Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Milena Motyl
Źródło: Rzeczpospolita

Pułapka dwóch skrajności

PAP/Marcin Kmieciński

– Mamy jednocześnie problem osób przez lata niezdiagnozowanych i ryzyko zbyt łatwego diagnozowania osób, które ADHD nie mają. Dobrą odpowiedzią na oba problemy jest rzetelna diagnostyka, a nie samo negowanie tego zaburzenia – stwierdził prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii.     

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że do końca lipca tego roku refundacja leków na ADHD w grupie dzieci i młodzieży objęła ponad 460 tys. opakowań. W całym 2022 r. było to 240 tys. paczek. Z kolei sprzedaż leków stosowanych w terapii ADHD (attention deficit hyperactivity disorder) u osób dorosłych wzrosła w ciągu roku o ponad 40 proc., osiągając 2,8 mln opakowań od sierpnia 2025 r. do sierpnia 2026 r.

– Cztery lata wcześniej sprzedało się ok. 450 tys. opakowań – podała „Rzeczpospolita”.

Na pytanie gazety, czy odrabiamy lata zaległości w diagnostyce, czy raczej mamy do czynienia ze zjawiskiem nadrozponawalności ADHD w Polsce, prof. Gałecki wskazał, że prawdziwe są obie te rzeczy, ale nie można stawiać między nimi znaku równości.

– Przez wiele lat ADHD kojarzono wyłącznie z nadpobudliwym chłopcem w wieku szkolnym i w efekcie przeoczono bardzo wiele osób, zwłaszcza dorosłych, u których obraz zaburzenia jest mniej spektakularny w ekspresji. Dziś część tych zaległości rzeczywiście nadrabiamy. ADHD dotyczy 5–6 proc. dzieci i młodzieży oraz około 2,5 proc. dorosłych. To naprawdę duża grupa. Dla porównania, schizofrenia występuje u niespełna 1 proc. populacji – powiedział profesor w wywiadzie z „Rzeczpospolitą”. 

– Z drugiej strony większa świadomość społeczna w obszarze zaburzeń neurorozwojowych stworzyła inne zjawisko: coraz częściej zwykłe problemy z koncentracją, przeciążenie, niewyspanie czy trudności z organizacją życia natychmiast nazywamy ADHD, a przecież każdy czasami się rozprasza, prokrastynuje albo o czymś zapomina. W nowej, jedenastej odsłonie Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób wyraźnie podkreślono, że o ADHD można mówić wtedy, gdy objawy są trwałe, występują w różnych sytuacjach, są nieadekwatne do wieku i rzeczywiście zaburzają funkcjonowanie – wyjaśnił. 

– Początki objawów ADHD sięgają dzieciństwa, przed dwunastym rokiem życia. Nie pojawiają się tylko wtedy, gdy jesteśmy zdenerwowani albo mamy gorszy nastrój. Muszą też dotykać różnych sfer życia. – Dlatego powiedziałbym, że mamy jednocześnie problem osób przez lata niezdiagnozowanych i ryzyko zbyt łatwego diagnozowania osób, które ADHD nie mają. Dobrą odpowiedzią na oba problemy jest rzetelna diagnostyka, a nie samo negowanie tego zaburzenia – powiedział prof. Gałecki. 

Profesor odnosząc się do tendencji diagnozowania ADHD poprzez AI, podkreślił, że internet, media społecznościowe czy sztuczna inteligencja mogą oczywiście pomóc człowiekowi zauważyć pewne problemy i skłonić go do konsultacji, ale nie mogą postawić diagnozy.

– Taki czat nie jest w stanie przeprowadzić pełnego badania psychiatrycznego ani zweryfikować przebiegu rozwoju człowieka. Nie ustali też, czy trudności wynikają z ADHD, depresji, zaburzeń lękowych, choroby afektywnej dwubiegunowej, nadużywania substancji, zaburzeń snu czy po prostu z przewlekłego przemęczenia, a z tymi jednostkami chorobowymi przeprowadza się diagnostykę różnicową – wskazał. 

Coraz więcej „diwologów”

Prof. Gałecki zaznacza, że w diagnostyce dorosłych stosuje się np. ustrukturyzowany wywiad DIVA-5.

