Pijany jak Niemiec
123RF
8 mln mieszkańców Niemiec pije w sposób zagrażający zdrowiu – to oznacza, że problem dotyczy co dziesiątego obywatela.
- Aż 8 mln Niemców pije alkohol w sposób zagrażający zdrowiu, a 2 mln spełniają formalne kryteria uzależnienia
- Problem dotyczy wszystkich grup społecznych – najwięcej piją osoby z wyższym wykształceniem oraz ludzie sukcesu, a nie tylko najubożsi
- 57 mld euro rocznie wynoszą straty gospodarcze generowane przez alkoholizm w Niemczech, podczas gdy zysk branży opiera się na osobach pijących destrukcyjnie
- 500 mln euro rocznie wydaje przemysł spirytusowy na reklamy kreujące mit „odpowiedzialnego spożycia” i przerzucające odpowiedzialność na samych uzależnionych
- 3 mld euro z akcyzy kontra 57 mld euro strat – polityka podatkowa Niemiec pozostaje wyjątkowo pobłażliwa dla alkoholu
– Niewiele rzeczy Niemcy kochają tak bardzo jak procenty – mówi w rozmowie z tygodnikiem „Der Spiegel” prof. Georg Schomerus, niemiecki psychiatra i badacz uzależnień, dyrektor Kliniki Psychiatrii i Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego w Lipsku.
Szacuje, że problem dotyczy co dziesiątego mieszkańca kraju.
– Co najmniej 8 mln osób pije w ilościach szkodliwych, z czego 2 mln spełnia formalne kryteria uzależnienia. Consumenci ci sięgają po używki częściej i obficiej, niżby chcieli. Cierpi na tym ich życie osobiste, relacje z bliskimi oraz praca. Proces ten zachodzi stopniowo, bez wyraźnej granicy.
Lekarz podkreśla, że problem dotyka ludzi ze wszystkich grup społecznych.
– Wśród moich pacjentów są profesorowie, emeryci, osoby młode, wychowankowie domów dziecka oraz ludzie odnoszący duże sukcesy zawodowe. Nadużywanie procentów nie jest wyłączną domeną niższych klas – osoby z wyższym wykształceniem piją nawet więcej niż te z niższym – wymienia.
Miliardowe koszty i potężne lobby
Jak przypomina psychiatra, do lat 60. XX wieku pijaństwo postrzegano jako „słabość charakteru”, a nie jednostkę chorobową. Dziś konsekwencje społeczne i zdrowotne nałogu generują ogromne obciążenia finansowe.
Szkody gospodarcze wywoływane przez ten problem szacuje się na 57 mld euro rocznie. Tymczasem branża spirytusowa generuje roczne obroty na poziomie 13 mld euro, przy czym ponad połowę tej kwoty zawdzięcza osobom pijącym w sposób destrukcyjny dla zdrowia.
– Zysk producentów powstaje kosztem całego społeczeństwa – zaznacza ekspert.
Dodaje, że branża zwalcza wszelkie próby regulacji prawnych, prowadzi długotrwałe procesy i obwinia samych uzależnionych, by odsunąć od siebie odpowiedzialność. Przypisuje problem wyłącznie błędom jednostki i odseparowuje „odpowiedzialne spożycie” od nałogu. Na kampanie reklamowe podtrzymujące ten mit przemysł przeznacza rocznie ok. 500 mln euro.
Przychylność polityków i symboliczne podatki
Zdaniem prof. Schomerusa polityka w Niemczech pozostaje wyjątkowo pobłażliwa dla sprzedaży napojów wyskokowych. Przykładem był nocny zakaz ich sprzedaży poza lokalizacjami gastronomicznymi wprowadzony przed laty w Badenii-Wirtembergii (głównie na stacjach paliw). Choć przynosił efekty, nowa koalicja rządząca wycofała go pod hasłem „odpowiedzialności konsumentów”.
Obecnie z tytułu akcyzy do niemieckiego budżetu trafia ok. 3 mld euro rocznie. Przy stratach rzędu 57 mld euro oznacza to ogromny deficyt. Wino nie jest obłożone podatkiem wcale, a stawka na piwo nie zmieniła się od 1993 r. i wynosi zaledwie ok. 9 centów za litr.
Od 1 stycznia 2027 r. podatek od wódki i wina musującego ma wzrosnąć o 20 proc. – pierwszy raz od kilku dekad.
Przeczytaj także: „Paryż bez alkoholu”, „Niemcy zalegalizowali marihuanę” i „Sen o Ameryce”.

.jpg)