Gdy nie śmieje się dziecko, nie śmieje się jego cały świat
PAP/Albert Zawada
– Kryzysowi psychicznemu młodego człowieka niemal zawsze towarzyszy lęk, osamotnienie i bezradność jego najbliższych. Nie da się skutecznie pomóc dziecku, jeśli wsparciem nie obejmiemy całej rodziny, bo rodzice sami coraz częściej potrzebują ratunku – wskazuje dr n. med. Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży.
- Gwałtowny wzrost kryzysów psychicznych wśród nastolatków to krzyk skierowany do dorosłych. Pierwsze objawy – od rezygnacji z pasji i izolacji po problemy ze snem – bywają nieuchwytne i łatwo je zbagatelizować
- Za opresyjnymi komunikatami rodziców, próbami racjonalizacji problemu czy zabieraniem telefonu nie stoi chęć zaszkodzenia dziecku, lecz obezwładniający lęk i bezradność samych dorosłych
- Nie da się skutecznie pomóc nastolatkowi bez objęcia opieką całej rodziny. Zaopiekowanie się emocjami rodziców i rzetelna psychoedukacja zmniejszają ryzyko ponownej hospitalizacji dziecka aż o 40 proc.
- O tym wszystkim mówi Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży
Liczba dzieci i nastolatków potrzebujących specjalistycznej pomocy psychiatrycznej wzrosła w ostatnich latach blisko czterokrotnie. Pierwsze lata po pandemii przyniosły skokowy wzrost zachowań samobójczych. Choć ten niebezpieczny trend udało się wyhamować, dane nadal są alarmujące.
– Dla mnie te wskaźniki to nic innego jak krzyk nastolatków kierowany do dorosłych – sygnał, że trudno im odnaleźć się w świecie i rzeczywistości, którą im tworzymy. Nam, dorosłym, bardzo często wydaje się, że ich słuchamy i rozumiemy ich potrzeby, jednak w praktyce rzadko potrafimy na nie odpowiedzieć – zwraca uwagę dr n. med. Aleksandra Lewandowska.
Rodzic w kryzysie nie pomoże dziecku
Aby zmienić tę sytuację, konieczna jest praca z całymi rodzinami. Rodzina działa bowiem jak system naczyń połączonych – trwała zmiana zachowania u dziecka rzadko jest możliwa bez modyfikacji postaw i reakcji dorosłych. Tymczasem oni sami coraz częściej potrzebują wsparcia – bywają pogubieni, bezsilni, osamotnieni i przygnębieni. Za nietrafionymi komunikatami, wzywającymi do wzięcia się w garść czy bagatelizującymi problem, zazwyczaj nie stoi chęć wyrządzenia krzywdy, lecz obezwładniający lęk i bezradność.
Specjalistka apeluje, aby nie bagatelizować subtelnych sygnałów zwiastujących kryzys psychiczny u młodych ludzi. Może to być rezygnacja z dotychczasowych pasji czy zaniedbywanie relacji rówieśniczych. Nastolatkowie często tłumaczą to natłokiem nauki lub utratą zainteresowań. Zamykają się w pokojach, spędzają coraz więcej czasu przed ekranem telefonu. Pojawiają się problemy ze snem, dolegliwości somatyczne, a w konsekwencji – trudności z koncentracją i gorsze wyniki w nauce.
– W takiej sytuacji, gdy brak odpowiednich narzędzi i kompetencji, wielu rodziców próbuje racjonalizować problem. Tłumaczą sobie, że to tylko typowy okres dorastania, który trzeba po prostu przeczekać, albo kategorycznie zaprzeczają realiom, szukając usprawiedliwień w natłoku nauki czy złym wpływie otoczenia – wskazuje dr n. med. Aleksandra Lewandowska.
Gdy rodzice sami przeżywają kryzys, boją się dostrzec, co dzieje się z ich dzieckiem. Obawiają się, że konfrontacja z jego cierpieniem przekroczy ich możliwości i sami się rozpadną. W efekcie bagatelizują problem, wypierają go lub nie reagują wcale.
– Tacy opiekunowie szybko zyskują łatkę roszczeniowych, trudnych, obojętnych czy zaburzonych. Tymczasem nigdy nie wiemy, co naprawdę kryje się za postawą drugiego człowieka. Bardzo łatwo o pochopną ocenę. Jedna z matek w trakcie diagnozy zaburzeń neurorozwojowych swojego dziecka opowiadała mi, jak po trudnym, przedwczesnym porodzie walczyła o własne zdrowie i powrót do równowagi. Gdy podekscytowana przyjechała do szpitala na spotkanie z maluchem, usłyszała od personelu chłodne, pełne wyrzutu powitanie, podważające jej obecność przy dziecku. Pamiętajmy, że słowa mają ogromną moc i potrafią głęboko zranić – przestrzega specjalistka.
Niewłaściwe sposoby na opanowanie sytuacji
Kiedy pojawiają się kłopoty w szkole, rodzice – zamiast szukać przyczyn – najczęściej wywierają presję, strasząc zaprzepaszczeniem przyszłości i utratą dobrej opinii. Czasami komunikaty stają się wręcz opresyjne, sprowadzając się do gróźb i czarnowidztwa o braku jakichkolwiek perspektyw życiowych.
Tyle że gdy młody człowiek znajduje się w kryzysie, takie słowa w ogóle do niego nie docierają.
