Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
adPartner
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl

Choroby tropikalne w Europie – to już systemowe ryzyko

123RF

W ocenie specjalistów ocieplający się klimat zaciera granice między strefą tropikalną a umiarkowaną. Przez zmiany środowiskowe i coraz łagodniejsze zimy patogeny znane z Afryki czy Azji zaczynają rozprzestrzeniać się lokalnie, tworząc ogniska zakażeń.

– Obserwujemy już nie pojedyncze incydenty, lecz systemowe przesunięcie ryzyka chorób tropikalnych w kierunku strefy umiarkowanej – mówi prof. Maciej Grzybek z Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Według niego przyczyny to zmiany klimatu, przekształcenia środowiska i rosnąca mobilność ludzi.

Ekspert zaznacza, że ocieplenie klimatu wydłuża sezon aktywności wektorów, takich jak kleszcze i komary, zwiększając ryzyko transmisji patogenów.

– Kleszcze pospolite jeszcze niedawno wykazywały dwa szczyty aktywności – wiosną i jesienią. Dziś sezonowość się zaciera, a okres narażenia ludzi na zakażenia, m.in. Borrelia burgdorferi czy wirusem kleszczowego zapalenia mózgu, znacznie się wydłuża – wyjaśnia.

Sezonowa transmisja wirusów tropikalnych 

Zdaniem eksperta kluczową rolę odgrywa również globalizacja. – Intensywny ruch lotniczy, handel i migracje powodują, że wirusy i pasożyty mogą być bardzo szybko przenoszone między kontynentami. Jeśli w regionie obecne są kompetentne wektory, nawet pojedyncze zawleczenie patogenu może doprowadzić do lokalnej transmisji – dodaje.

Prof. Grzybek wskazuje na wirusa Zachodniego Nilu, który jest już trwale obecny w Europie. – Od początku XXI wieku obserwujemy powtarzające się ogniska lokalne, a po 2010 roku ich wyraźną intensyfikację. W wielu krajach występuje sezonowa transmisja, obejmująca także ciężkie postacie oraz zgony – mówi specjalista.

Niepokój budzą także komary Aedes, wektory wirusów dengi, chikungunya i Ziki. Prof. Grzybek przypomina ognisko dengi w 2024 roku we włoskim Fano, gdzie opóźnione rozpoznanie przypadków umożliwiło lokalną transmisję wirusa. – Sama obecność wektora nie oznacza epidemii, ale znacząco zwiększa prawdopodobieństwo transmisji chorób – podkreśla.

Egzotyczne kleszcze potencjalnym zagrożeniem

Rosnące zagrożenie stanowią też kleszcze Hyalomma, które mogą przenosić wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej.

W Polsce proces ten obserwowany jest w ramach projektu „narodowe kleszczobranie”. Egzotyczne kleszcze z rodzaju Hyalomma są znajdowane regularnie, m.in. na Śląsku i w Wielkopolsce. W części z nich wykryto bakterie Rickettsia aeschlimannii, które wywołują riketsjozy u ludzi. Prof. Maciej Grzybek podkreśla, że choć dotychczas w Polsce nie stwierdzono wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej, warunki klimatyczne i transport kleszczy przez ptaki migrujące sprzyjają ich przeżyciu i potencjalnej kolonizacji.

Mamy zaległości 

Zdaniem profesora nasz kraj, „nie odrobił jeszcze pracy domowej po pandemii wirusa SARS-CoV-2”.

– W mojej ocenie wysoko wyspecjalizowane ośrodki diagnostyczne i państwowa inspekcja sanitarna wymagają systemowego wsparcia, aby przygotować się na wystąpienie potencjalnego ogniska choroby. Musimy być przygotowani do diagnostyki, leczenia i prewencji, a nie odpowiadać na zagrożenie ad hoc – zaznacza.

Ekspert wskazuje, że systemy ochrony zdrowia w Europie nie są w pełni przygotowane na rosnące ryzyko chorób tropikalnych. Zwraca też uwagę na fragmentację systemów nadzoru i potrzebę integracji danych w modelu One Health (Jedno Zdrowie), obejmującym zdrowie ludzi, zwierząt i środowiska.

Przeczytaj także: „COVID-19 nadal problemem w systemie ochrony zdrowia”.

Menedzer Zdrowia facebook

Źródło:
PAP
Działy: Aktualności w Lekarz POZ Aktualności
Tagi: choroby tropikalne wirusy ocieplenie klimatu wirus Zika wirus dengi wirus Zachodniego Nilu kleszcze transmisję wirusa Maciej Grzybek