Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka
Źródło: ScienceAcademia

Cieplejszy klimat sprzyja groźnym kleszczom

123RF

Europa coraz częściej odnotowuje obecność kleszczy z rodzaju Hyalomma, zdolnych do przenoszenia wirusa krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej (Crimean-Congo hemorrhagic fever – CCHF). Patogen potrafi krążyć w środowisku przez długi czas, zanim system ochrony zdrowia wychwyci pierwsze przypadki zakażeń u ludzi.

Podstawą do tych niepokojących wniosków jest opublikowany tekst „Deadly tick-borne virus gains ground in Europe as climate warms”„1”. Jego autor, Richard Stone, na łamach prestiżowego magazynu „Science” analizuje mechanizmy rozprzestrzeniania się tego niebezpiecznego wirusa.

Jak zaznacza w publikacji, kleszcze Hyalomma marginatum zachowują się zupełnie inaczej niż gatunki najczęściej spotykane w Polsce. Zamiast biernie czekać na roślinach na żywiciela, aktywnie go poszukują, potrafiąc pokonać w tym celu nawet kilkaset metrów.

– Jeśli znajdujemy się w terenie, Hyalomma dosłownie za nami biegną – wyjaśnia Kurtesh Sherifi, parazytolog weterynaryjny z Uniwersytetu w Prisztinie.

Wspomniane pajęczaki stanowią wektor krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej. Zakażenie wywołuje u ludzi między innymi wysoką temperaturę ciała oraz bóle mięśni, a w ciężkich przypadkach prowadzi do krwotoków, niewydolności wątroby i ostatecznie do śmierci. Co ciekawe, zwierzęta gospodarskie mogą być nosicielami drobnoustroju, choć same najprawdopodobniej nie wykazują objawów choroby. Od lat jednym z europejskich ognisk CCHF pozostaje Kosowo. W latach 2013–2016 hospitalizowano tam 36 osób, z czego aż jedna trzecia zmarła. Obecnie problem przesuwa się jednak znacznie dalej na zachód kontynentu.

Klimat napędza migrację pajęczaków

Za rozprzestrzenianie się zagrożenia odpowiada ciąg powiązanych ze sobą zjawisk. Pajęczaki Hyalomma już od dziesięcioleci docierają do północnej i zachodniej Europy, „podróżując” na ptakach wędrownych. Do niedawna chłodniejszy klimat nie pozwalał im na zamknięcie cyklu rozwojowego. Rosnące średnie temperatury i przedłużające się lata sprawiają jednak, że młode osobniki coraz częściej dojrzewają, tworząc w nowych miejscach stabilne populacje.

Skutki tych zmian są już wyraźnie widoczne. W Hiszpanii infekcje u ludzi diagnozuje się co najmniej od trzynastu lat. Tylko w bieżącym roku (do 21 sierpnia) potwierdzono tam trzy zachorowania, w tym jedno śmiertelne. Z kolei w Portugalii pierwszy przypadek – również zakończony zgonem pacjenta – odnotowano dwa lata temu. Choć we Francji nie stwierdzono jeszcze miejscowego zakażenia człowieka, w 2023 roku po raz pierwszy wykryto wirusa CCHF u tamtejszych kleszczy.

– Podejrzewam, że znajdziemy ten patogen w wielu miejscach, w których w ogóle się go nie spodziewaliśmy – ostrzega wirusolog Jens Kuhn, były kierownik badań w amerykańskim Narodowym Instytucie Alergii i Chorób Zakaźnych (National Institute of Allergy and Infectious Diseases – NIAID).

Brak monitoringu usypia czujność

Z przeglądu badań przeprowadzonego w 2025 r. wynika, że obecność Hyalomma stwierdzono przynajmniej raz w 40 krajach Europy. Należy przy tym pamiętać, że nie każdy kleszcz z tego rodzaju jest nosicielem CCHF, a samego wirusa nie zidentyfikowano we wszystkich wymienionych państwach. Główną przeszkodą w ocenie skali zjawiska są jednak ogromne luki i różnice w standardach monitoringu.

– Kraje, które wychodzą z założenia, że nie mają u siebie danego wirusa, zazwyczaj po prostu go nie badają – punktuje Jens Kuhn.

Cicha cyrkulacja patogenu

Kosowo stanowi doskonały przykład na to, jak drastyczna potrafi być rozbieżność między faktyczną obecnością wirusa w środowisku a oficjalną liczbą zachorowań. W 2024 roku zespół prof. Sherifiego przebadał 1301 kleszczy zebranych w różnych regionach kraju, znajdując materiał genetyczny CCHF w szesnastu z nich. Jednocześnie w ciągu dekady (od 2016 do 2025 r.) w całym państwie potwierdzono zaledwie pięć klinicznych przypadków u ludzi.

Taki spadek to częściowo efekt działań prewencyjnych wprowadzonych po wybuchu ogniska w 2013 r. Władze rozpoczęły wówczas kampanie informacyjne dla rolników, wdrożyły stosowanie preparatów roztoczobójczych u zwierząt i zwiększyły częstotliwość badań samych wektorów zakażenia. Poprawiono również diagnostykę. Działania te realnie wpłynęły na ograniczenie transmisji wirusa.

Eksperci zaznaczają jednak, że statystyki nie oddają pełnego obrazu. Z badań serologicznych przeprowadzonych w 2012 r. na grupie 1105 bezobjawowych mieszkańców Kosowa wynikało, że 4 proc. z nich posiadało przeciwciała przeciwko CCHF, co dowodzi wcześniejszego kontaktu z wirusem. Skoro pacjenci przechodzący infekcję łagodnie rzadko zgłaszają się do lekarza, system opieki zdrowotnej wychwytuje niemal wyłącznie najcięższe stany. W konsekwencji pierwszy zdiagnozowany chory może pojawić się na oddziale zakaźnym wiele lat po tym, jak drobnoustrój na dobre zadomowił się w danym ekosystemie.

– Pierwszy rozpoznany przypadek u człowieka wcale nie musi oznaczać początku historii – podsumowuje Mohammed Parvage ze Szwedzkiego Urzędu Weterynaryjnego (Swedish Veterinary Agency – SVA).

– Może to być po prostu pierwszy moment, w którym w końcu to zauważamy – dodaje.

Przypis: 

  1. www.science.org/deadly-tick.

Tekst opublikowano na stronie internetowej Academii – portalu Polskiej Akademii Nauk.

Przeczytaj także: „Pokolenie spiekoty”„Wirus H5N1 oficjalnie już wszędzie”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: kleszcze kleszcze Hyalomma kleszcz gigant wirus CCHF Crimean-Congo hemorrhagic fever wirus krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej gorączka krymsko-kongijska krymsko-kongijska gorączka krwotoczna ukąszenie kleszcza choroby kleszczowe ocieplenie klimatu zmiany klimatyczne zdrowie publiczne profilaktyka medycyna nauka NIAID National Institute of Allergy and Infectious Diseases Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych SVA Swedish Veterinary Agency Szwedzki Urząd Weterynaryjny Richard Stone Kurtesh Sherifi Jens Kuhn Mohammed Parvage