Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl
Źródło: Prawo.pl

Gorzka prawda o systemie

Wojciech Olkuśnik/PAP

– Czas oczekiwania na pomoc się wydłuża, SOR-y są skrajnie przeciążone, a chętnych do pracy nie ma nawet przy bardzo wysokich stawkach wynagrodzeń. Taki system nie może absolutnie dłużej funkcjonować – oceniła prof. Urszula Demkow, była wiceminister zdrowia.

Według danych podawanych przez media średni czas oczekiwania pacjenta na przyjęcie do szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) wynosi obecnie około 4,5 godziny. Dlaczego tak długo? Odpowiedzi na to pytanie udzieliła portalowi Prawo.pl prof. Urszula Demkow.

– Przyczyną tego zjawiska jest przede wszystkim bardzo duża liczba pacjentów zgłaszających się bezpośrednio do SOR-ów. Drugim powodem jest brak wolnych łóżek szpitalnych. Pacjent po zakończeniu diagnostyki, mimo jednoznacznych wskazań do hospitalizacji, często nie może zostać przekazany na właściwy oddział i pozostaje na SOR lub w izbie przyjęć. Prowadzi to do blokowania miejsc przeznaczonych dla kolejnych pacjentów wymagających pilnej diagnostyki, wydłuża czas oczekiwania i dodatkowo przeciąża personel. Jeśli chodzi o nadmierną liczbę pacjentów oczekujących na przyjęcie do SOR, ocenia się, że prawie połowa z nich nie wymaga ostrej, pilnej konsultacji w warunkach szpitalnego oddziału ratunkowego – powiedziała Demkow.

Zdaniem ekspertki równie skutecznie pomocy mogliby im udzielić lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) lub nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej (NŚOZ). Natomiast ze względu na brak szybkiej i dostępnej pomocy ze strony lekarza rodzinnego w nocy, popołudniami, a także niejednokrotnie w ciągu dnia, pacjenci mający nagły problem ze zdrowiem kierują się bezpośrednio na SOR. Stąd właśnie bierze się stałe przeciążenie szpitalnych oddziałów ratunkowych.

W ocenie Demkow niechęć do pracy na SOR-ach wynika z niezwykle trudnych warunków pracy oraz ogromnego obciążenia psychofizycznego.

– Lekarz na SOR-ze podejmuje bardzo wiele kluczowych decyzji w krótkim czasie przy stale rosnącej liczbie pacjentów. Odpowiedzialność jest ogromna, a konieczność szybkiego działania niesie za sobą ciągłe ryzyko popełnienia błędu medycznego. Dodatkową trudność stanowi praca w trybie zmianowym – w nocy, w weekendy i w święta Dochodzą do tego trudne warunki organizacyjne: lekarz mierzy się nie tylko z wyzwaniami medycznymi, ale i z dysfunkcjami systemowymi, przepełnieniem oddziału oraz długim czasem oczekiwania pacjentów na miejsce hospitalizacyjne, co budzi dodatkową złość i niepokój oczekujących – wskazała.

Pacjenci konkurują o łóżka szpitalne 

Podkreśliła, że na SOR-ze pozostają ci chorzy, którzy ewidentnie wymagają hospitalizacji i dalszego leczenia w warunkach szpitalnych.

– Trzeba wyraźnie podkreślić, że chory trafiający na SOR w stanie nagłym bezpośrednio konkuruje o miejsce z pacjentem przyjmowanym w trybie planowym. Oddziały szpitalne prowadzą własne kolejki przyjęć planowych, które równolegle realizują. Powstają więc dwa ścierające się strumienie pacjentów zdążających do jednego oddziału: przyjęcia ostre z SOR-u oraz pacjenci planowi oczekujący na swoją kolej. W efekcie tego skumulowanego naporu oddziały stają się całkowicie niewydolne – uważa Demkow. 

Specjalistka zwróciła uwagę, że lekarze POZ zbyt często odsyłają pacjentów na SOR, bo w samych przychodniach są duże kolejki, albo pacjent potrzebuje pomocy po godzinie 18, gdy POZ jest już zamknięty. Problemem jest również brak specjalistycznej wiedzy u lekarzy POZ w sytuacji braku możliwości konsultacji ze specjalistą w ramach opieki koordynowanej. Drugim problemem jest niewydolność nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, która teoretycznie miała ona stanowić bufor przejmujący pacjentów niebędących w stanach zagrożenia życia. W praktyce podmioty te nie współpracują sprawnie z SOR-ami.

– Bywa, że ten sam lekarz dyżuruje jednocześnie na SOR-ze i w nocnej pomocy albo brakuje sprawnych procedur przekazywania pacjentów. Ponadto dla wielu szpitali świadczenie NŚOZ nie jest obowiązkiem systemowym. W efekcie pacjenci nie docierają do nocnej pomocy, lecz trafiają bezpośrednio do SOR – powiedziała Demkow.

Zamiast pomocy – chaos

Przypomniała, że reforma z 2017 roku i wprowadzenie sieci szpitali ograniczyły funkcjonowanie nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej przy przychodniach, przenosząc ją w dużej mierze do szpitali.

– Sam pomysł miał swoje uzasadnienie, jednak nie zapewniono szpitalom odrębnej obsady kadrowej do realizacji tych dodatkowych zadań. Zarówno likwidacja ambulatoriów przy stacjach pogotowia, jak i zmiana sposobu funkcjonowania nocnej pomocy lekarskiej doprowadziły do zaniku ważnego ogniwa pośredniego między podstawową opieką zdrowotną a szpitalem – stwierdziła Urszula Demkow.

Przeczytaj także: „Podstawowe błędy” i „Lekarze medycyny ratunkowej krytycznie o zrównaniu w prawach ratowników medycznych na SOR”.

Menedzer Zdrowia twitter

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Urszula Demkow szpitalny oddział ratunkowy SOR