niezależnie od takich czynników, jak stan ich zdrowia, wiek, kwota, jaką wpłacili i tak dalej. Oczywiście, zasada solidarności społecznej dotyczy głownie obowiązków beneficjentów, a nie ich uprawnień. Nie możemy zatem zaniechać rozważań o tym, że wspólnota ryzyka nie może prowadzić do rezygnacji jej uczestników z ich indywidualnej odpowiedzialności za zdrowie. Mimo to nie można nie zauważyć, że ewentualne sankcjonowanie takich przypadków spotkałoby się bez wątpienia z zarzutami działań o charakterze dyskryminacyjnym.

Dlaczego bowiem wyróżnione pozbawieniem prawa do refundacji świadczeń (pomimo opłacenia składki) miałyby być osoby, które działają na szkodę własnego zdrowia decyzją o nieszczepieniu, skoro płacimy za leczenie osób, które doznały uszczerbku na zdrowiu także z racji swoich decyzji?

Idąc tym tropem, lista przypadków wykluczających z udziału we wspólnym finansowaniu powinna być bardzo długa i zawierać, na przykład osoby po próbach samobójczych, piratów drogowych, jak również wszystkich, których pogorszenie stanu zdrowia było spowodowane zależnymi od nich czynnikami, takimi jak konsumpcja alkoholu i narkotyków, palenie tytoniu, niewłaściwa dieta i tym podobne. W praktyce więc wdrożenie postulatu wykluczenia z systemu wspólnego finansowania osób niezaszczepionych byłoby bardzo trudne lub wręcz niemożliwe.

Michał Grzegorczyk, ekspert ochrony zdrowia:
- Zdecydowanie zgadzam się z tym, co mówi prof. Lidia Brydak. Nieszczepienie z powodu własnych przekonań powinno być obciążone dwutorowo. Po pierwsze, powinny być konsekwencje natychmiastowe np. w postaci niedopuszczenia dziecka do żłobka i przedszkola publicznego (albo wydzielenie osobnych przedszkoli dla tych dzieci, co może oznaczać, że będą daleko od domu i pracy rodziców) czy ograniczenia świadczeń na dziecko (choćby i o 10% - byłoby to 50 zł z osławionego 500+, co jest kwotą znaczną dla wielu rodzin). Po drugie, konsekwencje pojawiające się w razie wystąpienia choroby, o których mówi prof. Brydak, czyli np. obciążenie opłatami za porady lekarskie, hospitalizacje, brak refundacji na leki. Oczywiście nie da się obciążyć całością tych kosztów, sama hospitalizacja może kosztować kilka tysięcy złotych dziennie, ale powinna być ustalona albo stała kwota albo procent kosztów, które pokrywają rodzice takiego dziecka.

Uważam jednak, że odbieranie świadczeń czy dostępu do żłobka nie powinno następować z automatu po wpisie lekarza do dokumentacji. Najpierw należałoby próbować tych rodziców przekonać, rozwiać ich wątpliwości. Nie każdy nieszczepiący dziecka rodzic jest wojującym antyszczepionkowcem, wielu z nich po prostu nic o tym temacie nie wie i jest zwyczajnie podatni są na gadanie znajomych, celebrytów z sieci czy blogerek. Tych ludzi trzeba uświadomić, przekonać, a jeśli to nic nie da obciążyć kosztami.

Jednak groźniejsi od takich rodziców są ludzie szerzący te szkodliwe plotki, wszelkiej maści blogerzy, youtuberzy, zielarze i bioenergoterapeuci czy modni ostatnio specjaliści od "strukturyzacji wody" oraz antynowotworowych wlewów z witaminy C. Ci ludzie nie tylko naciągają ludzi na swoje wątpliwej skuteczności produkty, co jest nieetyczne, ale przede wszystkim często podważają zaufanie do lekarzy, dopuszczonych leków i wszystkich oficjalnych instytucji. Ludzi tego typu należy z całą stanowczością ścigać za pomocą przepisów o narażeniu, ubytku albo pozbawieniu zdrowia i życia, włącznie z orzekaniem kar więzienia - niektórzy z nich mają na koncie ofiary śmiertelne swoich terapii.

Podkreślę, że kwestie odpowiedzialności za zachowania zdrowotne są w Polsce w ogóle nieuregulowane. Od wielu lat takie tematy, jak obciążanie (choćby cząstkowe) kosztami leczenia ofiar wypadków ich sprawców, palaczy papierosów, osób nieprzestrzegających zaleceń pozabiegowych itd. albo są szybko wygaszane, albo zbywane odwoływaniem się do konstytucyjnych zasad równości. Tymczasem owszem, mamy zagwarantowaną równość praw w opiece zdrowotnej, ale także mamy równe obowiązki. A o tym drugim większość ludzi woli szybko zapomnieć, utrwalając sobie w pamięci prawa.

Przeczytaj także: "Jerzy Zięba "odpłynął". Przyznał, że odrąbałbym lekarzom durne łby. Jest zawiadomienie do prokuratury", "Zakaz wjazdu do Polski dla nieszczepionych – pomysł dobry, ale jak to wyegzekwować?", "Beata Szydło: Obowiązek szczepień musi być utrzymany" i "Jarosław Pinkas: Szczepienie to nasz obywatelski obowiązek".

Zachęcamy do polubienia profilu "Menedżera Zdrowia" na Facebooku: www.facebook.com/MenedzerZdrowia i obserwowania konta na Twitterze: www.twitter.com/MenedzerZdrowia.
 
© 2019 Termedia Sp. z o.o. All rights reserved.
Developed by Bentus.
PayU - płatności internetowe