Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka

Na naszym talerzu ważą się losy zdrowia i klimatu

123RF

Ograniczenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego może zmniejszyć ryzyko chorób przewlekłych, zahamować antybiotykooporność i odciążyć środowisko – polityka żywieniowa musi przestać być traktowana jako wyłącznie prywatna sprawa konsumenta.

  • Od antybiotyków po klimat: Polscy naukowcy przekonują, że produkcja żywności musi stać się ważnym elementem międzynarodowej koncepcji One Health
  • Przewlekły stres zwierząt w hodowlach przemysłowych oraz intensywny transport drastycznie zwiększają ryzyko rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.
  • Średni ślad wodny produkcji kilograma wołowiny to aż ok. 15,4 tys. litrów – podczas gdy dla soczewicy jest to niespełna 1,3 tys. litrów.

Anna Choręziak i Piotr Rzymski z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu (UMP) przedstawili swoją argumentację dotyczącą koncepcji One Health na łamach „Frontiers in Environmental Science” – w „Integrating plant-based diets into the One Health approach”1.

„One health”, czyli „Jedno zdrowie”, to koncepcja, która zaczęła się formować na początku XXI w., a dziś rozwijają ją wspólnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO – World Health Organization), Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO – Food and Agriculture Organization), Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP – United Nations Environment Programme) i Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt (WOAH – World Organisation for Animal Health).

Opiera się ona na założeniu, że zdrowie ludzi jest ściśle powiązane ze zdrowiem zwierząt i stanem ekosystemów. Dlatego problemy takie jak choroby odzwierzęce, oporność drobnoustrojów na leki czy degradacja środowiska powinny być rozpatrywane łącznie.

Do tej pory właśnie te zagadnienia znajdowały się w centrum uwagi. Zdaniem polskich badaczy zbyt rzadko pochylano się nad tym, co je łączy, czyli nad produkcją żywności.

– W naszej pracy proponujemy włączenie w ramy One Health diety roślinnej, bo może ona jednocześnie realizować niemal wszystkie jej cele: wspierać zdrowie ludzi i dobrostan zwierząt oraz ograniczać antybiotykooporność, ryzyko chorób odzwierzęcych i presję na środowisko – wyjaśniła Anna Choręziak ze Szkoły Doktorskiej UMP, główna autorka publikacji.

Jak dodała, nie chodzi jedynie o znany od dawna związek jadłospisu z chorobami sercowo-naczyniowymi, cukrzycą i otyłością. Zależności zaczynają się bowiem już na etapie wytwarzania żywności.

Od ciasnych klatek po zoonozy. Jak powstaje zagrożenie w hodowlach przemysłowych?

W hodowlach przemysłowych wiele zwierząt przebywa na niewielkiej przestrzeni.

– Lochy czy kury przetrzymywane są w tak ciasnych klatkach, że nie mogą się obrócić. Przewlekły stres, złe warunki i liczne rany osłabiają ich odporność, przez co stają się bardziej podatne na zakażenia – wyjaśniła Anna Choręziak.

Ryzyko rozprzestrzeniania patogenów zwiększa również kontakt personelu z dużą liczbą zwierząt, przenoszenie drobnoustrojów między fermą a środowiskiem przez dzikie ptaki, gryzonie i owady oraz transport żywych zwierząt na duże odległości. Jak zaznaczyli autorzy z UMP, o skali problemu świadczy fakt, że ok. 75 proc. chorób zakaźnych człowieka, które pojawiły się w ostatnich dekadach, ma pochodzenie odzwierzęce.

Z intensywną produkcją zwierzęcą wiąże się także ogromne zużycie antybiotyków. Według danych przytaczanych przez badaczy odpowiada ona za niemal trzy czwarte ich globalnego wykorzystania, co silnie stymuluje antybiotykooporność.

Ślad wodny i węglowy kotletów. Koszty środowiskowe produkcji żywności

Kolejną kwestią jest to, że wytwarzanie mięsa mocno obciąża klimat, zasoby ziemi oraz wody. Najbardziej widocznym przykładem jest czerwone mięso.

– Średni ślad wodny produkcji kilograma wołowiny to ok. 15,4 tys. litrów, a kilograma soczewicy tylko 1,25 tys. litrów – powiedziała badaczka.

Zmniejszenie popytu na mięso mogłoby ograniczyć presję na wycinkę lasów i degradację innych naturalnych siedlisk. Obecnie ponad 75 proc. światowej produkcji soi przeznacza się na paszę dla zwierząt, podczas gdy jedynie ok. 6 proc. trafia bezpośrednio na ludzkie talerze. Ograniczenie hodowli zmniejszyłoby więc zapotrzebowanie zarówno na pastwiska, jak i na tereny pod uprawę roślin paszowych.

Autorka zwróciła też uwagę na duży ślad węglowy przeżuwaczy, związany między innymi z emisją metanu podczas trawienia. Nieco niższe są emisje z produkcji jaj, nabiału i wieprzowiny, jednak nadal pozostają wyższe niż w przypadku strączków i innych artykułów roślinnych.

