Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Bogusz Soiński

Chirurgia strategicznie

123RF

Gdyby wziąć pod uwagę kryterium rentowności i odpowiedniej liczby procedur, należałoby zamknąć nawet 120 oddziałów chirurgii ogólnej w całym kraju. Jednak w czasie zagrożenia wojennego wiele z nich powinno zostać utrzymanych, by służyć rannym cywilom i żołnierzom. Zdaniem ekspertów Ministerstwo Zdrowia powinno słuchać się Ministerstwa Obrony Narodowej i zachować oddziały istotne dla bezpieczeństwa.

Zgodnie z mapami potrzeb zdrowotnych na lata 2027–2031, opracowanymi przez Departament Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia aż 120 oddziałów chirurgii ogólnej w Polsce wykonuje mniej niż tysiąc hospitalizacji i procedur na sali operacyjnej rocznie. To próg nie tylko opłacalności oddziałów, które funkcjonują całodobowo z zespołem medycznym w ciągłej gotowości do wykonywania operacji, lecz także bezpieczeństwa pacjenta. Zakłada się, że zespół medyczny, który wykonuje zbyt mało procedur, może wyjść z wprawy, a to grozi większym odsetkiem zdarzeń niepożądanych.

– Ustawiając dolny pułap na poziomie tysiąca procedur, bierzemy pod uwagę tzw. operacje ważone, gdzie jednostka odpowiada cholecystektomii, czyli usunięciu pęcherzyka żółciowego, dwie jednostki to perforacja żołądka, a trzy – operacja w jelicie grubym. „Ważymy” operacje w ten sposób, by zapobiec kodowaniu najprostszych zabiegów, takich jak usunięcie wrastającego paznokcia czy nacięcie ropnia, ale wykonywanych na bloku operacyjnym, jako procedur operacyjnych – wyjaśnia prof. Jerzy Sieńko, konsultant krajowy chirurgii ogólnej.

Złota godzina i mapy potrzeb zdrowotnych

Choć ekspert zgadza się, że większość ze 120 oddziałów niespełniających norm nie działa tak, jak powinno, uważa, że przypadek każdego trzeba analizować indywidualnie, w obecności konsultanta wojewódzkiego chirurgii ogólnej, wojewody i dyrektora oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.

– I to z dwóch powodów: po pierwsze, dlatego że trzeba sprawdzić, czy pacjenci tego szpitala mają odpowiednio blisko do kolejnego oddziału chirurgii. W przypadku pilnej interwencji chirurgicznej liczy się tzw. złota godzina, w ciągu której pacjent powinien trafić na stół operacyjny, by uratować jego życie. Jeśli odległość jest dłuższa niż godzina, oddział należy pozostawić. Drugim czynnikiem jest zagrożenie wojenne. Na dzisiejszą rzeczywistość należy patrzeć przez pryzmat wojny za wschodnią granicą. W miejscach strategicznych nie może zabraknąć oddziału chirurgii, choćby był nierentowny. Dlatego uważam, że na mapy potrzeb zdrowotnych Ministerstwa Zdrowia należy nałożyć mapę potrzeb strategicznych Ministerstwa Obrony Narodowej, która oczywiście jest niejawna, i dopiero potem decydować, które z oddziałów można zlikwidować, a które zamienić np. na oddziały opieki długoterminowej – podkreśla prof. Sieńko.

Argumenty o nierentowności czy zbyt małej liczbie procedur powinny zostać odłożone

Zgadza się z nim płk. Jarosław Kowal, wicedyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego ds. I Rejonu Zabezpieczenia Medycznego Wojsk.

– Wojna na Ukrainie wymusiła zmianę spojrzenia na konflikt zbrojny, jak również zrewidowanie dawnego podziału na łóżka zabiegowe i niezabiegowe. Dlatego należy stworzyć całkiem nową mapę potrzeb zdrowotnych uwzględniającą mapę strategiczną MON i to ten resort powinien wskazywać Ministerstwu Zdrowia, które oddziały i w jakich szpitalach należy utrzymać, bo przełoży się to na bezpieczeństwo nie tylko żołnierzy, ale i cywilów. Główną częścią zabezpieczenia medycznego powinny być szpitale o odpowiedniej przepustowości bloków operacyjnych i liczbie łóżek intensywnej terapii z ewentualnym zapleczem łóżek chirurgicznych. Rozumiem argumenty o nierentowności czy zbyt małej liczbie procedur, ale powinny one zostać odłożone na bok, przynajmniej w przypadku oddziałów chirurgicznych w szpitalach województw będących fundamentem Tarczy Wschód: pomorskiego, warmińsko-mazurskiego, podlaskiego, mazowieckiego, lubelskiego i podkarpackiego – stwierdza ekspert.

Chirurgia w szpitalach strategicznych mimo mniejszej liczby zabiegów

Przykładem oddziału chirurgii o mniejszej niż tysiąc liczbie hospitalizacji i procedur, ale strategicznym z punktu widzenia bezpieczeństwa, jest także Szpital Miejski im. Jana Garduły w Świnoujściu.

– Blisko jest gazoport, strategiczny dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Szpitala nie można więc pozbawiać chirurgów na wypadek, gdyby doszło tu do jakiegokolwiek incydentu, również wypadku – ocenia prof. Jerzy Sieńko.

Eksperci podkreślają, że w przypadku zagrożenia konfliktem zbrojnym lub zdarzeniem masowym liczba procedur czy hospitalizacji na oddziale chirurgii ma mniejsze znaczenie. Rodzaj ran na polu walki nie wymaga bowiem precyzji czy znajomości technik wysokospecjalistycznych ani dużej w nich praktyki. Jak tłumaczą, to zwykle rany postrzałowe, powstałe w wyniku wybuchów, które różnią się od urazów powstałych w warunkach cywilnych dynamiką powstania, stopniem zniszczenia tkanek czy podatnością na infekcje. Takie urazy częściej wymagają np. ratujących życie amputacji.

Przeczytaj także: „Szpitale bez zapasów na wypadek wojny” i „Ochrona zdrowia furtką do bezpieczeństwa w czasach kryzysu”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: wojsko chirurgia oddział chirurgiczny mapa potrzeb zdrowotnych MON Ministerstwo Zdrowia Ministerstwo Obrony Narodowej Jerzy Sieńko Jarosław Kowal