– W środowisku medycznym mówimy wręcz o zjawisku tak zwanej „diwologii” i o „diwologach”, odnosząc się do komercyjnego trendu sprzedawania „diagnozy ADHD” wyłącznie na podstawie wypełnienia formularza DIVA-5, często przez osoby niebędące lekarzami ani psychologami. To ewidentna droga na skróty, bo kryteria zawarte w tym wywiadzie może spełniać osoba cierpiąca na zupełnie inne zaburzenia niż ADHD – np. na depresję, chorobę afektywną dwubiegunową, czy borykająca się z uzależnieniem od substancji psychoaktywnych. Samo ukończenie kursu z prowadzenia tego wywiadu nie daje uprawnień do stawiania rozpoznań medycznych – ocenił psychiatra. 

Wyjaśnił, że w Polsce proces diagnostyczny osoby dorosłej powinien być prowadzony pod kierunkiem lekarza psychiatry, z możliwością istotnego udziału psychologa. Czerwona lampka powinna się zapalić wtedy, gdy cała diagnoza opiera się na jednym internetowym kwestionariuszu, praktycznie nie ma rozmowy o dzieciństwie, nie ocenia się funkcjonowania w różnych obszarach życia i nie uwzględnia się innych możliwych rozpoznań.

ADHD nie „leczy” się jak infekcji

Ekspert odpowiedział na pytanie „Rzeczpospolitej”, czy ADHD da się wyleczyć.

– Nie powiedziałbym pacjentowi, że wyleczymy ADHD tak, jak da się wyleczyć infekcję, ale możemy pacjenta leczyć i ograniczyć objawy tego zaburzenia. Leczenie obejmuje przede wszystkim psychoedukację oraz strategię organizacji życia i pracy. U osób dorosłych z nasilonymi objawami zaleca się leki, które można uzupełnić psychoterapią. Istnieją bardzo dobre dowody na skuteczność leków psychostymulujących w redukcji podstawowych objawów ADHD u dorosłych. W praktyce najczęściej wybieraną drogą jest farmakoterapia, bo dostępność specjalistów, którzy potrafią prowadzić oddziaływania psychoterapeutyczne i mają doświadczenie w pracy z ADHD, jest ograniczona. Ważne jest, żeby leczyć człowieka, a nie wynik testu. Celem nie powinno być uzyskanie niższego wyniku w skali DIVA czy w kwestionariuszu, ale sytuacja, w której poprawia się jakość życia pacjenta, tzn. że lepiej funkcjonuje on w pracy, w szkole i w relacjach, wykazuje mniej impulsywnych zachowań i potrafi lepiej zarządzać czasem – wyjaśnił prof. Gałecki.

Moment przełomowy 

Specjalista wytłumaczył, że u dziecka zwracamy uwagę na wyraźnie większe niż u rówieśników problemy z koncentracją, impulsywnością i nadmierną aktywnością. Ważne jest, że objawy te nie pojawiają się tylko w jednej sytuacji, na przykład na jednym przedmiocie. W przypadku ADHD powodują one problemy w szkole, w domu i w kontaktach z rówieśnikami.

U osoby dorosłej objawami mogą być przewlekłe problemy z organizacją, ciągłe spóźnianie się, gubienie rzeczy, zapominanie o obowiązkach, rozpoczynanie wielu zadań i trudność z ich skończeniem. Do tego odkładanie wszystkiego na ostatnią chwilę, trudność z utrzymaniem uwagi podczas monotonnych czynności, impulsywne decyzje oraz wewnętrzne poczucie ciągłego pośpiechu i niepokoju. Ktoś nie jest w stanie wysiedzieć na dłuższym spotkaniu albo ciągle przerywa rozmówcom.

– Paradoksalnie momentem przełomowym dla takich osób bywa awans albo pojawienie się dziecka w rodzinie. Bardzo wielu pacjentów nie zgłasza się, dopóki pracuje na stanowisku niekierowniczym, bo ktoś ich pilnuje i zobowiązuje do dotrzymywania terminów. Gdy jednak zaczynają pracować samodzielnie albo w rodzinie pojawia się małe dziecko, które jest ogromnym dystraktorem, radzenie sobie z realizacją planu czy unikanie prokrastynacji okazuje się niemożliwe. Wtedy często pacjenci zgłaszają się do psychiatry z depresją, zaburzeniami lękowymi albo zaburzeniami snu, nie mając świadomości, że to ADHD – podkreślił prof. Piotr Gałecki.

Przeczytaj także: „Głowa w chmurach, jelita w stresie”.

Menedzer Zdrowia linkedin

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Piotr Gałecki ADHD diagnostyka rozpoznanie dzieci osoby dorosłe leki