– Z kolei kury należą do najliczniej hodowanych zwierząt na świecie, dlatego ich łączny wpływ na środowisko również jest ogromny. Nie należy pomijać ryb – presja dotyczy ekosystemów wodnych, wykorzystania paszy w akwakulturze oraz ryzyka szerzenia się chorób – przypomniała.

Schematyczna ilustracja koncepcji One Health, podkreślająca rolę diet roślinnych, które mogą przyczyniać się do zapobiegania chorobom zakaźnym i niezakaźnym, ograniczania oporności na środki przeciwdrobnoustrojowe, poprawy dobrostanu zwierząt, ochrony zasobów wodnych, przeciwdziałania zmianie klimatu oraz zmniejszania skali wylesiania i degradacji gleb.

Nie trzeba rezygnować ze wszystkiego. Dlaczego liczy się umiar i bilans

Jak podkreśliła Anna Choręziak, nie oznacza to, że jedynym ratunkiem jest przejście całego społeczeństwa na weganizm.

– Nie ma takiej konieczności. Dla części osób dieta roślinna może być dobrym wyborem. Ważne, by była prawidłowo zbilansowana – wtedy nadaje się do stosowania w różnym wieku i na różnych etapach życia, w tym przez kobiety w ciąży i karmiące, dzieci, osoby starsze czy sportowców. Jednak równie istotnym kierunkiem jest po prostu ograniczanie spożycia produktów odzwierzęcych i zwiększanie udziału żywności pochodzenia roślinnego w codziennym menu – powiedziała.

– Światowe rekomendacje mówią, że spożycie 300–600 g mięsa tygodniowo jest w zupełności wystarczające. Tymczasem w Europie zjadamy go nawet 1,5 kg, czyli 2,5 razy więcej. Badania wskazują, że zmniejszenie o połowę udziału produktów odzwierzęcych w jadłospisie może ograniczyć związane z nimi emisje gazów cieplarnianych o 30–50 proc. – dodała.

Taka zmiana przynosi korzyści także zdrowiu, choć ogromne znaczenie ma to, czym zastępujemy mięso, nabiał i jaja. Udowodniono, że dobrze skomponowane diety roślinne obniżają ryzyko chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2 i niektórych nowotworów, a także sprzyjają utrzymaniu prawidłowej masy ciała, ciśnienia tętniczego, stężenia glukozy i profilu lipidowego.

Sama etykieta „roślinny” nie gwarantuje jednak, że produkt jest zdrowy. Podstawą powinny być rośliny strączkowe, warzywa, owoce, pełne ziarna, orzechy i nasiona, a także zadbanie o odpowiednią podaż witamin B12 i D, wapnia, żelaza, jodu, cynku oraz kwasów omega-3.

– Jeśli naszym głównym wyborem będą bezmięsne artykuły wysokoprzetworzone albo po prostu wykluczymy odzwierzęce źródła białka i nie zastąpimy ich pełnowartościowymi zamiennikami, nie będzie to ani zdrowa, ani zbilansowana dieta – wytłumaczyła badaczka.

Poza tym żywność roślinna również może przyczyniać się do wylesiania, nadmiernego zużywania wody i utraty bioróżnorodności. Ostateczny efekt zależy bowiem nie tylko od rodzaju produktu, ale także od miejsca i sposobu jego wytwarzania.

Czas na systemowe zmiany. Polityka żywieniowa to nowa polityka zdrowotna

Dlatego autorzy podkreślili, że nie chcą przerzucać odpowiedzialności za transformację systemu żywnościowego na konsumentów. Stwierdzili, że potrzebne są korekty w oficjalnych zaleceniach żywieniowych i w żywieniu zbiorowym, szeroka edukacja, wsparcie rolników uprawiających rośliny wysokobiałkowe oraz inwestycje w nowe źródła białka i technologie, w tym mięso hodowane komórkowo.

Zmiany te nie muszą wyglądać identycznie w każdym państwie. Powinny uwzględniać lokalną produkcję żywności, jej ceny, dostępność oraz tradycje kulinarne.

– Najważniejsza zmiana polega na tym, by przestać traktować sposób odżywiania wyłącznie jako prywatną sprawę konsumenta. Jeżeli system żywnościowy wpływa jednocześnie na choroby przewlekłe i zakaźne, antybiotykooporność, klimat, zasoby wody, bioróżnorodność oraz dobrostan zwierząt, to polityka żywieniowa staje się także polityką zdrowotną – podsumował współautor pracy prof. Piotr Rzymski.

Artykuł opublikowano na stronie internetowej Nauka i Zdrowie.

Przypis: 

  1. www.frontiersin.org/1883105.

Przeczytaj także: „Cieplejszy klimat sprzyja groźnym kleszczom” i „Otyłość z powodu traumy”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Doniesienia naukowe Aktualności
Tagi: Anna Choręziak Piotr Rzymski dieta roślinna zdrowie publiczne One Health antybiotykooporność hodowla przemysłowa ekologia klimat ochrona środowiska medycyna Uniwersytet Medyczny w Poznaniu