Gdy motywowanie nie przynosi efektów, pojawia się pokusa kontroli. Rodzice sięgają po skrajne środki: montują kamery w pokojach, włamują się na konta w mediach społecznościowych i skrzynki mejlowe czy odbierają sprzęt elektroniczny.
– Za ciągłym sprawdzaniem kryje się nieuświadomiona obawa, że coś przeoczyli i muszą to natychmiast naprawić. Tymczasem takie zachowanie przynosi opłakane skutki. Młodzi ludzie funkcjonują dziś w przestrzeni cyfrowej i nie da się tego zignorować. Zabranie telefonu rzadko pomaga, a często wręcz szkodzi. Dla wielu z nich świat online jest jedynym łącznikiem z rówieśnikami i pozwala utrzymać się „na powierzchni”. Gdy nagle im go odbierzemy, ich świat się wali – wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Lewandowska.
Reakcje na taką izolację bywają dramatyczne.
– Wszystko zależy od temperamentu i kształtującej się osobowości. Często w odpowiedzi na odczuwane napięcie, brak wsparcia i poczucie niezrozumienia pojawiają się zachowania agresywne wobec otoczenia albo autoagresywne: samookaleczenia czy próby samobójcze – mówi ekspertka.
Reakcje rodziców w takich momentach zazwyczaj podszyte są obezwładniającym lękiem. Wybuchają żalem, skupiają się na widocznych śladach i obwiniają dziecko o to, co im zrobiło. To potęguje napięcie i prowadzi do konfliktów między partnerami: ojciec zarzuca matce zbytnią pobłażliwość, ona mu nieobecność w domu. Podczas kłótni łatwo zapomnieć, że nawet za zamkniętymi drzwiami dziecko wszystko słyszy.
– A będąc w kryzysie, jest niezwykle wyczulone na emocje i podniesiony ton. Niekiedy docierają do niego tylko fragmenty zdań. W swoim cierpieniu buduje z nich zniekształconą narrację, wmawiając sobie odpowiedzialność za awantury dorosłych i dochodząc do wniosku, że bez niego wszystkim byłoby łatwiej – zauważa dr n. med. Aleksandra Lewandowska.
Próba samobójcza – zwrot w życiu rodziny
Próba samobójcza dziecka to dla rodziny jedno z najtrudniejszych doświadczeń, które drastycznie burzy dotychczasowe poczucie bezpieczeństwa. Psycholodzy i terapeuci opisują to wydarzenie jako punkt zwrotny – może stać się bolesnym końcem dotychczasowego ładu albo trudnym początkiem odbudowy relacji.
Pierwszą reakcją rodziców bywa gorączkowe poszukiwanie własnych błędów i przeoczonych sygnałów. Zaraz potem pojawia się paraliżujący lęk o to, jak odnaleźć się w nowej rzeczywistości po powrocie dziecka ze szpitala.
– Dlatego w takiej sytuacji niezbędna jest opieka nad całą rodziną, a nie tylko nad młodym pacjentem. Musimy jednak pamiętać o odpowiednim języku. Zamiast widzieć w kimś roszczeniowego rodzica, dostrzeżmy lęk i bezradność, które stoją za tą postawą. Nadopiekuńcza matka bywa po prostu przerażona, a milczący ojciec nie wie, jak zareagować. Podobnie dziecko – nie zawsze potrafi zakomunikować wprost, że czuje złość lub strach – zwraca uwagę dr n. med. Aleksandra Lewandowska.
Reakcje bliskich bywają skrajne: od złości na siebie, system czy własne dziecko, przez doszukiwanie się chęci uderzenia w rodziców, aż po całkowite wyparcie i podważanie faktu, że doszło do próby samobójczej. Pod wszystkimi tymi postawami kryje się jednak głęboki szok i przerażenie.
Bliscy są potrzebni, by uratować dziecko w kryzysie
– Nigdy nie wolno nam traktować rodziny jako problemu, bo stracimy z oczu człowieka. Rodzic ma być partnerem w procesie leczenia. Skuteczna pomoc dzieciom i młodzieży wymaga objęcia opieką całego systemu, w którym żyją – przede wszystkim rodziców, opiekunów i rodzeństwa. Zmiana pytania na: „czego ci ludzie potrzebują, aby móc skutecznie pomóc swojemu dziecku?”, zmienia całą naszą optykę i podejście do pracy z rodziną – podkreśla konsultant krajowa.
Uważna i rzetelnie przeprowadzona psychoedukacja rodziców zmniejsza ryzyko ponownej hospitalizacji dziecka aż o 40 proc. Niestety, w polskim systemie opieki zdrowotnej wciąż brakuje takich rozwiązań.
– Wypisanie pacjenta z oddziału z długą listą zaleceń i ze świadomością, że psychoterapia będzie dostępna dopiero za kilka miesięcy, potęguje chaos u rodziców i uniemożliwia im dawanie oparcia dziecku. Zadaniem specjalisty jest zaopiekowanie się również emocjami opiekunów. Nie wolno usprawiedliwiać się brakiem czasu – cena takiego zaniedbania bywa najwyższa – podsumowuje dr n. med. Aleksandra Lewandowska.
Przeczytaj także: „Śmiertelne algorytmy”, „Presja online rośnie. Chodzi o zdrowie nastolatków”, „Psycholog szkolny to członek zespołu, który może uratować życie”, „Zabawa na dworze wspiera psychiczne zdrowie przedszkolaków” i „Gra o zdrową głowę”.

